Firma znowu działa. Wiemy, co się dzieje z Bartłomiejem Misiewiczem
Jak ustaliła Wirtualna Polska, firma byłego szefa gabinetu politycznego i b. rzecznika prasowego Antoniego Macierewicza – Bartłomieja Misiewicza wznowiła swoją działalność. Kontrowersyjny współpracownik b. szefa MON został prawomocnie skazany za niezgodne z prawem reklamowanie wódki "Misiewiczówka" produkowaną właśnie przez swoją firmę.
Jak wynika z Krajowego Rejestru Sądowego, firma byłego bliskiego współpracownika Antoniego Macierewicza miała przez 4 lata zawieszoną działalność. Od czerwca 2021 r. do maja 2025 r. Decyzją sądu spółka zaczęła funkcjonować znowu. Według sądowych rejestrów Misiewicz nadal ma 100 proc. udziałów w firmie.
Przypomnijmy, że Misiewiczowi postawiono zarzuty z ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Według prokuratury miał nielegalnie sprzedawać alkohol, promować go, a także zachęcać użytkowników portalu społecznościowego Twitter do spróbowania "najdelikatniejszej wódki w Polsce". Misiewicz miał łamać prawo od 31 stycznia do 17 września 2020 r.
12 lipca 2022 r. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy uznał go za winnego, że na portalu społecznościowym Twitter wbrew postanowieniom zawartym w art. 13 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, publicznie reklamował wódkę Misiewiczówkę. Kara? 20 tysięcy złotych grzywny.
Wyrok utrzymał się w mocy w listopadzie 2022 r. Sąd Okręgowy w Warszawie podtrzymał decyzję pierwszej instancji. Rozstrzygnięcie jest prawomocne. Według sądu posty Misiewicza były reklamą, a nie wpisami o charakterze informacyjnym dotyczącym drogi życiowej oskarżonego, jak sugerował były rzecznik MON.
"Zachwalanie, reklamowanie napoju alkoholowego okazywanego wraz z etykietą i stwierdzeniem, że jest to "prawdopodobnie najlepszy produkt", w jakiej formie powinien być podawany. Tego rodzaju treści nie pozostawiają żadnych wątpliwości, że intencją, celem i zamiarem oskarżonego była reklama tego produktu wbrew art. 13. ustawy o przeciwdziałaniu alkoholizmowi i wychowaniu w trzeźwości – argumentował sąd.
Sąd nie zgodził się też z obroną, która twierdziła, że odbiorcą postów Misiewicza było wąskie grono znajomych. - Każda dowolna osoba mogła zapoznać się z tymi wpisami, dlatego był to niewątpliwie nieograniczony krąg osób – wskazał sąd.
Temida nie przychyliła się jednak przy tym do zawartych w akcie oskarżenia zarzutów sprzedaży alkoholu bez zezwolenia i promowaniu alkoholu na stronie internetowej sklepu sprzedającego "Misiewiczówkę".
- Zdaniem sądu prokurator nienależycie zapoznał się z regulacjami sprzedaży alkoholu, a także z działalnością sklepu internetowego czy z funkcjonowaniem sklepu misiewiczówka.pl. Według regulaminu tego sklepu klient akceptował regulamin na zawarcie umowy sprzedaży alkoholu, który dostarczał mu kurier. Kurier był pełnomocnikiem nabywcy, a nie sprzedawcy. To regulują przepisy prawa cywilnego. Nie sposób stwierdzić, by sprzedaż była dokonana wbrew warunkom zezwolenia. Na marginesie wskazać należy, że np. wiele sieci hipermarketów również wykorzystuje te same możliwości, bo ustawa nie zabrania takiej formy sprzedaży. Oskarżony z tego powodu nie może więc ponosić odpowiedzialności – argumentował sąd.
Misiewicz to były rzecznik MON. W 2015 r. został szefem gabinetu politycznego ówczesnego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza i rzecznikiem resortu. W 2016 r. powołano go też do rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. We wrześniu tego samego roku poprosił ówczesnego szefa MON o zawieszenie w funkcjach w ministerstwie i zrezygnował z posady w PGZ.
Miało to związek z publikacją "Newsweeka", z której wynikało, że Misiewicz miał proponować radnym PO w Bełchatowie przystąpienie do koalicji z PiS sugerując, że w zamian zapewni im zatrudnienie w państwowej spółce. Sprawę badała prokuratura, która odmówiła wszczęcia śledztwa w listopadzie 2016 r.
Oskarżenie o działanie na szkodę PGZ
W kwietniu 2017 r. Misiewicz został pełnomocnikiem PGZ ds. komunikacji, dwa dni później umowa została rozwiązana za porozumieniem stron ze skutkiem natychmiastowym. Dwa lata później Misiewicz został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w związku z prowadzonym przez prokuraturę w Tarnobrzegu śledztwem dotyczącym niegospodarności, powoływania się na wpływy oraz fałszowania dokumentów przy okazji zawierania umów przez Polską Grupę Zbrojeniową SA.
Grozi mu za to do 10 lat więzienia. Były rzecznik resortu obrony przebywał w areszcie od 30 stycznia 2019 r., a po pięciu miesiącach wyszedł na wolność, gdy wpłacił 100 tys. zł poręczenia majątkowego. Zamianę aresztu na poręczenie majątkowe umożliwił mu warszawski sąd okręgowy. Prokuratura zaskarżyła tę decyzję, ale w sierpniu 2019 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie oddalił zażalenie prokuratury i Misiewicz pozostał na wolności.
Akt oskarżenia w tej sprawie został przesłany do sądu pod koniec czerwca 2021 r.
Prokuratura informowała wówczas, że Bartłomiej M., przekraczając uprawnienia, działał na szkodę PGZ w związku z zawieraniem umów niekorzystnych dla spółki. Dotyczyły one m.in. organizacji koncertu i fikcyjnych usług szkoleniowych.
"Bartłomiej M., działając wspólnie z urzędniczką w MON Agnieszką M., naraził spółkę na szkody w wysokości około 1,2 mln zł" – podała wówczas prokuratura.
Jak informował PAP, według prokuratury Bartłomiej M. miał się też powoływać na wpływy w MON, a za korzyści majątkowe obiecywał załatwianie różnych spraw, m.in. patronatu MON nad jedną z wystaw organizowanych w komercyjnym centrum wystawienniczym. W ten sposób uzyskał ponad 55 tys. zł, a działający z nim były poseł Mariusz Antoni K. – 35 tys. zł. W ich sprawie proces ruszył w marcu ub. roku.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski