Czy rozpadnie się koalicyjny klub? Przewodnicząca Polski 2050 zabiera głos
- Moje stanowisko jest jasne: tworzę maksymalnie pokojowe i przyjazne warunki do rozmowy. Jeżeli ludzie chcą wypełnić zobowiązania, współpracować, to zapraszam do rozmowy. Jeśli nie są gotowi, chcą niszczyć formację i w nią uderzać, to spory personalne muszą być już poza tą formacją - mówi Wirtualnej Polsce przewodnicząca Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, minister funduszy i polityki regionalnej.
Grzegorz Osiecki, Tomasz Żółciak, Wirtualna Polska: Klub parlamentarny Polski 2050 właśnie się pani sypie?
Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz: Odbyły się wybory, ludzie w Polsce 2050 zdecydowali. Wszyscy się umówiliśmy, że uznajemy wyniki tych wyborów, a potem pierwszego dnia po wyborach ruszamy w zgodzie do pracy. Mam wrażenie, że niektórzy nie chcą dotrzymać tego zobowiązania, bo nie chcą uznać wyników tych wyborów.
Nie jest tak, że wygrała pani wybory w partii, ale nie wygrała ich w klubie sejmowym?
Polska 2050 jest tak skonstruowana, że szefową partii wybierają wszyscy tzw. członkowie zwyczajni. Klub parlamentarny Polska 2050 reprezentuje partię i wszystkich jej członków. A skoro tak, to wybrana nowa przewodnicząca partii z założenia powinna być uznawana także przez posłów i senatorów.
Ze strony pani oponentów słychać, że jest ich osiemnaścioro, może nawet dwadzieścia osób, które potencjalnie mogłyby opuścić klub, dziś liczący 31 posłów i 5 senatorów. Pani ma orientację, ile osób stoi za panią?
Przede wszystkim za mną zagłosowała większość ludzi Polski 2050. Samo ustawienie sprawy, że głos ludzi w partii i ich decyzja nie ma znaczenia - bo jakaś grupa w klubie może zignorować głos większości, mimo że wcześniej deklarowała inaczej - jest niedopuszczalne. Ja się nie zajmuję przeliczaniem głosów. Wszyscy parlamentarzyści to parlamentarzyści ludzi Polski 2050.
Ta matematyka jest istotna. Bo jeśli ci, którzy się odgrażają, że odejdą, są tak liczni, to w Sejmie powstaje nowy klub, a pani zostaje z kołem poselskim.
To nie jest realny scenariusz. Na dzisiaj jest tylko jedna osoba, która zadeklarowała odejście z partii, choć nie odejście z klubu - a to znaczące. Poza tym mamy ogromną eskalację wypowiedzi sprzecznych ze zobowiązaniami tych ludzi. Mówili, że będą współpracować i nie będą w swoją partię uderzać, a teraz to robią. Przede wszystkim robi to moja konkurentka, Paulina Hennig-Kloska. Poza nią tych osób publicznie uderzających we mnie czy w partię wcale nie jest wiele. Moja konkurentka zobowiązała się do pracy i współpracy, a teraz, ponieważ przegrała wybory, najwyraźniej nie jest w stanie tego słowa dotrzymać.
Przedstawiona przez panią tzw. uchwała pokojowa, mrożąca ruchy kadrowe w Polsce 2050 na nieco ponad miesiąc, przeszła tylko jednym głosem przewagi. Minister Hennig-Kloska mówi o "uchwale kagańcowej" i porównuje te działania do działań Zbigniewa Ziobry. Twierdzi też, że ta uchwała nie ma mocy prawnej.
Paulina Hennig-Klosska wzięła udział w Radzie Krajowej, wzięła udział w głosowaniu, uznając tym samym, że to jest uchwała. Tylko przegrała i nie szanuje wyniku tego głosowania.
Tylko po co pani ta uchwała? Czy nie była pani w stanie dogadać się bez niej?
Ta uchwała ma stworzyć warunki do rozmowy dla osób, które chcą rozmawiać, a nie dla osób, które chodzą po mediach i uderzają we własną formację, eskalują i wygłaszają emocjonalne, bardzo radykalne stwierdzenia. Ja cały czas deklaruję gotowość rozmowy i gotowość takich rozwiązań, które będą satysfakcjonujące także dla tych, którzy czują, że ich kandydatka przegrała. Chcę stworzyć dla nich bezpieczne warunki, chcę rozmawiać o rozwiązaniach, które dadzą im poczucie, że ich głos jest ważny i słyszany, a ich pozycja zabezpieczona. Ale musi być wola do uszanowania wyniku wyborów i uszanowania demokratycznych decyzji w Polsce 2050.
Ale Ryszard Petru, który na X pisze o tym, że "czas na zmiany", bardzo krytycznie wypowiada się o tej uchwale. Czy to nie jest tak, że Polska 2050 zaczyna się rozchodzić w szwach?
Kryzys wynika z tego, że część ludzi nie uznaje wyniku wyborów w partii. W klubie przez dwa lata było okej - nikt nigdy nie słyszał, że coś jest nie tak z regulaminem klubu i samym klubem. Po wyborach okazało się, że w opinii niektórych jest inaczej. Moje stanowisko jest jasne: tworzę maksymalnie pokojowe i przyjazne warunki do rozmowy. Jeżeli ludzie chcą wypełnić zobowiązania, współpracować, to zapraszam do rozmowy. Jeśli nie są gotowi, chcą niszczyć formację i w nią uderzać, to spory personalne muszą być już poza tą formacją.
Wyobraża sobie pani dalszą współpracę z Pauliną Hennig-Kloską, czy pora się rozstać?
Dla dobra partii mam zobowiązanie wobec ludzi. Powiedziałam, że będę z każdym współpracować i dla każdego widzę miejsce w Polsce 2050. Dla mnie nie ma znaczenia, jak bardzo emocjonalne i radykalne słowa ludzie wygłaszają. Ja takich słów nie wygłaszam, nie obwiniam nikogo w mediach. Jestem gotowa do współpracy absolutnie z każdym. Nie akceptuję jednego: niszczenia Polski 2050 dlatego, że ktoś nie jest w stanie przyjąć demokratycznego wyboru ludzi.
Czy po moratorium nie będzie pani podejmować decyzji personalnych?
Zgodnie z moimi pełnomocnictwami wskazałam do zarządu cztery osoby, z którymi rzeczywiście dobrze pracuję. Takie jest prawo przewodniczącego partii. Jednocześnie wywiązałam się ze zobowiązania, że zarząd musi być pluralistyczny, muszą tam być różne wrażliwości i perspektywy. Do zarządu trafiły 3 osoby, które mówią, że głosowały na inną kandydatkę i innych kandydatów w toku wyborów. Dla mnie to jest okej. Jestem gotowa współpracować z nimi konstruktywnie, z szacunkiem i skutecznie. Jedyną barierę i jedynym warunkiem, jaki stawiam, jest to, że jeśli się jest w Polsce 2050, to trzeba działać na jej korzyść i szanować to przez całą kampanię. Warunkiem współpracy jest szanowanie demokratycznych decyzji i demokratycznie wybranych ciał - przewodniczącego, zarządu, Rady Krajowej.
To, jak definiujemy działanie na szkodę partii lub klubu? Na przykład, czy domaganie się zmiany przewodniczącego klubu Pawła Śliza to działanie na szkodę?
To nie jest wyłącznie domaganie się zmiany przewodniczącego klubu. Na pierwszym posiedzeniu klubu po wyborach, w pierwszej minucie, ja proponowałam rozmowy o ważnych sprawach, o ustawach, o merytorycznych priorytetach klubu. Część posłów i posłanek była kompletnie niezainteresowana żadnymi sprawami. Byli zainteresowani tylko jednym: zmianą statutu klubu - bardzo wątpliwą prawnie - i radykalnymi zmianami personalnymi na podstawie tych wątpliwych zmian statutu. To nie ma nic wspólnego ze zgodą, pracą i uznaniem wyborów.
Jaka jest pani oferta dla tych, którzy chcieliby odejść? Dla tych, którzy mówią "czas na zmianę" jak Ryszard Petru?
Oferta jest cały czas taka sama. Niech przypomną, co deklarowali — na przykład Ryszard Petru jako kandydat. Deklarował, że ludzie Polski 2050 są najważniejsi i że uszanuje wyniki wyborów. Tymczasem na pierwsze spotkanie, które zorganizowałam, nie przyszedł. Jeśli się jest demokratycznym politykiem, trzeba umieć uznawać wyniki wyborów i dotrzymywać swojego słowa wobec wyborców.
Moja oferta jest jednakowa dla wszystkich. Każdy w tej partii znajdzie swoje miejsce. Możemy rozmawiać o sprawach programowych, etosowych. Ale nie można działać wbrew decyzjom demokratycznych ciał partii, nie można działać na jej szkodę i uderzać w nią tylko dlatego, że się nie akceptuje wyników wyborów. Jakbym przegrała — to stosowałabym się do takich zobowiązań. Tego oczekuję od tych, którzy te wybory przegrali.
Jeśli chodzi o kwestie personalne, to moratorium i późniejsze okresy — czy dotyczy to też zmian na szczeblach ministrów i wiceministrów z nominacji Polski 2050?
Powiedziałam, że moratorium wiąże się i dotyczy wszystkiego, co się zdarzyło do momentu podjęcia tej uchwały. Zobowiązuję się, że żaden wiceminister, wicewojewoda czy ktokolwiek inny mogą się wszyscy czuć bezpiecznie, niezależnie od tego, jakie mają sympatię czy preferencje wewnątrz partii. Jest jedna granica: to nie jest uchwała o bezkarności. Jeśli od momentu uchwały ktoś ją łamie i łamie decyzje demokratycznych ciał, to oczywiście to niesie konsekwencje. Ale żaden minister, żadna inna osoba w tej partii nie będzie przeze mnie dotknięta z tego powodu, że głosowała na tę czy inną osobę, czy ma takie, czy inne sympatie.
Na tym właśnie polega dialog. W czasie moratorium usiądziemy do stołu i znajdziemy dobre rozwiązania. Nigdy nie miałam żadnych intencji do personalnych decyzji nikogo krzywdzących. Od samego początku zaprosiłam do zarządu oponentów, żeby razem współpracować. Działam maksymalnie inkluzywnie, ale wyniki są takie, że jestem przewodniczącą i mam w związku z tym prerogatywy i odpowiedzialność.
Rozmawiamy o politycznej burzy, która się, przetacza nad Polską 2050 i jest pytanie, jak to wpływa na sprawczość Polski 2050, na zapowiadany pakiet propozycji.
Te wszystkie plany są absolutnie aktualne. Po wyborach zaczynamy zajmować się sprawami, a tych spraw jest dużo i są ważne. Po pierwsze, to jest ciąg dalszy rewolucji mieszkaniowej, uporządkowanie najmu krótkoterminowego. Nasza ustawa po konsultacjach wchodzi do Sejmu. Ludzie mogą zdecydować, czy mają za ścianą hotel na godziny. To rozwiązanie, którego pośrednim efektem ma być większa dostępność mieszkań dla studentów czy młodych rodzin.
Idziemy także z ustawą, którą zgłosimy w przyszłym tygodniu podwyższającą akcyzę od alkoholu, która dochody z tej podwyżki przekierowuje na system ochrony zdrowia. Mamy nadzieję, że tym razem prezydent podpisze tę ustawę.
Chcemy też zacząć poważną rozmowę z koalicjantami o zbudowaniu i przywróceniu podstawowej sprawiedliwości podatkowej w Polsce. To kwestia podwyższenia drugiego progu podatku, dostosowania tak, aby ryczałt był dla mikroprzedsiębiorców, jak kiedyś, a nie dla bogaczy zarabiających naprawdę bardzo dużo i płacących podatki dużo mniej od ludzi średnio zarabiających. To także kwestia podatku cyfrowego, większych podatków od korporacji w Polsce - cały wielki blok sprawiedliwościowy. Uważamy, że to jest absolutnie fundamentalne.
Rozmawiała pani o tym z ministrem Domańskim? Przy obecnym stanie finansów publicznych może być wobec tego sceptyczny?
Jeszcze nie, ale bardzo chętnie o tym z nim porozmawiam. Przypomnę, że kiedyś był sceptyczny wobec pomysłu podatku od banków, a ostatecznie tego typu rozwiązanie zostało wprowadzone. Tak samo, jak chętnie porozmawiam o zmianie, którą już się dzieje, wsparcia dla polskich przedsiębiorstw, żeby wspierać polskie technologie, np. w sektorze bezpieczeństwa. Chodzi o zmianę modelu rozwoju: oparcie go na polskich technologiach i przedsiębiorstwach, a nie w tak dużym stopniu na kapitale zagranicznym i taniej sile roboczej.
Jeśli chodzi o Polskę 2050 ważne dla nas są też rzeczy społeczne - na przykład ustawa o asystencji dla osób z niepełnosprawnościami, która jest w Sejmie. Chcemy, żeby to się skończyło przegłosowaniem i podpisem prezydenta - autentyczną zmianą dla tych ludzi, którzy mają w życiu pod górkę. Naszych propozycji jest dużo więcej.
Nie rozmawiała pani z ministrem Domańskim, a rozmawiała pani z Donaldem Tuskiem i przedstawicielami koalicji.
Rozmawiałam z premierem. Doszło do tej rozmowy, przed posiedzeniem Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To była dobra i merytoryczna rozmowa. Częściowo rozmawialiśmy o personaliach, ale nie będę o tym więcej mówić. Była także mowa o ważnych reformach związanych z Krajowym Planem Odbudowy. Bardzo dobrze się stało, bo dużo rzeczy się dzieje, KPO jest na finiszu i naprawdę taka rozmowa była potrzebna.
Pod hasłem "personalia" ma pani na myśli między innymi temat dotyczący wicepremierki?
To była krótka rozmowa, ponieważ to była pierwsza część rozmowy, na pewno będą dalsze. Mieliśmy zresztą spotkać się tego samego dnia wieczorem na spotkaniu liderów koalicji. Ostatecznie do tego nie doszło z powodu przedłużenia obrad RBN. Dla mnie ta część merytoryczna jest najważniejsza.
Ale mówiąc o kwestiach personalnych, w kontekście całej poprzedniej rozmowy, wsadziła pani kij w mrowisko. Czy to była rozmowa o personalnych konfliktach w Polsce 2050?
Nie było mowy o żadnych konfliktach w Polsce 2050. Nie, to w ogóle nie był przedmiot naszych rozmów.
A wiadomo, kiedy kolejne spotkanie wszystkich liderów koalicji?
Na ten moment nie.
Gdzie w tym wszystkim jest Szymon Hołownia? Czyją stronę trzyma?
Szymon Hołownia jest wicemarszałkiem, jest w zarządzie Polski 2050. To były lider Polski 2050, który zdecydował się nie startować w wyborach, ale pozostaje w partii. Ja myślę, że to w ogóle nie jest kwestia strony. Szymon na pewno trzyma stronę Polski 2050, żebyśmy szli do przodu i na pewno szanuje wyniki wyborów - w odróżnieniu od niektórych innych ludzi.
Rozmawiali Grzegorz Osiecki i Tomasz Żółciak, dziennikarze wp.pl