Dwa akwaria [OPINIA]
Polscy wyborcy zamknięci są w dwóch akwariach. W pierwszym znajdują się zwolennicy PiS, Konfederacji i partii Grzegorza Brauna, w drugim ci, którzy głosują na KO, Lewicę, PSL czy PL2050. Ta z pozoru banalna konstatacja ma jednak poważne konsekwencje - pisze w opinii dla Wirtualnej Polski prof. Marek Migalski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Po pierwsze, bardzo trudno pozyskać partii koalicyjnej jakiegoś nowego wyborcę, który do tej pory obdarzał sympatią ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego czy Sławomira Mentzena. I na odwrót - niełatwym zadaniem dla spindoktorów PiS czy Konfederacji jest wymyślenie takich cudów, które zwolennika Donalda Tuska czy Włodzimierza Czarzastego skłoniłyby do poparcia formacji, dla których pracują. Bardzo mało jest bowiem fruwających ryb, które potrafią (i chcą) przeskoczyć z jednego akwarium do drugiego.
Z tego wynika drugi wniosek - lepiej łowić nowe głosy w ramach swojego akwarium, niż szukać ich w tym drugim. Czyli skuteczniejsza będzie strategia KO na poprawę wyników sondażowych, która będzie opierać się na zyskaniu sympatii jakichś zwolenników Szymona Hołowni czy Władysława Kosinika-Kamysza, niż sympatyków Brauna lub Kaczyńskiego. I odwrotnie oczywiście - łatwiej Mentzenowi przekonać do siebie kogoś z PiS, niż z Lewicy.
Szczucki o koalicji PiS z Braunem: Dzieli nas więcej, niż łączy
Trzecią konsekwencją jest zatem to, że partie skupiają się na atakowaniu ugrupowań z drugiego akwarium, bo w ten sposób mogą uwiarygodnić się w oczach innych wyborców z ich własnego akwarium. Natomiast próby wyciągania dłoni do "tych drugich" są zupełnie nieopłacalne - nie dość, że mało jest "fruwających ryb", to jeszcze można zostać okrzykniętym zdrajcą przez innych rezydentów własnego akwarium. W cenie zatem jest hejt i pogarda dla przeciwników widzianych zza dwóch szyb, natomiast mówienie językiem porozumienia i dialogu grozi unicestwieniem.
Doskonałym dowodem na prawdziwość powyższych trzech konsekwencji jest los Hołowni - chciał być "marszałkiem wszystkich Polaków", szanować polityków i wyborców prawej strony, pozyskać ich dla siebie. Wszystkie te zabiegi skończyły się fiaskiem i polityczną anihilacją lidera PL2050.
Najwięcej na tym procesie zyskała KO, której obecne dobre notowania w dużej mierze wynikają z pozyskania dotychczasowych wyborców Hołowni. Bo trzeba dodać, że poziom wody w obu akwariach jest mniej więcej taki sam. Więc jeśli jednemu podmiotowi je wypełniającemu ubywa, to innemu przybywa. Praw fizyki pan nie oszukasz i nie bądź pan głąb - jak mawiał nieodżałowany Jan Kobuszewski.
Dziś podobny, choć odwrotny, efekt widzimy po prawej stronie. Tu mniejszy partner (a nawet dwóch partnerów) żywi się słabością większego. Niskie notowania PiS (w stosunku do wyborów parlamentarnych z 2023 r. to spadek o pięć do ośmiu punktów procentowych) tłumaczyć należy wzrostem poparcia dla Konfederacji oraz nowego podmiotu, jakim jest partia Brauna. Ponad połowa elektoratu tego ostatniego ugrupowania to rozczarowani wyborcy formacji Kaczyńskiego. Niby zatem przybywa mu potencjalnych koalicjantów mogących przekroczyć próg pięciu procent i wejść do Sejmu (a potem stworzyć z nim rząd), ale dzieje się to jego kosztem.
W drugim akwarium rzecz ma się tak, że partia Tuska rośnie, ale zaczyna ubywać jej ewentualnych partnerów do rządzenia po 2027 r., bo PL2050 na pewno jest pod progiem wyborczym, a PSL na nim balansuje.
I tak źle, i tak niedobrze - można by powiedzieć, patrząc na sytuację liderów PiS i KO. Wciąż pozostają królami swoich akwariów i pływających w nich rybek, ale nie mają pewności, który z nich będzie rządził w naszym kraju za dwa lata. Jedno wiedzą jednak na sto procent - kluczem do sukcesu nie jest przekonanie do siebie "tych drugich". Polska polityka będzie więc w najbliższej przyszłości taka, jak do tej pory. Tylko że jeszcze bardziej konfrontacyjna.
Dla Wirtualnej Polski Marek Migalski
Marek Migalski jest politologiem, prof. Uniwersytetu Śląskiego, byłym europosłem (2009-2014), wydał m.in. książki: "Koniec demokracji", "Parlament Antyeuropejski", "Nieudana rewolucja. Nieudana restauracja. Polska w latach 2005-2010", "Nieludzki ustrój", "Mgła emocje paradoksy", "Naród urojony".