Co dalej z Polską 2050? Trwa liczenie szabel przed bitwą
Grupa "buntowników" w Polsce 2050 czeka z ewentualnymi decyzjami o odejściu z klubu do kolejnego posiedzenia Sejmu w przyszłym tygodniu. Ich żądania są dwa: wycofanie się Pełczyńskiej-Nałęcz z tzw. uchwały pokojowej oraz wymiana szefa klubu Pawła Śliza. Tyle że frakcja nowej liderki Polski 2050 nie chce, by cokolwiek na niej wymuszano. W poniedziałek po południu o swoim odejściu z partii poinformował europoseł Michał Kobosko.
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz już na początku swoich rządów w Polsce 2050 ma potężny pożar do ugaszenia - choć nie w samej partii, lecz w klubie parlamentarnym, liczącym 31 posłów i pięciu senatorów.
Grupa "buntowników" - jak w rozmowach z nami twierdzą sami jej przedstawiciele - liczy dziś co najmniej kilkanaście osób. Najczęściej mówi się o 18 członkach - tych, którzy podpisali się pod oświadczeniem, w którym domagają się zwołania posiedzenia klubu parlamentarnego oraz zmian w jego regulaminie. Niektórzy twierdzą nawet, że "buntownicy" stanowią już większość (nawet 20 osób), choć nikt nie jest tego do końca pewien.
- Jeszcze nie wiemy, czy możemy stworzyć nowy klub. Nawet jak wolę odejścia zadeklaruje tych minimum 15 osób potrzebnych do założenia klubu, to jest ryzyko, że na końcu ktoś zmięknie - przyznaje jeden z "buntowników".
Także stronnicy Pełczyńskiej-Nałęcz przyznają, że grupa ich adwersarzy nie jest mała. - W głosowaniu na Radzie Krajowej z Hennig-Kloską głosowało 20 osób. Tam są posłowie, senatorowie i liderzy regionów. W tym momencie w samym klubie jest pół na pół - przyznaje.
Pewne jest jedno - Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz kończy się cierpliwość.
- Kryzys wynika z tego, że część ludzi nie uznaje wyniku wyborów w partii. W klubie przez dwa lata było okej. Nikt nigdy nie słyszał, że coś jest nie tak z regulaminem klubu i samym klubem. Po wyborach okazało się, że w opinii niektórych jest inaczej - stwierdziła w wywiadzie dla Wirtualnej Polski przewodnicząca Polski 2050.
Zagroziła, że jeśli jej adwersarze "nie są gotowi, chcą niszczyć formację i w nią uderzać, to spory personalne muszą być już poza tą formacją".
Dwa problemy "buntowników"
Na razie trwa etap kryzysu, w którym pojedyncze osoby mniej lub bardziej wprost grożą odejściem - to m.in. Ryszard Petru czy Żaneta Cwalina-Śliwowska. Jednak sprawa rozłamu cały czas pozostaje otwarta, zwłaszcza że część działaczy rozjechała się na ferie, a same deklaracje o odejściu mogą być na razie elementem negocjacji.
Nasi rozmówcy spodziewają się, że do kolejnego przesilenia w Polsce 2050 dojdzie na kolejnym posiedzeniu Sejmu, które rozpocznie się 25 lutego. Wtedy też zbierze się klub parlamentarny Polski 2050, na którym mogą zapaść kluczowe decyzje personalne, a obie frakcje będą mogły się policzyć. Ale są też tacy, którzy biorą pod uwagę bardziej gwałtowny scenariusz. - To kwestia dni, a nie tygodni, choć może to się wydarzyć szybciej - zapowiada jeden z działaczy Polski 2050.
- Akceptujemy wygraną przewodniczącej Pełczyńskiej-Nałęcz, szkoda tylko, że druga strona nie akceptuje woli większości klubu. Nie wyobrażamy sobie dalszych rozmów bez wycofania się przewodniczącej z uchwały kagańcowej - mówi nam Aleksandra Leo, posłanka Polski 2050.
Jako "kagańcową" nasza rozmówczyni traktuje przegłosowaną w sobotę tzw. uchwałę pokojową, z którą wyszła Pełczyńska-Nałęcz, a która przewiduje zamrożenie jakichkolwiek ruchów kadrowych w Polsce 2050 na nieco ponad miesiąc.
Jak dodaje Aleksandra Leo, na dziś problemy są dwa. To budzące kontrowersje uchwała oraz osoba przewodniczącego klubu Pawła Śliza. - Domagaliśmy się zmiany regulaminu klubu parlamentarnego i wymiany przewodniczącego, który złamał ten regulamin, nie zwołując klubu na ostatnim posiedzeniu Sejmu. Możemy co prawda zgłosić skargę na przewodniczącego Śliza, ale zgodnie z regulaminem, skargę rozpatrywałby on sam. Zgodnie z regulaminem będzie sędzią we własnej sprawie. W zderzeniu z rzeczywistością regulamin okazał się wadliwy. Był pisany pod przewodniczącego z honorem i charakterem, jak poprzedni przewodniczący Mirosław Suchoń - mówi Aleksandra Leo. - Obecny przewodniczący twierdzi, że chce się poddać weryfikacji, ale nie zwołuje klubu. Teraz chowa się za uchwałą kagańcową - dodaje.
"Warunki szantażystów"
- To są warunki szantażystów - tak na żądania grupy "buntowników" odpowiada w rozmowie z nami stronnik Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz. - Od dwóch lat obowiązuje regulamin klubu, opisujący m.in. większość potrzebną do odwołania szefa klubu (trzy piąte - red.). Jeśli chcą go odwołać, niech zrobią to zgodnie z regulaminem. Wiedzą, że nie mają odpowiedniej większości, dlatego robią inbę i szantaże, by tę zmianę wymusić - przekonuje rozmówca. Na pytanie, czy w takim razie nie pora rozważyć opcji wymiany Pawła Śliza na kogoś innego, w imię uspokojenia nastrojów w klubie parlamentarnym, słyszymy, że to okienko już się zamknęło.
- Jeśli godzisz się na taki buntowniczy ruch w sytuacji, w której ten bunt już się rozpoczął, to tylko zachęcasz do kolejnych buntów - argumentuje współpracownik Pełczyńskiej-Nałęcz. - Ze strony przewodniczącej była pełna gotowość do rozmowy, ale Hennig-Kloska przyszła do niej z informacją, że wyrzucamy Śliza i na jego miejsce wchodzi Suchoń. To nie jest sytuacja, w której da się prowadzić jakikolwiek dialog - przekonuje nasz rozmówca.
Zresztą żądania "buntowników" już się multiplikują. Rozmówca z tej grupy zwraca uwagę, że wiceprzewodniczący klubu Polska 2050 Bartosz Romowicz został skazany prawomocnym wyrokiem sądu, a to też może stanowić pretekst do jego odwołania. - Już wiadomo, dlaczego tak spieszono się z sobotnią Radą Krajową i uchwałą kagańcową, zamrażającą decyzje personalne. Żeby klub nie miał możliwości odwołania również I wiceprzewodniczącego Romowicza, skazanego prawomocnym wyrokiem za zniesławienie i zniewagę - ocenia rozmówca z Polski 2050.
Scenariusze
Sprawy w Polsce 2050 zaszły na tyle daleko, że nie ma mowy o tym, by je załagodzić bez zmian personalnych. Na dziś widać dwa możliwe scenariusze: personalnego przesilenia w klubie lub rozłamu.
Scenariusz numer jeden to zmiana przewodniczącego. Dziś jest nim Paweł Śliz i jego wymiana to podstawowy postulat frakcji opozycyjnej.
- Sytuację w naszym klubie można przyrównać do garnka, w którym zaczyna się gotować. Można go zdjąć z gazu, ale też można docisnąć pokrywę, żeby zaczęło wrzeć. Zmiana szefa klubu nie załatwia wszystkiego, ale to krok w dobrą stronę, to zdjęcie pokrywki - mówi Sławomir Ćwik.
Ostatnie zarzuty wobec Pawła Śliza to fakt, że na ostatnim posiedzeniu klubu nie dopuścił do zmiany regulaminu klubu oraz nie poddał pod głosowanie wniosku o swoje odwołanie. On sam tłumaczył się m.in. tym, że nie było dziewięciu posłów oraz że na rozpatrzenie tych wniosków było zbyt mało czasu, bo zaczynało się posiedzenie Sejmu. Naturalnym kontrkandydatem dla Śliza jest Mirosław Suchoń, który był poprzednim szefem klubu.
Dla stronników Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, którzy odebrali wniosek o zmianę regulaminu jako próbę przewrotu, zgoda na odwołanie Śliza nie wchodzi dziś w grę. - To była kwestia do dyskusji do posiedzenia Sejmu, ale po tym, co się stało, my nie możemy się cofnąć - mówi stronnik Pełczyńskiej-Nałęcz. Do tego są obawy, że nie skończy się na odwołaniu Śliza, bo jeśli to nastąpi, to pojawią się kolejne postulaty.
Scenariusz numer dwa to rozłam w klubie Polski 2050. Politycy opozycyjni wobec nowej szefowej partii sugerują, że jeśli nie będzie zmian, to kwestią czasu jest wyjście niezadowolonych polityków tego ugrupowania z klubu parlamentarnego. I to krok, który będzie miał największe konsekwencje polityczne. Dziś w klubie jest 31 posłów, teoretycznie możliwy jest więc rozpad na dwa kluby, ponieważ każdy z nich musi liczyć co najmniej 15 posłów. Ale jeśli któraś ze stron zdobędzie wyraźną przewagę, to efektem będzie podział na klub i koło. A jeśli tak, to najważniejsze będzie, kto będzie rządził klubem, a kto kołem.
Podpisy parlamentarzystów Polski 2050 pod niedawnym oświadczeniem krytykującym sytuację w klubie pokazują potencjał grupy opozycyjnej, jest w niej co najmniej 15 posłów. - Ale jak to wygląda faktycznie, dopiero się przekonamy, jak przyjdzie do działania - zastrzega jeden z podpisanych pod listem. Takie głosy płyną też z drugiej strony. - W sprawie zmiany szefa klubu dziś jest podział bliski pół na pół, ale ta grupa raczej nie stworzy klubu, ponieważ ich nic nie łączy poza nienawiścią do Pełczyńskiej. Dla Hennig-Kloski to trzecia kadencja i trzecie ugrupowanie, w którym organizuje bunt - mówi stronnik szefowej Polski 2050.
Koalicja czeka na finał
W tej sprawie trwa przeciąganie liny, bo stawka jest bardzo wysoka, dotyczy politycznego przełożenia na koalicję. Posiadanie klubu zwiększa szanse na bycie partnerem dla Donalda Tuska w rozmowach koalicyjnych. Choć jeśli dojdzie do rozłamu, to Tusk i tak będzie musiał kontaktować się z Pełczyńską-Nałęcz, ale też z jej przeciwnikami. Wynika to z faktu, że KO, PSL i Lewica mają razem 209 głosów, więc do większości brakuje im co najmniej 22 głosów. Na dziś wydaje się, że żadna ze zwaśnionych stron nie dysponuje tyloma szablami, a nawet gdyby tak było, to i tak za mało, by myśleć o stabilnym zapleczu rządowym. Dziś cztery kluby koalicyjne to 240 głosów. Na pewno większość posłów Polski 2050 będzie wspierać koalicję, ale mogą się zdarzyć różnice zdań w krytycznych głosowaniach.
Scenariusz potencjalnego rozpadu już dziś osłabia pozycję Polski 2050 i jej przewodniczącej oraz kolejny raz odsuwa szanse na funkcję wicepremiera dla Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
- Ciężko byłoby wykonywać takie ruchy, jak się okaże zaraz, że będą dwa kluby i może przyjedzie szef tego drugiego klubu i powie, że też chce być wicepremierem - słyszymy z otoczenia premiera.
Jak wynika z informacji Wirtualnej Polski, w KPRM był już szykowany gabinet dla przewodniczącej Polski 2050, ale prace nad tym zostały wstrzymane.
W poniedziałek europoseł Michał Kobosko poinformował, że odchodzi z Polski 2050. Polityk zdecydował o złożeniu rezygnacji. Już wcześniej twierdził, że "projekt dobiega końca".
Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze Wirtualnej Polski