Sąd Okręgowy w Warszawie swoją decyzje uzasadnia obawą utrudniania śledztwa przez Sumlińskiego i surową karą, która mu grozi - 8 lat więzienia. Tymczasem dziennikarz zarzuty usłyszał trzy miesiące wcześniej – nie było żadnych doniesień, że próbował mataczyć. Jeśli nawet to robił, to miał dostatecznie dużo czasu, aby zrobić wszystko dla zatarcia śladów – argumentacja prokuratury i sądu jest bardzo zastanawiająca. W dodatku sąd pierwszej instancji odrzucił wniosek o areszt, a od decyzji Sądu Okręgowego nie ma prawa do odwołania. To poważna wada polskiego prawa - tak ważną decyzję podjął ostatecznie jeden jedyny skład orzekający. O złej woli wymiaru sprawiedliwości świadczy także fakt zarzucenia dziennikarzowi przez prokuratora Michalskiego posiadania tajnych dokumentów, jako argumentu dla zastosowania aresztu. Tymczasem od wielu lat zarówno politycy, publicyści jak i prokuratorzy twierdzili zgodnie, że posiadający i ujawniający tajne informacje dziennikarz nie tylko nie popełnia przestępstwa (popełnia je ten,
kto dziennikarzowi tajną wiedzę udostępnia), ale wręcz robi to, co do niego należy. Ciekawe, że to ten sam prokurator, który w kuriozalny sposób wystąpił z oskarżenia publicznego w procesie o pomówienie – które powinno być ścigane z powództwa cywilnego – w obronie kilku polityków PO i SLD w głośnej sprawie przeciwko Andrzejowi Lepperowi. Czy rzeczywiście wiele instytucji Państwa koordynowanych przez służby specjalne postawiły sobie za cel zamknięcie Sumlińskiego w areszcie? Czy służby wiedziały, że ma on słabą psychikę? Rozmawiał wielokrotnie z Lichockim, którego traktował jak długoletniego znajomego i innymi oficerami służb – mogli oni dzięki temu dobrze go poznać. Informacja o stworzeniu jego portretu psychologicznego jest prawdopodobna. Jeśli przeprowadzający operację uznali, że istnieje bardzo duża szansa, że w areszcie przyzna się nawet do fałszywych zarzutów, oskarży kogo mu wskażą oraz wsypie informatorów z kręgu władzy to gra jest dla służb warta świeczki.
O tym, że tą tezę nie tak łatwo zlekceważyć świadczy nie tak w końcu dawny przypadek Romana Kluski – gdzie wiele instytucji współdziałało w jego zniszczeniu, nawet żandarmeria wojskowa skonfiskowała jego cywilne samochody na potrzeby mobilizacyjne wojska. A przecież obecne kadry urzędów nie różnią się tak bardzo od ówczesnych – poza likwidowanymi WSI, ale to właśnie oficerowie WSI wydają się być spiritus movens całej operacji mogącej uratować ich status.
Dzięki temu służby związane z obecną władzą pozbędą się dociekliwego i posiadającego ogromną wiedzę dziennikarza śledczego piszącego wiele lat o WSI oraz dążącego do ujawnienia pełnej listy winnych śmierci księdza Popiełuszki – zostanie ukarany za zbytnią dociekliwość. Dzięki temu będą miały także szansę uderzenia fałszywymi zeznaniami zdesperowanego Sumlińskiego w komisję Macierewicza, odkryją i unieszkodliwią część chętnych do ujawniania nieprawidłowości informatorów z kręgów władzy, a wielu innych wystraszy się kontynuowania współpracy z dziennikarzami śledczymi. Wreszcie część niepokornych dziennikarzy zajmie się tylko spokojnymi tematami i przestanie wchodzić władzy w szkodę.
Sprawa Wojciecha Sumlińskiego wygląda na znacznie poważniejszą niż tylko losy jednego dziennikarza. Może zaważyć na jakości informacji docierających do obywateli oraz szerzej na jakości życia publicznego w Polsce na wiele lat.
Filip Stankiewicz