WP
Zamieszczone na stronach internetowych portalu WP.PL materiały sygnowane skrótem "PAP" stanowią element Serwisów Informacyjnych PAP, będących bazami danych, których producentem i wydawcą jest Polska Agencja Prasowa S.A. z siedzibą w Warszawie, chronionych przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz ustawy z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych. Powyższe materiały wykorzystywane są przez WP.PL na podstawie stosownej umowy licencyjnej. Jakiekolwiek ich wykorzystywanie przez użytkowników portalu, poza przewidzianymi przez przepisy prawa wyjątkami, w szczególności dozwolonym użytkiem osobistym, jest zabronione. PAP S.A. zastrzega, iż dalsze rozpowszechnianie materiałów, o których mowa w art. 25 ust. 1 pkt. b) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, jest zabronione.
inka
11-06-2003 (17:00)

"Baranina" w 2001 r.: nie mam nic wspólnego z morderstwem Dębskiego

Nie mam nic wspólnego z morderstwem Jacka
Dębskiego - tak zeznawał w 2001 r. Jeremiasz Barański, oskarżony w
Wiedniu o zlecenie tej zbrodni. "Baranina" w maju popełnił samobójstwo. Sugerował polityczne tło
morderstwa. Wypierał się związków ze sprawą nawet wtedy, gdy
przedstawiono mu zapis podsłuchów rozmów telefonicznych.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
WP

Cały środowy dzień procesu przeciwko Halinie G. - "Ince", oskarżonej o pomoc w zabójstwie Dębskiego, zajęło odczytywanie zeznań "Baraniny" - rezydującego pod Wiedniem mafijnego bossa, który współpracował także z policjami Austrii, Niemiec, Belgii i Polski. Swe zeznania składał w czasie kilkudziesięciu przesłuchań przed austriacką żandarmerią i przed sędzią śledczym. Działo się tak, odkąd "Inka" wskazała go jako zleceniodawcę zabójstwa, po czym został aresztowany.

Barański miał być - w drodze międzynarodowej pomocy prawnej - przesłuchany w Austrii na potrzeby procesu "Inki", tak jak ona została przesłuchana w procesie "Baraniny". Zanim jednak do tego doszło, w maju, tuż przed wyrokiem w swojej sprawie "Baranina" popełnił samobójstwo w celi aresztu.

"Oskarżenie mnie jest bezpodstawne, nie miałem zupełnie nic wspólnego z zamordowaniem Jacka Dębskiego" - takie było pierwsze oświadczenie Jeremiasza Barańskiego. Twierdził, że Dębski to jego kuzyn, z którym wiązał plany na interesy w przyszłości i w związku z tym nie miał żadnego powodu, by go zabijać. "Baranina" nie pamiętał większości ważnych szczegółów sprawy, nawet tego, czy i ile razy 11 kwietnia 2001 r., (gdy zabito Dębskiego - PAP) dzwonił do niego Dębski i "Inka". Początkowo zaprzeczał nawet, że były takie telefony.

WP

"Nic nie wiem o tym, by między mną a Haliną G. była wrogość. Nie wiem, czemu mnie obciąża" - mówił Barański. W późniejszych zeznaniach, gdy "Inka" podtrzymywała swe oskarżenie, mówił nawet, że jego zdaniem ta kobieta jest chora psychicznie. Jednocześnie zaprzeczał, by wydawał jej jakiekolwiek polecenia związane z zabójstwem Dębskiego, a nawet temu, by zlecał "Ince" jakiekolwiek inne zadania, czy też gdzieś z nią wyjeżdżał.

Halina G. w swych wyjaśnieniach przed sądem mówiła, że to Barański kazał jej w nocy z 11 na 12 kwietnia 2001 r. wyjść razem z Dębskim przed lokal, w którym się bawili, i wystawić byłego ministra na strzał zabójcy. Kazał jej do siebie dzwonić i pytać, czy już może wyjść z Dębskim. "Ja i moja siostra mówiliśmy G., że Dębski jest żonaty i że oni ("Inka" i minister - PAP) zachowują się zbyt poufale. Dlatego ona dzwoniła do mnie i pytała, czy jeśli wyjdą razem to będzie moralne" - tak Barański tłumaczył tamto zdarzenie.

"Baranina" szeroko opowiadał też o swej działalności biznesowej. Spotykał się też pod Wiedniem z przedstawicielami różnych grup, a także - jak się okazało - z polskim prokuratorem.

"To nie ze mną" - powiedział w środę sądowi oskarżający "Inkę" prok. Andrzej Komosa. "Ale sprawdziliście kto?" - zapytał sędzia Janusz Jankowski. "Tajemnica służbowa" - odparł z uśmiechem prokurator.

WP

Z zeznań "Baraniny" wynikało, że od kilku lat współpracował on z policjami Niemiec, Belgii, Polski oraz austriacką tajną policją EDOK. Właśnie tą współpracą tłumaczył swą wiedzę i kontakty z gangiem pruszkowskim. Mówił, że po ujawnieniu tego przez media, został "odcięty od źródeł informacji, które pomogłyby mu wyjaśnić, kto zabił Dębskiego".

Barański sugerował, że zabójstwo może mieć tło polityczne - Dębski miał mu bowiem mówić, że gdy był ministrem sportu w rządzie Jerzego Buzka, kazano mu znaleźć w archiwach Urzędu Kultury Fizycznej i Turystyki materiały obciążające prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (faktycznie, Dębski sam zgłosił się do "Gazety Wyborczej" i udzielił jej na ten temat wywiadu - PAP). Do zabójstwa doszło kilka dni po tym, jak Dębski dostał wezwanie do prokuratury, gdzie miał ujawnić, kto dał mu takie polecenie.

Po tym wydarzeniu Dębski - według "Baraniny" - miał bać się o życie i mówić, że jest śledzony przez tajne służby._ "Dlatego właśnie dzwonił do mnie z budki telefonicznej, gdy go o to prosiłem. Nie chciałem rozmawiać przez telefon na podsłuchu o naszych rodzinnych sprawach"_- w ten sposób Barański odpierał zarzut przedstawiony mu przez austriackiego sędziego śledczego.

Odczytywanie zeznań świadków, których z różnych względów sąd nie przesłuchuje bezpośrednio, to - szczególnie na dużych, "wieloosobowych" procesach, wielogodzinne czytanie długich protokołów, które strony procesu i tak mają obowiązek znać. 1 lipca wchodzi w życie nowelizacja procedury karnej, która m.in. przywraca stary przepis pozwalający sądowi po prostu uznać te protokoły za odczytane, bez obowiązku faktycznego wykonania tej czynności.

WP
Polub WP Wiadomości
WP
WP