Inwestorzy stracili na tym ponad 5 milionów złotych, a autorzy takiej operacji zarobili dwa i pół miliona złotych. Jak powiedział Radiu ZET Maciej Kujawski, rzecznik prokuratury w Warszawie, po upływie trzech miesięcy nie stwierdzono podstaw do dalszego zabezpieczania rachunku.
To niedobry sygnał dla innych, ale przestępstwa giełdowe są bardzo trudne do udowodnienia - mówi prezes warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych Wiesław Rozłucki.
Wszystkie domy maklerskie zostały zobowiązane do wprowadzenia specjalnego programu komputerowego, który wychwytywałby podejrzane zlecenia - dodaje prezes Rozłucki.
W sprawie lutowej manipulacji zarzuty postawiono maklerowi z PKO BP i przedstawicielowi jednej z firm zarejestrowanych na Wyspach Dziewiczych.