Dziecięce Guantanamo

Co się stało w rodzinnym domu dziecka we Wrocławiu? Czy opiekunowie stali się prześladowcami? zastanawiają się autorzy artykułu Iza Michalewicz, Iwona Dominik i Jerzy Danilewicz, w tygodniku "Newsweek".

Późny wieczór, Świebodzin pod Zieloną Górą. Drzwi skromnego mieszkania w bloku otwiera drobna ciemnowłosa kobieta. Agnieszka ma 35 lat, jest po rozwodzie, jeszcze dziewięć miesięcy temu była dyrektorką rodzinnego domu dziecka we Wrocławiu. Cała dygocze. Od kilku dni ją i jej byłego męża Piotra media linczują nagłówkami: "Rodzinny dom torturowania dzieci", "Treserzy z rodzinnego domu dziecka".

Do sądu we Wrocławiu trafił właśnie akt oskarżenia przeciwko tej parze. Według prokuratury małżeństwo znęcało się nad sześciorgiem wychowanków. Agnieszka i Piotr Golikowie (nazwisko zmienione) mieli bić dzieci rękami, kapciami i pasem. Zmuszać do robienia przysiadów z taboretem w rękach, pracy ponad siły, karać wlewaniem mydła w usta za używanie wulgarnych słów, odmawiać jedzenia. W mieście, które chwaliło się największą w Polsce liczbą rodzinnych domów dziecka (we Wrocławiu jest 28), wybuchła bomba. To jest jak dziecięce Guantánamo - komentowali ludzie.

Małżeństwo przyznaje się do życiowej porażki, ale nie do zarzutów. Agnieszka: - Nigdy nie skrzywdziłam moich dzieci. Piotr: - Te zarzuty są wyssane z palca. Prokurator Joanna Bandzwołek jest jednak przekonana o winie opiekunów. - Wierzę dzieciom - mówi.

Wyobraź sobie, że masz pod opieką sześcioro dzieci, a każde ma setki problemów. Kradną, kłamią, moczą się. Bo dzieciaki, które biorą pod woją opiekę, często kryją w sobie mroczne tajemnice. Zmory z przeszłości typu molestowanie seksualne, przemoc fizyczna, choroby poalkoholowe wychodzą stopniowo. Dzieci nie potrafią okazywać uczuć, są złośliwe, agresywne albo wpadają w apatię, z której ciężko je wyrwać. Trudno sobie poradzić z taką kumulacją nieszczęść, konfliktów i kłopotów wychowawczych. Potrzebne jest wsparcie. Ale go nie ma.

Dzieci wzajemnie się kontrolują. Zostały już przepytane przez psychologów i prokuratorów, aż same mogły zagubić się, gdzie leży prawda. - Dla nich nie ma jednej prawdy - mówi Skotnicka. - Co innego mówią np. swojemu biologicznemu rodzicowi, a co innego pani pedagog czy osobie, którą kojarzą z urzędem. Wykształciły w sobie zdolność dostosowywania się do sytuacji.

Źródło artykułu: WP Wiadomości
Wybrane dla Ciebie
Ambasador USA odpowiada Tuskowi. W tle lojalność państw NATO
Ambasador USA odpowiada Tuskowi. W tle lojalność państw NATO
Mocne słowa Republikanina. "Dlaczego, do cholery, zdejmujemy sankcje"
Mocne słowa Republikanina. "Dlaczego, do cholery, zdejmujemy sankcje"
Cenckiewicz wymieniony. Gen. Polko zabiera głos
Cenckiewicz wymieniony. Gen. Polko zabiera głos
Przesuwają się czynności z zatrzymanym. Wiemy, dlaczego
Przesuwają się czynności z zatrzymanym. Wiemy, dlaczego
Zastępca komendanta spowodował wypadek. Nowe informacje
Zastępca komendanta spowodował wypadek. Nowe informacje
Wyciek z Pentagonu. USA rozważają kary dla sojuszników z NATO
Wyciek z Pentagonu. USA rozważają kary dla sojuszników z NATO
Sosnowiec żegna Łukasza Litewkę. Kolejki do księgi kondolencyjnej
Sosnowiec żegna Łukasza Litewkę. Kolejki do księgi kondolencyjnej
Kobieta zabita przez niedźwiedzia. Jest ruch prokuratury
Kobieta zabita przez niedźwiedzia. Jest ruch prokuratury
Ruch prokuratury ws. byłego senatora PiS. Zaskarżono decyzję sądu
Ruch prokuratury ws. byłego senatora PiS. Zaskarżono decyzję sądu
Dębski krytykuje wypowiedzi premiera. "Zastraszanie opinii publicznej"
Dębski krytykuje wypowiedzi premiera. "Zastraszanie opinii publicznej"
Rosja zaatakowała w korytarzu morskim. Celem cywilny masowiec
Rosja zaatakowała w korytarzu morskim. Celem cywilny masowiec
Kto może objąć mandat po Łukaszu Litewce? Na liście są dwa nazwiska
Kto może objąć mandat po Łukaszu Litewce? Na liście są dwa nazwiska