Trwa ładowanie...
d3dxn6v
d3dxn6v

Dlaczego Amerykanie nienawidzą Clintonów

Donald Trump jest prawdopodobnie najbardziej nielubianym kandydatem w historii. Ale Hillary Clinton cieszy się tylko niewiele lepszą estymą wśród wyborców. Nie bez powodu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
d3dxn6v

Donald Trump jest w niemal jednogłośnej ocenie większości komentatorów najgorszym i najbardziej nielubianym kandydatem na prezydenta nominowanym przez Partię Republikańską. A jednak mimo to w dniu wyborów wciąż ma realną szansę zostania prezydentem. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: jego konkurentka jest przez Amerykanów nielubiana tylko trochę mniej.

Potwierdzają to statystyki. Według sondaży, negatywną opinię o Clinton ma aż 55 procent Amerykanów, podczas gdy pozytywną jedynie 42 proc. W przypadku Trumpa jest tylko niewiele gorzej: 58 proc. ocen negatywnych i 38 pozytywnych. To liczby bez precedensu w historii amerykańskich wyborów, które sprawiają, że bez względu na to, kto wygra wyścig, będzie on już na starcie najbardziej nielubianym prezydentem w historii. Niechęć do słynącego z kontrowersyjnych i obraźliwych słów oraz zachowań miliardera jest łatwo zrozumiała. Ale skąd bierze się antypatia do kandydatki Demokratów?

Powodów jest wiele, ale jeden powtarza się w niemal wszystkich analizach i komentarzach i można go zawrzeć w jednym słowie: establishment. "Clinton nie jest jedynie przykładem establishmentu. Ona wraz ze swoim mężem są establishmentem Partii Demokratycznej" - podsumowała na łamach "Washington Post" Danielle Allen, politolog z Harvardu. Clintonowie kojarzą się więc z wszystkim, czego Amerykanie nienawidzą u swojej klasy politycznej: kolesiostwem, korupcją, elitaryzmem, oderwaniem od rzeczywistości i powiązaniami z wielkim biznesem.

d3dxn6v

- Clinton jest uosobieniem wszystkiego, czego nienawidzimy w polityce - podsumował publicysta Fox News Sean Hannity.

Hannity jest jednym z najbardziej gorliwych zwolenników Trumpa wśród dziennikarzy, ale jego słowa nie są pustymi sloganami na użytek kampanii. Od czasu prezydentury Billa Clintona, para zbudowała swoistą partię w partii, która wywierała wielki wpływ nie tylko na politykę demokratów, ale też na obsadę stanowisk, przepływ pieniędzy na kampanię kandydatów i wydzielanie innych przywilejów, tworząc w ten sposób sieć zależności i wiernych sojuszników. Praktyki te, choć w świecie polityki względnie standardowe, mogą przywodzić na myśl niesławną w amerykańskiej historii "bossów" i "maszyn politycznych" będących symbolem politycznej korupcji w amerykańskiej polityce na przełomie wieków.

Dlatego kiedy Donald Trump nieustannie obciąża Hillary odpowiedzialnością za wszystkie fiaska i przewiny amerykańskiej polityki w ciągu ostatnich dekad, to jest to jedynie niewielkie nadużycie. Clintonowie są bowiem w praktyce współautorami obecnego systemu, przeciwko któremu buntują się wyborcy. Liberalizacja handlu i świata finansów, którą zapoczątkował Bill Clinton - i która w latach 90-tych przyniosła Ameryce jeden z najlepszych okresów rozwoju gospodarczego w ciągu ostatnich kilku dekad - koniec końców przyczyniła się do kryzysu finansowego i dezindustrializacji przemysłowych miast Ameryki, które dziś są matecznikiem elektoratu Donalda Trumpa.

Do tego dochodzi cały ciąg afer i pogłosek, które od dawna ciągną się za rodziną. Oskarżenia o gwałty, molestowania i inne skandale seksualne prześladowały Billa Clintona przez niemal całą karierę polityczną. Hillary zmaga się od ponad roku ze sprawą swojego prywatnego serwera e-mail, za pomocą którego korzystała ze służbowej poczty elektronicznej i naraziła na szwank bezpieczeństwo kraju. Tegoroczna kampania - głównie za sprawą rosyjskich hackerów i Wikileaks, którzy opublikowali tysiące e-maili ze sztabu Clinton - dołożyła do tego cały szereg spraw, które w dużej mierze potwierdziły obiegowe opinie o Clintonach: o ich bliskich związkach z mediami (zwłaszcza CNN), o kultywowaniu przyjaźni z przychylnymi reporterami, o kontaktach z wielkimi bankami i o tym, że była faworyzowana przez swoją partię, kosztem jej rywala Berniego Sandersa.

d3dxn6v

- To był ogromny cios w Hillary, który idealnie wpisuje się w prowadzoną od dawna narrację o tym, że jest nieuczciwa i popierana przez partyjny establishment oraz o tym, że wyborcy Sandersa zostali w jakiś sposób oszukani - powiedział WP Michał Baranowski, ekspert think-tanku German Marshall Fund w Warszawie.

Dlatego podobnie jak część konserwatystów ma poważne opory przed głosowaniem na kandydata republikanów, niemała grupa wyborców lewicowych - głównie zwolenników Sandersa - waha się w kwestii głosowania na demokratkę. I nie ma dla nich znaczenia, że socjalista z Vermont po przegranej w prawyborach poparł kandydaturę byłej sekretarz stanu. Dla niektórych alternatywą jest kandydatka partii Zielonych, Jill Stein, która może liczyć w tym roku na najlepszy w historii wynik, nawet 3 procent. Inni mogą nie zagłosować w ogóle lub nawet wybrać Trumpa.

- Zarówno Clinton jak i Trump to kłamcy i oszuści i powinni siedzieć - tłumaczy Elena, doktorantka ze stanu Wirginia, od zawsze głosująca na Demokratów. - Jedyna różnica jest taka, że ona jest inteligentna, a on nie. Przez to jest bardziej niebezpieczna - dodaje.

Co ciekawe, kandydatka Partii Demokratycznej zaskakująco wielu sojuszników znalazła w obozie republikanów. Choć przez wielu w partii i konserwatywnych mediach uważana jest za niemal diaboliczną postać, która zamierza wprowadzić w Ameryce skrajnie lewicowy dyktat, to ci, którzy mieli z nią bezpośredni kontakt, mówią że mit nie przystaje do rzeczywistości.

d3dxn6v

"Ona zawsze odrabia swoją pracę domową i jest przygotowana na każdą sytuację. A poza tym zwykle podchodzi do problemów w pragmatyczny, a nie ideologiczny sposób. Dlatego właśnie lewicowi partyzanci tacy jak Bernie Sanders są wobec niej tak podejrzliwi: wiedzą, że nie jest jednym z nich" - pisze na portalu "Daily Beast" Max Boot, konserwatywny publicysta i ekspert ds. międzynarodowych. Jego opinię potwierdza też część republikańskich senatorów, którzy przyznali, że z Clinton da się współpracować.

Takie głosy są jednak rzadkie. I choć Hillary przeważa w sondażach i według prognoz prawdopodobnie, to większość wyborców zagłosuje na byłą pierwszą damę bez przekonania - w dużej mierze dlatego, że alternatywa dla niej jest jeszcze gorsza. Jeśli więc Clinton wygra, już na początku będzie miała bardzo trudne zadanie, by przekonać do siebie większość obywateli.

d3dxn6v

Podziel się opinią

Share
d3dxn6v
d3dxn6v
Więcej tematów