Iran może okazać się największym błędem Trumpa w karierze [OPINIA]
Atak na Iran miał być błyskawicznym triumfem, a być może stał się najpoważniejszym kryzysem prezydentury Donalda Trumpa. Ceny ropy szybują, rynki drżą przed globalną recesją, a sojusznicy tracą zaufanie do Waszyngtonu. Czy prezydent USA, szukając sukcesu, zapędził się w kozi róg, za który zapłacą wszyscy – od amerykańskich kierowców po światową gospodarkę? - pisze dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Ciągle nie bardzo wiadomo, z jakich właściwie powodów i w jakim dokładnie celu Stany wspólnie z Izraelem zaatakowały Iran. Widoczne są już za to gospodarcze koszty wojny. Cena ropy przekroczyła w weekend sto dolarów za baryłkę, kraje Grupy G7 dyskutują nad rzuceniem na rynek swoich strategicznych rezerw, by powstrzymać dalsze wzrosty cen. Bank inwestycyjny Goldman Sachs ostrzega, że jeśli walki będą się przeciągać do końca marca, to ceny ropy mogą osiągnąć, a nawet przekroczyć maksymalne wartości z 2008 i 2022 roku, gdy cena zbliżała się do 150 dolarów za baryłkę.
Gdyby takie ceny się utrzymały, wytworzyłoby to znaczący, globalny impuls inflacyjny, zdolny wepchnąć całą światową gospodarkę w recesję. Już dziś, wraz z otwieraniem się kolejnych rynków, widzimy spadki indeksów giełdowych na całym świecie.
Stany są dziś co prawda eksporterem netto ropy i gazu ziemnego, ale to tylko częściowo chroni amerykańską gospodarkę przed skutkami szoku energetycznego – ceny ropy kształtowane są globalnie, a amerykańska gospodarka jest silnie ropochłonna. W ciągu pierwszego tygodnia wojny średnie ceny benzyny wzrosły w Stanach o 14 proc. Jeśli dalej będą rosnąć i nie spadną przed wyborami połówkowymi w listopadzie, to republikanie – jako partia prezydenta, który zaczął wojnę – zapłacą za to cenę przy urnach. A jeszcze przed wojną wszystko wskazywało, że przegrają.
Zawrót głowy od sukcesów
Czy Donald Trump nie przewidział tego wszystkiego, gdy zdecydował się zaatakować Iran? Czy nie policzył gospodarczych kosztów wojny? Zapomniał, że wysokie ceny benzyny to kamień młyński u szyi rządzących w każdych amerykańskich wyborach?
Na razie nie wiemy, jak wyglądał proces decyzyjny prowadzący do podjęcia decyzji o przystąpieniu do wojny, prawdopodobnie brzmią jednak wyjaśnienia spekulujące, że Trump i jego otoczenie doznało "zawrotu głowy od sukcesu" w Wenezueli i uznało, że w podobny sposób jak z Maduro uda się im rozprawić z mułłami z Iranu. Trump liczył najpewniej, że reżim okaże się niezdolny do stawiania oporu wobec amerykańskiej przewagi w powietrzu i że po eliminacji obecnego kierownictwa władzę szybko przejmą elementy gotowe do kompromisu ze Stanami.
Jak widzimy, stało się inaczej, irańskie państwo okazało się o wiele bardziej zdolne do stawiania oporu i zdeterminowane, by go podtrzymywać, niż zakładali Amerykanie. Iran był w stanie odpowiedzieć atakami na amerykańskie bazy w rejonie i sprzymierzone ze Stanami sunnickie monarchie z Zatoki Perskiej, wojna paraliżuje żeglugę w Cieśninie Ormuz, przez którą wypływa większość surowców energetycznych z rejonu Zatoki.
Amerykanie sprawiają wrażenie, jakby nie bardzo wiedzieli, co dalej robić w takiej sytuacji. Trump mnoży maksymalistyczne żądania – mówi o "bezwarunkowej kapitulacji" Iranu, zapowiada, że musi mieć udział w wyłonieniu następnego przywódcy – tego typu retoryczne podbijanie stawki, w zestawieniu z rzeczywistością wojskową, brzmi jednak po prostu mało poważnie. Rynki uznają, że czekają nas długie tygodnie wojny, której żadna ze stron nie potrafi zakończyć, i reagują adekwatnie.
Koszty życia już były problemem
Dla Trumpa to koszmarny scenariusz polityczny, zwłaszcza w wymiarze wewnętrznym. Obecny prezydent wygrał w 2024 roku, bo Amerykanie uwierzyli mu, że zapanuje nad inflacją, jaka w trakcie kadencji Bidena była skutkiem szoków związanych z pandemią i wojną w Ukrainie. Trump już wcześniej nie był w stanie spełnić tych obietnic i większość analityków spekulowała, że problem kosztów życia może być jednym z największych problemów w wyborach połówkowych.
Jeśli teraz do problemów nawarstwiających się w ciągu ostatniego roku prezydentury dojdzie nowa fala wojennej inflacji, to partia prezydenta będzie miała bardzo poważny kłopot. A demokraci nie odpuszczą – codziennie będą przypominali Amerykanom, że to Trump i jego wojna ponoszą winę za problemy gospodarcze kraju. Administracja ma pewne narzędzia – np. rzucenie na rynek rezerw ropy – by powstrzymać wzrost cen, ale jeśli wojna wciągnie światową gospodarkę w kolejną recesję, to Stany, mimo zysków związanych ze wzrostem cen paliw kopalnych, też ją odczują, a wyborcy wystawią za to rachunek. Tym surowszy, że wojna od początku była niepopularna, administracji nigdy nie udało się wytłumaczyć Amerykanom, czemu właściwie właśnie teraz konieczna jest wojna z Iranem.
Sondaże nie pokazują "efektu gromadzenia się wokół flagi", pokazują natomiast, że nawet osoby na razie popierające wojnę mogą zmienić zdanie, gdy wojna przełoży się np. na długotrwały wzrost cen benzyny na stacjach.
Jeśli republikanie utracą kontrolę nad obiema Izbami Kongresu, to oznacza to, że cała albo prawie cała legislacyjna agenda drugiej połowy obecnej kadencji Trumpa zostanie trwale zablokowana. Prezydenta czeka też pewnie kolejna próba impeachmentu.
Trump wycofa się i ogłosi zwycięstwo?
Co prezydent może zrobić, by odwrócić ten scenariusz? Ma do wyboru dwie drogi: albo eskalację, np. przez inwazję lądową, która pozwoli wygrać wojnę i faktycznie siłowo zmienić reżim w Teheranie, albo wycofać się z wojny, ogłaszając zwycięstwo po realizacji jakiegoś strategicznie nieistotnego, ale spektakularnie wyglądającego w telewizji celu.
Wielu komentatorów przewiduje, że Trump wybierze tę drugą opcję. Prezydent na razie przekonuje na swoim portalu Truth Social, że wyższe ceny paliwa to krótkoterminowa cena, którą warto zapłacić za długoterminowe bezpieczeństwo. Amerykanów trudno będzie do tego przekonać, a Trump czuje opinię publiczną i do tej pory najczęściej ustępował przed jej oporem. Poza tym inwazja na Iran oznaczałaby podbicie gospodarczych i politycznych kosztów wojny, a i tak nie musiałaby się skończyć sukcesem.
Pytanie tylko, czy Trump ma dziś realistyczną opcję wycofania się w sposób dający się sprzedać jako zwycięstwo? Nie chodzi już nawet o to, by Amerykanie wcześniej zrobili w Iranie coś spektakularnego – np. zajęli irańskie zapasy materiałów rozszczepialnych – ale by wycofując się, nie zostawili za sobą chaosu, by Iran przestał atakować cele w regionie, umożliwiając ponownie żeglugę w Cieśninie Ormuz.
Do tego potrzebne jest porozumienie z kimś z drugiej strony. Tylko, jak przyznał sam Trump, osoby, na które administracja stawiała jako na pragmatyków gotowych do kompromisu, zostały zabite w amerykańskich atakach, a najwyższym przywódcą Iranu został właśnie Mojtaba Khamenei – syn zabitego przez Amerykanów byłego najwyższego przywódcy, bardziej zdeterminowany od ojca, do tego mogący pragnąć zemsty na Amerykanach za śmierć swoich najbliższych.
To może na dekady określić pamięć o Trumpie
Nie bardzo widać więc dziś dobry ruch dla Trumpa w sprawie Iranu. Jeśli prezydent nie znajdzie jakiegoś nowego, radykalnie zmieniającego sytuację na planszy otwarcia, to decyzja o napaści na Iran może okazać się największym błędem Trumpa w całej jego politycznej karierze. Nie tylko w kontekście wyborów w listopadzie, ale całego dziedzictwa prezydenta. Bo to, jak skończy się obecna wojna, będzie w dużej mierze przesądzało o ocenie prezydentury Trumpa przez przyszłe pokolenia.
Tym bardziej że wojna może mieć daleko idące skutki dla globalnej pozycji Stanów i ich relacji z sojusznikami. Bo patrząc na nieodpowiedzialne i nieprzemyślane zachowania Trumpa w Iranie, kolejni sojusznicy Stanów będą zastanawiać się nad naturą swoich relacji z Waszyngtonem.
Demokracje Azji Wschodniej – szczególnie podatne na szok energetyczny – będą pytać o cenę sojuszu z kimś, kto bez dobrego powodu gotów jest wywołać wojnę, wpychającą ich gospodarki w recesję, z kimś, kto ciągle szantażuje partnerów cłami i nie daje gwarancji, że staną się oni przedmiotem kolejnego dealu z Chinami. Monarchie znad Zatoki będą zastanawiać się, czemu mimo wszystkich swoich inwestycji w relacje z Trumpem – często na granicy korupcji politycznej - prezydent ostatecznie i tak wybiera strategiczne interesy Izraela. Dla elit Europy wojna w Iranie to kolejny z licznych dowodów, że na Trumpie nie da się polegać – co rozumieją tu już prawie wszyscy, być może poza liderami Prawa i Sprawiedliwości.
Dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek
Z wykształcenia filmoznawca i politolog. Działa jako krytyk filmowy, publicysta, redaktor książek, komentator polityczny i eseista. Związany z Dziennikiem Opinii i kwartalnikiem "Krytyka Polityczna". Publikuje także w "Kinie", "Gazecie Wyborczej", portalu Filmweb. Redaktor i współautor wielu publikacji, ostatnio "Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej".