Hołownia wściekły po okładce "Polityki". "Wara od rodzin polityków"
Szymon Hołownia ostro zareagował na okładkę najnowszego numeru tygodnika "Polityka", na której znalazło się zdjęcie jego żony, Urszuli Brzezińskiej-Hołowni, oraz pierwszej damy Marty Nawrockiej. Materiał dotyczy emerytur mundurowych.
Tygodnik "Polityka" w swoim najnowszym wydaniu poruszył temat "armii młodych pobierających do końca życia emerytury mundurowe", ilustrując to zdjęciami żon prezydenta i lidera Polski 2050 z podpisem "status: emerytka". Publikacja wywołała emocjonalną reakcję Szymona Hołowni, który opublikował w mediach społecznościowych obszerny wpis.
"'Wolne Media' w natarciu. Wczoraj zajęły się ujawnianiem moich chorób, dziś na afisz biorą moją żonę. Która po prawie 19. latach służby, w której dosłownie narażała życie, przy każdym dyżurze bojowym będąc pierwszym ogniwem obrony RP (a więc i bezczelnie handlujących dziś jej wizerunkiem dziennikarzy) - odeszła na wcześniejszą emeryturę" - napisał Hołownia.
Dodał, że jego żona z poczucia obowiązku dołączyła do programu Aktywnej Rezerwy.
Polityk podkreślił trudy służby wojskowej, z jakimi mierzyła się jego żona, pilotka myśliwca, oraz cała rodzina. "My, z Manią i Elą, dobrze wiemy, ile wojsku dała. Jak często - jak w wielu mundurowych rodzinach - kładąc dziewczynki spać, słyszałem: "A nikt nie zrobi mamie krzywdy? A mama wróci?" - czytamy we wpisie.
Hołownia zwrócił uwagę na zdrowie, które jego żona "zostawiła w szkoleniach, latając z morderczymi przeciążeniami", oraz na to, że musiała przebijać "szklane sufity" w wojsku. Zaznaczył, że decyzja o odejściu ze służby była podyktowana chęcią spędzenia czasu z dziećmi.
"NIE JEST osobą publiczną. Jej jedyną winą jest to, że jest moją żoną. Do niej też nikt nie dzwonił, zapytać, czy może wykorzystać jej twarz, nazwisko, wizerunek" - podkreślił Hołownia.
Wstawił się również za pierwszą damą, która także znalazła się na okładce. "Marta Nawrocka też nie wybrała sobie tego losu. Pełniąc, bez wynagrodzenia, obowiązki Pierwszej Damy - ma nadal wystawiać skarbowe mandaty? Zawsze i wszędzie powtarzałem i pilnowałem tej zasady w kampaniach: wara od rodzin polityków, to nie ich wina, że robimy to, co robimy" - stwierdził.
Hołownia reaguje na tekst o depresji
Reakcja Hołowni nastąpiła zaledwie dzień po innej głośnej publikacji. Dziennik "Rzeczpospolita" zamieścił tekst sugerujący, że polityk zmaga się z depresją. Artykuł spotkał się z krytyką za naruszenie prywatności i ostatecznie został usunięty z sieci, a redakcja przeprosiła. Hołownia nawiązał do tego w swoim wpisie.
"Powtarzam: rozumiem taktykę - znienawidzonego polityka najpierw "uderzyć" depresją, a później wziąć się za jego żonę. Kiedy przyjdzie czas na lustrację naszych 8- i 4-letnich dzieci?" - pytał retorycznie.
W dalszej części wpisu padły bardzo mocne słowa pod adresem mediów kojarzonych z obecnym obozem rządzącym. "Kiedy przyjdzie czas na opamiętanie, że tak - PiS miał lepkie ręce i zmienił media w szczujnię, ale nienawidzić tak, jak "obóz demokratyczny", jego media i klakierzy, nie potrafił nawet on. Wstydźcie się, redakcjo Polityki" - napisał Hołownia.
Swój wpis zakończył bezpośrednim zwrotem do żony: Uleńko, przepraszam Cię, że przeze mnie musisz przechodzić przez takie rzeczy ze strony ludzi, za których życie i spokój byłaś gotowa płacić krwią.
Wspomniany przez Hołownię tekst "Rzeczpospolitej" ukazał się w Dniu Walki z Depresją. Autor, powołując się na "niezależne źródła", pisał o problemach zdrowotnych byłego marszałka. Hołownia zareagował na to oświadczeniem, w którym zarzucił dziennikarzowi Jackowi Nizinkiewiczowi "przemocowe wyoutowanie".
"Redaktor Jacek Nizinkiewicz postanowił, bez mojej wiedzy, zgody, bez rozmowy ze mną, przemocowo mnie "wyoutować" i ujawnić publicznie, na co choruję, na podstawie plotek, o których usłyszał na mieście od mojego "otoczenia" - pisał wówczas Hołownia.
Polityk zdementował informacje o depresji, zaznaczając, że zmaga się z "innymi wyzwaniami", jest na dobrej drodze i odzyskuje siły.
"Niezmiennie stoję jednak na stanowisku, że wyłącznym dysponentem informacji o swoim stanie zdrowia zawsze i bezwarunkowo powinien być sam chory. Gwarantuje mu to prawo, a także zwykła przyzwoitość" - podkreślał.