Drony wybiły Rosjanom zęby. Takiej rewolucji w XXI wieku nie było
Po czterech latach pełnoskalowej wojny Siły Zbrojne Ukrainy stały się najbardziej ostrzelaną i przetestowaną w realnym boju armią lądową świata. Żadna inna nie prowadziła w XXI wieku tak długotrwałych i intensywnych działań przeciwko rywalowi dysponującemu przewagą sił i środków.
Żeby zniwelować gigantyczną przewagę ilościową Rosji, Ukraińcy postawili na przewagę technologiczną. W ciągu czterech lat pełnoskalowej wojny zbudowali najbardziej nasycone bezzałogowymi systemami pole walki w historii konfliktów konwencjonalnych.
Skala użycia dronów rozpoznawczych, uderzeniowych i amunicji krążącej nie ma precedensu, a ich obecność stała się stałym elementem działań na wszystkich szczeblach – od drużyny po dowództwo operacyjne.
Bezzałogowce, które początkowo prowadziły głównie rozpoznanie, z czasem przestały być jedynie narzędziem wsparcia. Obecnie stały się pierwszym ogniwem łańcucha rażenia i głównym środkiem korekty ognia.
Jasny cel Moskwy. "Ukraina jest tylko etapem"
Wojna jak gra komputerowa
Swój system ukraińska armia zbudowała w sposób bardzo pragmatyczny, co w dużej mierze było wymuszone możliwościami finansowymi. Dlatego obok wyspecjalizowanych wojskowych platform rozpoznawczych i uderzeniowych masowo wykorzystywane są drony cywilne, adaptowane lokalnie do warunków frontowych. To pozwoliło utrzymać ciągłość rozpoznania i możliwość prowadzenia uderzeń punktowych mimo ogromnych strat sprzętowych.
Bezzałogowce spowodowały niesamowitą zmianę w sposobie prowadzenia działań. Stały się niezwykle przydatnym narzędziem pozwalającym na bezpośrednie dowodzenie, kierowanie pododdziałami w czasie rzeczywistym, korygowanie ich ruchów i natychmiastowe reagowanie na zagrożenia.
W praktyce wielu dowódców szczebla taktycznego prowadziło walkę, patrząc na pole bitwy z perspektywy ekranu, w sposób bliższy grom komputerowym niż klasycznemu dowodzeniu z mapą i meldunkami. W każdej chwili dowódcy mieli możliwość ostrzec podwładnych przed zagrożeniem lub kierować ich w miejsca, które pozwalają skutecznie razić przeciwnika.
Systemy dowodzenia
Ten model prowadzenia walki nie mógłby jednak sprawnie funkcjonować bez równoległego rozwoju systemów zarządzania polem walki, które stały się drugim filarem ukraińskiej rewolucji technologicznej pozwalającą zniwelować rosyjską przewagę ilościową. Ukraina w warunkach wojennych stworzyła i rozwinęła kilka wzajemnie uzupełniających się systemów cyfrowych, które zintegrowały rozpoznanie, dowodzenie i środki rażenia.
Najważniejszym z nich jest system DELTA, rozwijany przy wsparciu zachodnich partnerów. Zapewnia on wspólny obraz sytuacji operacyjnej dla różnych szczebli dowodzenia. To zaawansowany system zarządzania polem walki i świadomości sytuacyjnej, funkcjonujący jako coś, co można porównać do cyfrowej interaktywnej mapy. Integruje dane z dronów, satelitów, radarów i wywiadu, zapewniając obraz sytuacji w czasie rzeczywistym. Pozwala to znaczne skrócenie czasu od wykrycia do zniszczenia celu.
Na szczeblu taktycznym kluczową rolę odgrywają systemy Kropyva i GIS Arta, które pozwalają na szybkie przekazywanie współrzędnych celów, planowanie ognia i koordynację działań artylerii z rozpoznaniem bezzałogowym. Kropyva początkowo był jedynie kalkulatorem balistycznym. Ukraińcy rozwinęli go w formie aplikacji na Androida. Podobnie jak GIS Artę (ten system z racji szybkości działania doczekał się nazwy "Ubera artylerii").
Aplikacje znacznie przyspieszają wymianę danych wywiadowczych, namierzanie celów i koordynację uderzeń, drastycznie skracając czas reakcji artylerii. W wielu przypadkach nawet poniżej minuty. Systemy te nie tylko zwiększyły skuteczność rażenia, lecz także zmieniły kulturę dowodzenia, przesuwając ciężar decyzji bliżej frontu i zwiększając samodzielność niższych szczebli dowodzenia. Teraz nawet pojedynczy żołnierz, może skierować ogień na wykryty cel.
Efektem tej cyfrowej rewolucji była głęboka transformacja artylerii. Połączenie zachodnich systemów artyleryjskich z nowoczesnym zarządzaniem ogniem i rozpoznaniem dronowym pozwoliło osiągnąć poziom precyzji i efektywności niespotykany wcześniej w wojnach lądowych.
W tym kontekście szczególnie istotne były doświadczenia z użyciem polskich modułów ogniowych Regina oraz systemu zarządzania polem walki TOPAZ. W warunkach intensywnego konfliktu potwierdziły one swoją użyteczność, odporność na zakłócenia i zdolność do integracji z ukraińskimi systemami. TOPAZ umożliwił sprawne przetwarzanie danych o celach i ich szybkie przekazywanie do prowadzących ogień, co znacząco zwiększyło skuteczność ogniową przy ograniczonych zapasach amunicji. To doświadczenie bojowe ma dziś ogromną wartość również dla polskiej armii i polskiego przemysłu obronnego, który czerpie wiedzę z praktycznego użycia systemów na froncie.
Wiele do poprawy
Ukraina, choć stworzyła armię niezwykle skuteczną na poziomie taktycznym w wojnie lądowej, boryka się jednak nadal z poważnymi ograniczeniami strukturalnymi.
Wciąż ograniczone są zdolności lotnictwa bojowego, które jeszcze nie dysponuje odpowiednimi środkami do atakowania na dalekich dystansach lotnictwa przeciwnika. Marynarka wojenna jest mniej niż szczątkowa, a dostawy okrętów bojowych z prawdziwego zdarzenia dopiero nadejdą. Ponadto uzależnienie od zewnętrznych dostaw sprzętu, amunicji i części zamiennych powodują, że nie jest to armia zdolna do w pełni samodzielnego prowadzenia długotrwałej wojny.
Przede wszystkim nie posiada odpowiednich zasobów ludzkich, które pozwoliłyby na spokojną budowę odpowiednio silnych sił zbrojnych. To problem, który na dłuższą metę ciężko będzie zamaskować nowymi technologiami.
W efekcie po czterech latach wojny Ukraina dysponuje bardzo doświadczoną armią lądową, która wyznaczyła nowe standardy w wykorzystaniu dronów, systemów dowodzenia i artylerii, ale jednocześnie nie posiada pełnego spektrum zdolności, które pozwoliłyby przechylić szalę na swoją korzyść. Dlatego wciąż musi liczyć na pomoc sojuszników.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski