Trwa ładowanie...
d48r77g

Kinga Rusin o centrum Warszawy: brud, syf i odzież na wagę

Kinga Rusin jest znana ze swojego zaangażowania w sprawy publiczne, często zabiera też głos w ważnych sprawach, czasem w sposób dość kontrowersyjny. Zalicza też niezłe wpadki, o których czasem WawaLove.pl informuje. Niedawno skrytykowała warszawiaków unikających płacenia za wywóz śmieci (Przeczytajcie: "Słoiki, za wywóz śmieci się płaci!"), w ramach akcji WWF Godzina dla Ziemi postanowiła też, że wejdzie w szpilkach na ostatnie piętro Pałacu Kultury. Teraz dziennikarka zabrała głos w sprawie zagospodarowania przestrzennego centrum Warszawy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kinga Rusin o centrum Warszawy: brud, syf i odzież na wagę
(WawaLove.pl, Fot: Screen z fanpejdża Kingi Rusin)
d48r77g

W najnowszym wpisie na swoim blogu Rusin wytyka:
"Brudno, hałas, drogo, bezsensowna organizacja przestrzeni, brak jakichkolwiek sensownych działań, które miałyby zachęcać do zaludniania i ożywiania tych centrów - pisze Kinga. I wiem co mówię, bo mieszkam w samym środku Warszawy, przy okazałym miejskim placu, który kiedyś miał być początkiem a'la paryskiego "bulwaru Haussmana", a dziś jest wielkim parkingiem!"

Dziennikarka ubolewa też nad tym, że w pobliżu jej domu znajdują się popularne i tanie sklepy z używaną odzieżą:

"A tak jest brud, syf i odzież na wagę. Nie mam nic przeciwko ubraniowemu recyklingowi, ale wzdłuż głównej warszawskiej ulicy powinno być miejsce ma coś bardziej reprezentacyjnego."

d48r77g

Nie wszystkim wpis dziennikarki się spodobał. "No wie Pani, nie każdego stać na ciuchy od Paprocki i Brzozowski albo od Baczyńskiej, tak jak Panią. A w lumpeksach można znaleźć nawet fajne ciuchy" - napisała jedna z komentujących. Inna osoba dodaje: "Nie no, najlepiej walnąć same butiki znanych projektantów, to będzie dobrze. Takie sklepy też powinny być w centrum, żeby łatwiej do nich trafić. Pani Rusin niestety nie wie, co to znaczy żyć za 500 zł miesięcznie, nigdy pewnie nie była w takich sklepach jak secondhand. Ja od czasu do czasu chodzę do secondhandów, żeby znaleźć coś innego".

Kolejny internauta także nie zostawia na dziennikarce suchej nitki: "No ta, bo Pani Kinga ma wypłatę plus alimenty przewyższające niejedną średnią roczną wypłatę szarego człeka, to kupuje w sklepach ciuch za 5000 zł albo i więcej...Te sklepy też mają prawo być. Dla ludzi mniej zamożnych albo i biednych".

Czy Kinga Rusin ma rację i naprawdę "ciuchlandy" szpecą centrum naszej stolicy? A może dziennikarka, żyjąca na innym poziomie niż przeciętny człowiek, nie dostrzega znaczenia seconhandów dla ludzi mniej zamożnych? Co to tym sądzicie?

d48r77g

Podziel się opinią

Share

d48r77g

d48r77g
Więcej tematów