Diabły pod nadzorem

Trafiają tu za kradzieże, rozboje, włamania i pobicia. Często pochodzą z rodzin rozbitych, patologicznych, gdzie tanie wino leje się strumieniami, a mama popieści tylko, gdy do domu przyniesie się łupy. Do jednego z takich Młodzieżowych Ośrodków Wychowawczych miało trafić dwóch szesnastolatków, którzy na początku roku zakatowali w Pabianicach o trzy lata młodszego kolegę. Nie trafili, bo ośrodki zapełnione są po brzegi takimi jak oni.

– Wysyłałem pisma w ich sprawie do powiatowych centrów z województwa i kraju. Wszędzie odmowa. A z naszego powiatu jest do rozmieszczenia jeszcze dziewiętnastu gagatków – przypomina Jarosław Grabowski, dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Pabianicach.

Dla dziewcząt, dla chłopców

W czterech Młodzieżowych Ośrodków Wychowawczych na terenie województwa przebywa ponad dwustu zdemoralizowanych nastolatków. Anna Muszalak, dyrektor MOW-u w Łękawie koło Bełchatowa, powtarza, że jej ośrodek to nie przytułek dla zdeklarowanych bandytów ani pensja dla panienek z dobrych domów. Jeszcze nie poprawczak, bo okna nie mają krat, już nie ośrodek szkolno-wychowawczy.

– Wiem, że sądy wydają coraz więcej postanowień o skierowaniu do MOW-u, ale coraz częściej zdarza się, że są to decyzje martwe. Ośrodki nie są z gumy. Wymagające „ustawienia” dziecko czeka na ośrodek w domu, na ulicy, może zrodzić się w nim poczucie bezkarności. Taki stan rzeczy uważam za demoralizujący – mówi Muszalak.

Żona albo krata

MOW-y to internat plus stołówka, szkoła podstawowa bądź gimnazjum. Dzięki współpracy z Centrum Kształcenia Ustawicznego podopieczny ośrodka może zostać np. ślusarzem lub ogrodnikiem. O tym, że przebywał w „podejrzanej” placówce, nie zostaje potem ślad w papierach. Wychowankowie kończą osiemnaście lat i cykl nauczania. Są wtedy jak biała karta. Jak wykorzystują swoją szansę?

– Średnio połowie udaje się ją wykorzystać. Gdy wychowanek przyjedzie po kilku latach i z radością opowie o swojej żonie, dzieciach, jest to dla nas wielkie szczęście – mówi Włodzimierz Borczyk, długoletni wychowawca. – Klęska jest wtedy, gdy chłopak wpada w złe towarzystwo, w alkohol, wchodzi na przestępczą ścieżkę.

Zdzisław Kowalski, dyrektor MOW-u przy ul. Częstochowskiej w Łodzi, uważa, że ważne jest, w jakim środowisku chłopak się znajdzie, gdy opuści mury placówki. Najlepiej kończą ci, którym los ześle porządną dziewczynę, która ciągnie ku górze nadwątlony charakter i nadwyrężoną duszę. Duszę leczą także współpracujący z placówką księża salezjanie.

– Przed świętami księdzu dyrektorowi udało się wyspowiadać aż dziesięciu z czterdziestu ośmiu moich gagatków. Spowiedź była u mnie w gabinecie – chwali się dyrektor Kowalski.

Cudowny Wiesiek

W trakcie resocjalizacji zdarzają się też drobne, ale bardzo ważne cuda. A przykładem niech będzie Wiesiek.

„Nasza kadra pedagogiczna jest zachwycona metamorfozą tego dziecka. Wiesiek jest inteligentnym i wrażliwym chłopcem. Zadziwia nas swą otwartością, dojrzałością wypowiedzi, wewnętrznym bogactwem i fascynacją pięknem. Ma poczucie wstydu. Gdy postąpi niewłaściwie, umie przeprosić”

. Tak piszą nauczyciele z nowej placówki, gdzie trafił Wiesiek, informując o postępach wychowanka. Szesnastoletni Wiesio „nie okalecza się, nie tatuuje. Dba o swoje rzeczy osobiste, jak również o higienę. Bardzo zależy mu na czystości w sypialni oraz świetlicy grupowej”.

Stare byki do pogłaskania

Wychowankowie MOW-ów są spragnieni zainteresowania, wręcz czułości. Choć z uwagi na zarost i zmieniający się głos, można by powiedzieć o nich „stare byki”, czasami się rozklejają. Chcą, by ich głaskać po głowach, okazywać życzliwość. Wystarczy, że „przyszywana ciocia” weźmie nastolatka na wakacje. Nawet przypadkowy i krótkotrwały kontakt owocuje wdzięcznością niewspółmierną do ulotnego wydarzenia. Piotrek po wakacjach w Szwecji napisał: „Niektórzy z nas są skazani na samotność. Mnie się udało uniknąć tego nieszczęścia. Dwoje kochanych ludzi przygarnęło mnie do siebie i teraz wiem, że za to oddałbym im wszystko”.

Niekiedy długo i mozolnie trzeba odbudowywać w młodych ludziach poczucie własnej wartości, bo uważają, że są do niczego.

– Dobrze, że przyszedłeś. Teraz zastanów się, pomyśl. Nie jesteś głąbem. I nigdy nie nazywaj się tak – tłumaczy Zuzanna Jeziorska, nauczycielka fizyki i chemii.

Nawyki trudne do wytępienia

Niektóre nawyki są trudne do wytępienia. Bywa, że dzieci potrafią wcinać tylko buły i kiełbasę. Chwytają kęsy szybko, jak wygłodniałe psy. Trzeba dużo wysiłku, by przyzwyczaić ich do bardziej wykwintnego menu. Kiedy spod wschodniej granicy do jednego z ośrodków przywieźli Pawełka, wszyscy byli w szoku. Stał w walonkch i łachmanach. Strasznie śmierdział, a w rosochatej i usztywnionej brudem czuprynie tańcowały wszy. Zanim dotarł do Łodzi, długo się ukrywał. Przesiadywał w psich budach albo nad jeziorem w szuwarach. Trudno go było złapać. Co przeskrobał? Razem z bratem rozgromili wiejską zabawę. Jak? Powyrywanymi z płotu sztachetami.

– Chłopiec zmienił się na korzyść. Zaczął gustować w eleganckich koszulach. Koniecznie białych, wyprasowanych – wspomina Andrzej Nowak, wicedyrektor ośrodka przy Częstochowskiej.

Inaczej było z siedemnastoletnią Anitą. Policjanci przywieźli ją z domu publicznego. Nie była zapuszczona jak Pawełek. Miała na sobie kolorową bieliznę rodem z sex shopu, a na koncie pokaźne oszczędności – datki od „sponsorów”.

– Nie wytrzymała u nas długo. Miała już ugruntowane zasady postępowania. Nie udało się jej wytłumaczyć, że warto uczciwie, godnie żyć – mówi Krystyna Fuerst, dyrektorka ośrodka z Drewnowskiej. Zupełnie inaczej niż Beata, która do tego stopnia się przełamała, że skończyła studium nauczycielskie i studia ekonomiczne. Tak budujące przykłady stanowią rzadkość.

Kanalie o złotych sercach

Przy Drewnowskiej, w ośrodku dla dziewcząt, działa teatr „Anytruk” (słowo kurtyna czytane od tyłu). Wychowanki same tworzą przedstawienia, od początku do końca. Ostatnia premiera była przed Bożym Narodzeniem. Tytuł: „Diabły z Drewnowskiej”. Pan Twardowski wyrusza na ziemię w poszukiwaniu czarnych charakterów. Okazuje się, że napotkane kanalie mają złote serca.

– Bardzo często zdarza się przecież, że ci poważani, uznani za szlachetnych, wcale nie zasługują na szacunek. Tak naprawdę są źli, obłudni, ranią innych ludzi. A ci okrzyknięci złymi, mogą być dobrzy – z zapałem tłumaczy Małgosia.

Co myślą o zbrodni?

Marcin: – Zawsze powinno się dać szansę człowiekowi, nawet gdy postąpi bardzo źle.

Michał: – Postąpili bardzo źle.

Piotrek: Jak naprawić zbrodnię? Nie wiem. Zmienić swoje życie. Stawać się coraz lepszym.

Co chcieliby przekazać innym? – Bardzo was proszę, żebyście chodzili do szkoły i nie kradli – apeluje do rówieśników szesnastoletni Kamil.

Magdalena Hodak

Wybrane dla Ciebie
Trump blokuje układ. Baza kluczowa do ataku na Iran?
Trump blokuje układ. Baza kluczowa do ataku na Iran?
Europa nie zmęczy się wojną. Mocna deklaracja ministrów MSZ
Europa nie zmęczy się wojną. Mocna deklaracja ministrów MSZ
Orban i Fico "agentami Putina"? Ostry komentarz z Monachium
Orban i Fico "agentami Putina"? Ostry komentarz z Monachium
Wielka Brytania. Podejrzany ws. Epsteina zwolniony za kaucją
Wielka Brytania. Podejrzany ws. Epsteina zwolniony za kaucją
Eksplozja w Mikołajowie. Zełenski: To mógł być zamach
Eksplozja w Mikołajowie. Zełenski: To mógł być zamach
Atak USA na Morzu Karaibskim. Zginęły trzy osoby
Atak USA na Morzu Karaibskim. Zginęły trzy osoby
Zełenski o presji Trumpa na Putina. "Nie jest wystarczająca"
Zełenski o presji Trumpa na Putina. "Nie jest wystarczająca"
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Kulisy rozmów Ukrainy z Rosją. "Unikają historycznego popisywania się"
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Islandia przyspiesza drogę do UE. W tle groźby Trumpa
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Awarie kanalizacji na lotniskowcu. Marynarze mają dość
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Ropa nie płynie na Słowację. Kijów znów przesuwa termin
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu
Napięcie w Meksyku. Turyści z Polski o sytuacji na miejscu