WP

Blaszana wiata, a w środku smród oleju. W głowie myśl: to nie rajska Europa

Ukraińców na Zachodnim jest więcej niż Polaków. To dla wielu pierwszy przystanek, gdy przyjeżdżają do Polski. Widzą blaszane wiaty, ławki, które pamiętają Gierka i kolejki w agencjach pracy. Od początku zastanawiają się, czy to naprawdę jest rajska Europa.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dworzec Zachodni to miejsce, przez które przewijają się tysiące Ukraińców
Dworzec Zachodni to miejsce, przez które przewijają się tysiące Ukraińców (WP.PL)
WP

Ruch na dworcu trwa nieustannie. Autobusy jeden po drugim zatrzymują się między wiatami. Z Kijowa, Charkowa, Kołomyi, Lwowa… Z nich wysiadają ci, którzy przyjeżdżają ze wschodu. W Polsce chcą zarobić, wykształcić się, a może zacząć lepsze życie.

- Ale to koszmar jest - kręci głową Wiola, Ukrainka, która trafiła tu parę lat temu. - Przyjeżdżasz po raz pierwszy i widzisz takie… coś. Myślisz sobie: matko, gdzie ja jestem. Do Polski czy do siebie przyjechałam? - śmieje się.

To Dworzec Zachodni, czyli miejsce, które dla wielu Ukraińców jest w Polsce pierwszym przeżyciem. Tym większym, gdy zostają tam z niczym, bo agencja pracy ich oszukała.

WP
WP.PL
Podziel się

Jak pory roku

Pewne rzeczy są niezmienne. Na dworcu jest to zapach, a właściwie smród. Stary olej, papierosowy dym i wilgoć, które wypełniają podziemne przejścia. Tam w barach od rana sprzedaje się piwo, a na ladzie leżą kanapki z mielonym kotletem.

Zmieniła się jednak klientela. - Głównie przychodzą Ukraińcy - właścicielka baru podnosi wzrok znad kanapek. -Tylko wie pan co… niezbyt ich lubię, bo kruszą! Okruchy wszędzie.

WP

Lepiej jednak przetrzeć stolik, a potem policzyć zysk. Dlatego potrzeby podróżnych zza wschodniej granicy wyczuto na różnych płaszczyznach.

Niezbędnym narzędziem jest telefon, są więc reklamy sieci komórkowych. Po rosyjsku i ukraińsku. Praca? Nie trzeba iść daleko. Agencje mają biura nawet na dworcu. Pękają zresztą w szwach. Są saloniki z prasą, a tam też coś się znajdzie. Choćby książka do nauki polskiego.

- Wiosną przyjeżdża najwięcej osób - stwierdza mężczyzna, który perony obserwuje przez okienko w swoim kiosku. - Na zbiory czereśni, truskawek i kalafiorów. Teraz na jabłka.

WP

Tymczasem pod wiatę podjeżdża kolejny autobus. Wokół niego kręci się już kobieta, która z siatki wyjmuje karty SIM. Inna rozdaje ulotki jednej z agencji pracy.

WP.PL
Podziel się

Bóg, czyli agencja

Najpierw otrząsają się po pierwszym wrażeniu, a potem uświadamiają: nie rozumiem nic. Patrzą na rozkład jazdy miejskich autobusów i nie wiedzą, o co chodzi.

WP

Dlatego jest prościej, gdy przyjadą na dworzec przez agencję. Ona pracę załatwi wcześniej. Słucha wcześniej o warunkach pracy, które mają być komfortowe i bezpieczne. O płacy, która pozwoli zebrać oszczędności. Jednak wszystko to szybko zderza się z rzeczywistością.

- Raz przyjechała kobieta i nawet nikt jej z dworca nie wziął. Została całkiem sama - opowiada Wiola. - Innym razem moją znajomą wywieźli gdzieś do piwnicy.

Wtedy autobus przyjechał w środku nocy, a znajomą Wioli zabrał umówiony samochód. Jechała w ciemności. Gdzie? Tego nie wiedziała. Było z nią siedem innych osób, też Ukraińców. Trafili do wsi, a tam kazano im spać w piwnicy. Leżeli na łóżkach skleconych z palet. Rano dowiedzieli się, że na pracę muszą czekać jeszcze dwa dni. Postanowili uciekać.

WP

- Ale zwykle ludzie myślą, że taka agencja to jest bóg. Oni się boją o coś spytać, o swoje zawalczyć. Będą płakać i czekać – zauważa Wiola.

WP.PL
Podziel się

Dalej za chlebem

Na dworzec przyjeżdżają młodsi i starsi. Tacy, których gna potrzeba zarobku, ale też i tacy, którzy szukają nowych doświadczeń. Są studenci i ci, którzy mają nadzieję na pracę w swojej branży.

- Kiedyś przyjeżdżali ludzie prości, ale teraz to się zmieniło. Są też ludzie z miast, wykształceni, którzy już nie chcą kibli sprzątać - oznajmia Wiola.

Jednak dworzec działa w obie strony. Obok Ukraińców na swoje autobusy czekają Polacy, którzy dobrze znają ich problemy. Oni pojadą do Anglii, Francji i Holandii. Tak jak Wiola, która swojego chłopaka, Adama, poznała w jednej z fabryk. Był wyjątkiem, czyli Polakiem pracującym wśród niemal samych Ukraińców. Teraz jadą za chlebem dalej, razem.

- To się przesuwa. Pustkę trzeba zapełnić. My wyjeżdżamy, a ktoś przyjeżdża - podsumowuje Adam.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Polub WP Wiadomości
WP
WP