Agenci CBA zapukali o 6 rano. Znamy finał głośnej akcji w Bogdance
Funkcjonariusze CBA pojawili się w kopalni w Bogdance, a także w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubelskiego i w mieszkaniu Bartłomieja i Agnieszki Bałabanów. On był wówczas członkiem zarządu województwa lubelskiego, ona pracowała w Bogdance. Jak dowiaduje się WP, duże śledztwo w sprawie płatnej protekcji zakończyło się umorzeniem.
Agenci CBA wkroczyli do siedziby Lubelskiego Węgla "Bogdanka" 19 kwietnia ub. roku. Jako pierwsza o akcji poinformowała Wirtualna Polska. Funkcjonariusze prowadzili działania w związku ze sprawą dotyczącą podejrzenia przestępstwa z art. 230 Kodeksu karnego, czyli płatnej protekcji. Działania były zlecone przez Podkarpacki Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji w Rzeszowie.
Jak się później okazało, chodziło o żonę polityka Suwerennej Polski (dziś Prawa i Sprawiedliwości) Bartłomieja Bałabana, który w chwili akcji CBA był z ramienia partii Zbigniew Ziobry członkiem zarządu województwa lubelskiego. Onet ujawnił wówczas, że CBA zabezpieczyło dokumentację związaną z decyzją administracyjną wydaną przez Departament Środowiska i Zasobów Naturalnych Urzędu Marszałkowskiego. Badano, czy decyzja związana z zagospodarowaniem odpadów wydobywczych miała związek z załatwieniem pracy dla żony polityka Agnieszki Bałaban w kontrolowanej przez państwo kopalni Bogdanka.
Jak ustaliliśmy, po 1,5 roku śledztwo w tej sprawie zostało pod koniec października umorzone. Śledczy badali kilka zagadnień związanych z powoływaniem się na wpływy w instytucji samorządowej i podjęciu się pośrednictwa w załatwieniu korzystnej decyzji administracyjnej w zamian za korzyść majątkową i osobistą. Nic z tych wątków się nie potwierdziło. Prokuratura Krajowa przekazała WP, że nie stwierdzono znamion czynu zabronionego.
Skandal korupcyjny w Ukrainie. Najbliższe otoczenie Zełenskiego pod lupą służb
Korzyścią miała być właśnie praca dla Agnieszki Bałaban w Bogdance, chociaż trzeba zaznaczyć, że w tej sprawie nigdy ani ona, ani jej mąż nie usłyszeli zarzutów, a występowali jedynie w charakterze świadków.
Jak ustaliła WP, z przeprowadzonych analiz zabezpieczonej dokumentacji, korespondencji i zeznań świadków nie wynikało, by zatrudnienie Agnieszki Bałaban lub zlecenie określonych zadań nie mieściło się w ramach jej kompetencji i doświadczenia, a co się z tym wiąże, było zrealizowane w celu pośrednictwa w załatwieniu sprawy polegającej na wydaniu korzystnej decyzji administracyjnej w zamian za korzyść osobistą i majątkową. Osoby, które współpracowały z Agnieszką Bałaban, nie kwestionowały jej wykształcenia oraz nie narzekały na brak kompetencji w dziedzinie ochrony informacji czy danych osobowych.
Żona polityka PiS: mam nadzieję, że ktoś, kto to wymyślił, poniesie konsekwencje
Małżeństwo o umorzeniu postępowania dowiedziało się od nas. Nie mieli postawionych zarzutów, więc prokuratura nie musiała ich o tym informować. Agnieszka Bałaban dziś przyznaje, że kiedy dowiedziała się o decyzji prokuratury, popłakała się ze wzruszenia.
- Od początku ta sprawa była nadmuchana i nieprawdziwa. Zostałam potraktowana jak przestępca, więc wzruszyło mnie, że jednak prawda zwyciężyła - tłumaczy Agnieszka Bałaban w rozmowie z WP.
Urzędniczka przyznaje, że w trakcie przesłuchań była pytana o sprawę decyzji administracyjnej wydanej przez Urząd Marszałkowski, ale nie wie, czego konkretnie ona dotyczyła. Dziś przekonuje, że ona i jej rodzina zostali skrzywdzeni pomówieniami.
- Mam nadzieję, że to się wyjaśni i ta osoba, która to wymyśliła, poniesie konsekwencje. Powinniśmy zostać przeproszeni za to, bo został położony cień na naszą rodzinę. Ja od 24 lat pracuję w bezpieczeństwie informacji, więc w jakim świetle ja zostałam postawiona - komentuje Agnieszka Bałaban.
Relacjonuje, że agenci CBA w mieszkaniu małżeństwa pojawili się o 6 rano. W mieszkaniu oprócz nich były ich trzy córki.
- Już nie spałam. Ale było duże zaskoczenie, bo akurat wychodziłam do pracy. Przedstawili dokument, dlaczego się pojawili i zaczęli swoje czynności - wspomina Agnieszka Bałaban.
Jak mówi Bartłomiej Bałaban, agenci zabezpieczyli telefon i inne urządzenia należące do żony, a także poprosili o jej umowę o pracę. W przeszłości Agnieszka Bałaban pracowała m.in. w ZUS-ie i Poczcie Polskiej, gdzie wdrażała systemy bezpieczeństwa. W Bogdance pracę zaczęła w 2022 roku. Zajmowała się tam opracowaniem systemu cyberbezpieczeństwa oraz ochroną danych osobowych w spółkach zależnych. Dziś przekonuje, że działalność polityczna jej męża nie miała znaczenia przy jej zatrudnieniu.
- Działam tak, że czasami wysyłam swoje oferty, ale bardzo dużo ludzi też poleca mnie w mojej pracy. Zostałam zaproszona, przeszłam rozmowę kwalifikacyjną i dostałam propozycję - mówi Agnieszka Bałaban.
Niedługo po tym kiedy afera wybuchła, straciła pracę w Bogdance. - Dostałam zwyczajne wypowiedzenie, oczywiście nie było formalnie powiązane z tą sprawą, ale myślę, że to było pokłosie tej sprawy - komentuje.
Obecnie pracuje w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Lublinie, instytucji podległej Urzędowi Marszałkowskiemu Województwa Lubelskiego, rządzonemu przez PiS. Tutaj także zajmuje się m.in. ochroną danych osobowych. W przeszłości sama próbowała swoich sił w wyborach. W 2018 roku startowała z listy PiS do Rady Miasta Lublin, ale mandatu nie zdobyła.
Radnym miejskim PiS jest za to obecnie jej mąż Bartłomiej Bałaban. Członkiem zarządu województwa lubelskiego przestał być niedługo po akcji CBA. Bezpośrednio również nie miało to związku ze sprawą, bo w tym czasie szykowano już zmiany po wyborach samorządowych. Do nowego zarządu Bałaban nie wszedł, ale wkrótce znalazł nową pracę. Również w podległym marszałkowi z PiS Muzeum Wsi Lubelskiej, gdzie nadal jest dyrektorem.
- Moim zdaniem służby muszą działać, muszą sprawdzać takie sprawy i to jest normalna, naturalna rzecz. Tylko dlaczego akurat nas, to jest dla mnie abstrakt - komentuje Bartłomiej Bałaban w rozmowie z WP.
Dodaje, że w zarządzie województwa nawet nie nadzorował departamentu środowiska, który miał podjąć analizowaną decyzję administracyjną. Dziś nadal przekonuje, że nie załatwiał żonie pracy w Bogdance.
- Miała doświadczenie w tej branży. Moja żona jest specjalistą od spraw bezpieczeństwa, pracowała w wielu firmach - podkreśla.
Kiedy tylko sprawa wypłynęła, Bałaban zarzucał w mediach społecznościowych, że sprawa ma podłoże polityczne. Dziś podobnie jak żona uważa, że on i żona zostali skrzywdzeni.
- Sprawa się zakończyła, ale obrzucono nas błotem. Jeżeli ktoś nas pomówił, to pytanie dlaczego to tak zadziałało i czy ta osoba poniesie jakieś konsekwencje - zastanawia się Bartłomiej Bałaban.
Paweł Buczkowski, dziennikarz Wirtualnej Polski
Napisz do autora: pawel.buczkowski@grupawp.pl