"Głód doprowadza do obłędu". Wstrząsające relacje ukraińskich jeńców
- Z głodu zaczęli jeść wszystko od papieru toaletowego, po mydło - relacjonowała w programie "Newsroom" WP warunki, w jakich przebywali ukraińscy jeńcy wojenni w rosyjskich więzieniach, Tatiana Kolesnychenko, dziennikarka Wirtualnej Polski i autorka książki "Robaków rozgryzać nie wolno".
Tatiana Kolesnychenko podkreśliła, że bicie i tortury fizyczne, choć straszne, z czasem stawały się dla jeńców mniej dotkliwe niż permanentny brak pożywienia. - Głód nie opuszcza cię nigdy. On doprowadza do obłędu - tłumaczyła. Opowiadała, że jeńcy polowali na myszy i hodowali robaki, by mieć jakiekolwiek źródło białka.
- Tych robaków rozgryzać nie wolno, ponieważ są gorzkie. Należy je od razu połykać - tłumaczyła słowa jednego z bohaterów książki, Władysława Zadorina, obrońcy Wyspy Węży.
Jego historia, jak zauważyła Kolesnychenko, kończy się pozornym happy endem - mężczyzna mieszka obecnie w Polsce i oczekuje dziecka. Ale wojna wciąż jest w nim. Bohater zmaga się z PTSD i traumatycznymi wspomnieniami. Dochodzi do tego również "poczucie winy ocalałego".
Jak wyjaśniła autorka, dla wielu jeńców powrót do normalności jest bolesny, bo mają świadomość, że ich "bracia broni" wciąż pozostają w rosyjskich celach.
Współautor książki, fotoreporter Maciej Stanik, który dokumentował konflikty m.in. w Syrii, Afganistanie i Górskim Karabachu, przyznał, że skala zbrodni w Ukrainie była dla niego szokująca. - Nie spodziewałem się, że w XXI wieku armia dużego państwa będzie zdolna popełniać takie zbrodnie wojenne - ocenił.
Pytany o to, co ciągnie go w tak niebezpieczne miejsca, wskazał na poczucie misji. - Chcesz pokazać możliwie najbliżej prawdy rzeczywistość, którą sam widzisz. Chcę dać głos ludziom, którzy tego głosu nie mają - argumentował fotoreporter.