Sejm może szybko przesądzić o powstaniu funduszu, bo w budżecie zarezerwowano na niego pieniądze, a proponowane przez posłów rozwiązanie popiera rząd. Przewiduje on zastąpienie wypłacanych obecnie zaliczek alimentacyjnych przez świadczenia alimentacyjne.
Projekt przewiduje, że świadczenia z Funduszu Alimentacyjnego będą wypłacane osobie uprawnionej do alimentów (zasądzonych przez sąd), jeżeli ich egzekucja jest bezskuteczna. Osoba taka otrzyma pomoc do 18 roku życia, a gdy będzie się uczyć - do 25 lat.
Szacuje się, że ze świadczeń skorzysta od 500 tys. do 800 tys. dzieci. Przewidziane są dwa warianty wysokości świadczenia i progu dochodowego uprawniającego do pomocy. To najbardziej kontrowersyjny punkt ustawy.
Pierwszy (bardziej prawdopodobny) zakłada, że świadczenie będzie wypłacane, jeśli dochód w rodzinie nie przekroczy 750 zł na osobę. Ma ono wynieść tyle, ile zasądzone alimenty, ale nie więcej niż 500 zł miesięcznie.
Drugi przewiduje wyższe kryterium dochodowe - 1000 zł na osobę. Byłoby więcej uprawnionych, ale świadczenia byłyby zróżnicowane.
Obecnie wielu dłużników nie płaci alimentów twierdząc, że nie ma majątku, nawet gdy posiadają majątek wspólny z kolejnym małżonkiem. Projekt przewiduje więc, że to, co małżonkowie nabędą od chwili zawarcia małżeństwa, będzie podlegać egzekucji na poczet alimentów, które będzie miał opłacać jeden z małżonków. Dodatkowo, nawet gdy zawrą oni intercyzę, komornik będzie egzekwował środki, tak jakby jej nie było. (PAP)