Czarzasty kontra Rose, czyli dyplomiazga [OPINIA]
Jak mogłaby wyglądać korespondencja między marszałkiem Sejmu RP a ambasadorem USA. A jak, niestety, nie wyglądała.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
W odpowiedzi na list ws. przyznania Pokojowej Nagrody Nobla Donaldowi Trumpowi Włodzimierz Czarzasty postanowił wygłosić bardzo krytyczne zdanie na temat polityki zagranicznej amerykańskiego prezydenta. Zrobił to, zapominając, że nie jest telewizyjnym showmanem, publicystą czy zwykłym posłem, lecz marszałkiem Sejmu. A drugą osobę w państwie obowiązują inne reguły gry i inny język.
W dodatku Czarzasty powinien zdawać sobie sprawę, że wyrażanie się w takim stylu w stosunku do obecnego przywódcy USA, którego przewrażliwienie i szczególny temperament są wszystkim znane od lat, jest - mówiąc najoględniej - wyrazem braku politycznego profesjonalizmu. Tym razem marszałek oskarżył Trumpa m.in. wprost o "łamanie prawa międzynarodowego". Przypomnę, że Donald Trump wcześniej wpadał w szał, wprowadzał nowe cła na różne państwa i nakładał sankcje na zagranicznych polityków z dużo bardziej błahych powodów.
Polityk broni Czarzastego. Twierdzi, że wymaga tego patriotyzm
Niestety, reakcja Toma Rose’a, ambasadora USA w Warszawie, była równie nieprofesjonalna. Wcześniej chwaliłem go publicznie za świetne wystąpienie podczas wysłuchania na Kapitolu oraz za jego liczne wypowiedzi na temat niesprawiedliwej oceny postawy Polaków w czasie Holocaustu. Tym bardziej jest mi przykro, gdy czytam jego emocjonalne wpisy na X, łącznie z sugestią wycofania amerykańskich żołnierzy z Polski (paradoksalnie, mam nadzieję, że była to jego prywatna inicjatywa, a nie instrukcja z Departamentu Stanu).
Z wiadomych względów, jako byłemu ambasadorowi RP w Waszyngtonie, jest mi niezręcznie komentować działania i deklaracje dyplomatów akredytowanych w Warszawie. W listopadzie ub.r. zrobiłem wyjątek, wyrażając swoje oburzenie po jednym z tweetów ambasadora Niemiec Miguela Bergera, w którym wyraził się on w obcesowy sposób o europośle Arkadiuszu Mularczyku. Tym razem mamy do czynienia z sytuacją dużo poważniejszą, gdyż spór dotyczy, z jednej strony, kluczowych postaci w polskim systemie politycznym (w obronie Czarzastego wstawił się wszak osobiście premier Tusk), z drugiej zaś przedstawiciela naszego najważniejszego sojusznika.
W skrajnym przypadkach dyplomaci mogą oczywiście pozwolić sobie na krytykę lokalnych polityków. Kiedy w lutym 2019 Israel Katz wypowiedział swoje słowa o "antysemityzmie wyssanym przez Polaków z mlekiem matki", jako ambasador w Izraelu napisałem na Twitterze: "Jest czymś zdumiewającym, że nowo mianowany minister spraw zagranicznych Izraela przytacza tak haniebną i rasistowską ocenę. To całkowicie niedopuszczalne".
Czym innym jest jednak werbalna riposta, a czym innym konkretne działania i restrykcje. Nikt nie wpadł na to, żeby ambasador RP najpierw ogłaszał publicznie, iż polski rząd zrywa wszelkie kontakty z ministrem Katzem, a potem wdawał się w polemikę z izraelskimi studentami, grożąc, że Polska zablokuje wyjazdy żydowskiej młodzieży do Auschwitz.
Czarzasty i Rose wybrali spektakl, czy raczej bójkę w wirtualnym pubie. A mogli tego uniknąć. Wyobraźmy sobie, jak mogłaby wyglądać ich konwersacja, gdyby zachowali się tak, jak przystoi osobom piastującym podobne stanowiska.
Włodzimierz Czarzasty pisze do Toma Rose’a
"Szanowny Panie Ambasadorze,
Pragnę Panu gorąco podziękować za list w sprawie przyznania prezydentowi Donaldowi J. Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla. Nie ukrywam, iż poczytuję sobie za zaszczyt, że w tej tak ważkiej kwestii Mike Johnson, Spiker Izby Reprezentantów USA, oraz Amir Ohana, przewodniczący izraelskiego Knesetu, zwrócili się - za Pana pośrednictwem - do mnie, jako do Marszałka Sejmu RP.
Chciałbym podkreślić, że niezmiennie doceniam wysiłki prezydenta Trumpa na rzecz pokoju na świecie. Wsłuchując się w wypowiedzi amerykańskiego przywódcy i obserwując jego działania, nie mam wątpliwości, że jego starania - w wielu zakątkach globu - są szczere i wynikają z głębokiego humanizmu oraz wiary w przyszłosć świata bez konfliktów zbrojnych i bez cierpienia niewinnych ludzi.
Piszę to jako przedstawiciel Narodu, który - jak Pan doskonale wie - sam takich cierpień doświadczał przez stulecia. Szczególnie dziś, gdy toczy się brutalna wojna, wywołana inwazją Federacji Rosyjskiej na Ukrainę, większość moich rodaków jest skłonna wesprzeć samego prezydenta Trumpa oraz Stany Zjednoczone, jako naszego najważniejszego sojusznika, w działaniach na rzecz odparcia rosyjskiej agresji i ustanowienia trwałego pokoju za naszą wschodnią granicą. Byłoby to bez wątpienia osiągnięcie bez precedensu, godne ogromnego szacunku i wdzięczności ze strony całej społeczności międzynarodowej.
Jako przewodniczący polskiego parlamentu odniosę się, rzecz jasna, z należytą powagą do zawartej we wspomnianym liście prośby. Proszę jednak zrozumieć, iż nie mogę samodzielnie podjąć decyzji co do wsparcia kandydatury prezydenta Donalda J. Trumpa. Jestem jedynie skromnym przedstawicielem Narodu polskiego i wyznawcą zasady, iż w sprawach kluczowych z punktu widzenia naszej polityki zagranicznej, a zwłaszcza w relacjach z przyjacielskim Narodem amerykańskim, powinniśmy zawsze dążyć do jak najszerszego, politycznego konsensusu. Tym samym, jeśli Pan pozwoli, w najbliższych dniach odbędę serię konsultacji z przedstawicielami wszystkich klubów parlamentarnych, w celu uzgodnienia wspólnego stanowiska i odpowiedzi na list spikera Johnsona i przewodniczącego Ohany.
Wyrażam także gotowość zorganizowania spotkania Pana ambasadora z prezydium Sejmu, tak abyśmy mogli wysłuchać Pana argumentacji na rzecz przyznania prezydentowi Donaldowi J. Trumpowi Pokojowej Nagrody Nobla.
Korzystając z okazji, proszę przyjąć moje serdeczne podziękowania za Pana zaangażowanie w rozwijanie stosunków dwustronnych między Stanami Zjednoczonymi a Polską, w największej zaś mierze za Pańskie wypowiedzi dotyczące polityki historycznej i za głoszenie prawdy o bohaterstwie Polaków w mrocznych czasach II wojny światowej i Holocaustu".
Z wyrazami szacunku
Włodzimierz Czarzasty, Marszałek Sejmu RP
Tom Rose pisze do Włodzimierza Czarzastego
"Szanowny Panie Marszałku,
Jest mi niezmiernie miło, że odpowiedział Pan na przekazany przeze mnie list bez zbędnej zwłoki.
Dziękuję również z całego serca za miłe słowa o naszych znakomitych stosunkach bilateralnych. Nierozerwalny sojusz Polski i Ameryki jest jednym z najważniejszych filarów naszego wspólnego, transatlantyckiego bezpieczeństwa. Prezydent Donald J. Trump, o czym sam wielokrotnie wspominał, docenia, iż kolejne rządy w Warszawie wypełniają swoje zobowiązania w ramach NATO, dzięki czemu Polska stała się przykładem dla innych krajów. Prezydent wie także, że ma nad Wisłą wielu przyjaciół i że zdecydowana większość Polaków darzy Amerykę szacunkiem i sympatią. Nie sposób też w tym miejscu nie wspomnieć o bohaterstwie polskich żołnierzy służących u boku swoich amerykańskich kolegów, m.in. w Afganistanie i w Iraku.
Cieszą mnie także Pana stwierdzenia dotycząca zasług i intencji prezydenta Trumpa w kwestii światowego pokoju. Podkreślę, iż obecna administracja jest też w pełni świadoma ogromnego poświęcenia Polski w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej i wdzięczna za jej wsparcie we wspólnym dążeniu do zakończenia tego krwawego konfliktu.
Wierzę, że pokojowy Nobel dla Donalda J. Trumpa będzie kulminacją i jednocześnie uznaniem słuszności jego działań.
Oczywiście z przyjemnością przyjmę Pana zaproszenie na spotkanie z prezydium Sejmu, w dogodnym dla Pana terminie".
Z poważaniem
Tom Rose, Ambasador USA w Warszawie
Marek Magierowski
Marek Magierowski - Analityk Wirtualnej Polski ds. geopolityki, dyrektor programu "Strategia dla Polski" w Instytucie Wolności, ambasador RP w Izraelu (2018-21) i Stanach Zjednoczonych (2021-24), były wiceminister spraw zagranicznych.