Afera korupcyjna w Ukrainie. "Dzisiaj nikt nie może spać spokojnie"
Były minister w ukraińskim rządzie Herman Hałuszczenko usłyszał zarzuty prania brudnych pieniędzy oraz udziału w zorganizowanej organizacji przestępczej. Polityk zamieszany jest w sprawę afery korupcyjnej "Midas". - To, że ukraińskie służby "dokopują się" do takich osób, zatrzymują je i stawiają zarzuty, jest bardzo dobrym znakiem i sygnałem dla naszego kraju - mówi WP Nedim Useinow, politolog z Krymu.
Przypomnijmy, w listopadzie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAP) ujawniły rozległy system korupcyjny w ukraińskiej energetyce. Według służb, uczestnicy procederu pobierali od kontrahentów państwowego operatora elektrowni jądrowych, Enerhoatomu, łapówki w wysokości od 10 do 15 procent wartości kontraktów. Nielegalne środki miały być legalizowane przez tzw. back office w Kijowie, przez który - jak ustalono - przeszło około 100 milionów dolarów.
W śledztwie, które toczy się pod kryptonimem "Midas", występuje nazwisko Tymura Mindicza, biznesmena i współpracownika prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Mindicz, który ukrywa się za granicą, uważany jest za organizatora całego procederu. W aferze zatrzymano już pięć osób, a siedmiu innym postawiono zarzuty.
Wśród zatrzymanych jest były minister energetyki i były minister sprawiedliwości Ukrainy Herman Hałuszczenko, który usłyszał zarzuty prania brudnych pieniędzy i udziału w zorganizowanej organizacji przestępczej. Do zatrzymania doszło na granicy podczas próby opuszczenia Ukrainy pociągiem relacji Kijów - Warszawa.
W oficjalnym komunikacie poinformowano, że w 2021 roku, gdy Hałuszczenko piastował wspomnianą funkcję ministra energetyki, na wyspie Anguilla na Morzu Karaibskim zarejestrowano z inicjatywy członków organizacji przestępczej fundusz, który miał przyciągnąć około 100 mln dolarów w "inwestycjach".
- Z tego, co mi wiadomo, Hałuszczenko chciał uciec i dołączyć do rodziny w Szwajcarii. Zatrzymała go Straż Graniczna. To sygnał wysłany do wewnątrz Ukrainy, że dzisiaj nikt nie może spać spokojnie. Nawet tak wysoko postawiony urzędnik. Przy tak działających służbach także wpływowe osoby mogą się znaleźć na celowniku śledczych - mówi WP pochodzący z Krymu politolog Nedim Useinow, ekspert z think tanku The German Marshall Fund of the United States (GMF).
I jak dodaje, temat korupcji jest szczególnie wrażliwy, dla takich struktur jak SAP, utworzonych pod naciskami i przy wsparciu Unii Europejskiej i Zachodu.
- Wyszła chciwość i chęć uzyskania korzyści kosztem niezbyt ciężkiej pracy. W Ukrainie zjawisko korupcji to właściwie niekończąca się historia. Chciwość ludzka często nie zna granic. W takich krajach jak Ukraina dodatkowo nie wystarcza dzisiaj pieniędzy, które jest sama w stanie sobie zarobić czy wytworzyć. Musi liczyć na pomoc z Zachodu, czy to w formie przekazania broni czy pożyczek - dodaje ekspert.
I jak podkreśla, takie osoby jak były minister Hałuszczenko zderzyły się boleśnie z filozofią działalności dwóch antykorupcyjnych służb ukraińskich: NABU (Narodowej Służby Antykorupcyjnej) i SAP (Specjalnej Prokuratury Antykorupcyjnej).
- To pokazuje, jak one są w Ukrainie potrzebne i dobrze działają. Ci wszyscy ludzie, którzy maczali palce w aferach czy skandalach korupcyjnych, są konsekwentnie wyłapywani. Nie ma takiej sytuacji, że skoro ktoś był urzędnikiem państwowym czy współpracownikiem Wołodymyra Zełenskiego może liczyć na taryfę ulgową. To szansa dla Ukrainy w przyszłości na oczyszczenie zjawiska korupcji. Oczywiście ona była, jest i będzie. Obok mamy też instytucje, które korupcję wykrywają i zwalczają - komentuje rozmówca WP.
Według Useinowa, na zatrzymanie byłego ministra trzeba spoglądać w kontekście sprawnego działania służb.
- Dla mnie to zdecydowanie pozytywny sygnał. Całkiem niedawno mieliśmy próbę ograniczenia uprawnień służb antykorupcyjnych. Można było się obawiać, czy osoby z tzw. wierchuszki będą mogły liczyć na taryfę ulgową. Okazuje się, że tak nie będzie. SAP i NABU dalej funkcjonują, dalej tropią skorumpowanych urzędników. Co oznacza, że ten ukraiński organizm powoli się uzdrawia. To, że ukraińskie służby "dokopują się" do takich osób, zatrzymują je i stawiają zarzuty, jest bardzo dobrym znakiem i sygnałem dla naszego kraju - mówi WP Nedim Useinow, politolog z Krymu.
- Trzeba było zmusić klasę polityczną w Ukrainie, żeby służby antykorupcyjne powstały. W wyborach prezydenckich to każdy miał na sztandarach hasło walki z korupcją. A później rozwiązanie problemu stanęło w miejscu. Tu zawsze był duży opór, także z rosyjskiej inspiracji. Kreml zawsze uważał, że wszystko da się załatwić łapówkami - ocenia politolog z Krymu.
I jak przypomina, ukraińskie społeczeństwo jest postsowieckie.
- Z traumą tych wszystkich przemian, końca lat 80., początku 90., transformacji ustrojowej, niekoniecznie udanej. W tym sensie, w jakim udała się ona w Polsce. Ci ludzie z dużą nadzieją patrzą na powstawanie takich instytucji jak NABU i SAP, a także na uniezależnianie się Ukrainy od wpływów rosyjskich. Pamiętajmy, że korupcja jest jednym z narzędzi, jakie wykorzystuje Rosja. Razem na równi z językiem rosyjskim czy cerkwią prawosławną patriarchatu moskiewskiego, która jest tak naprawdę siatką agentury w Ukrainie - mówi Useinow.
I jak ocenia, Rosja bardzo mocno podtrzymywała i wykorzystywała korupcję, żeby sterować i wpływać na Ukrainę.
- A w efekcie, żeby ją destabilizować. Ukraina w bólach, ale jednak pozbywa się tego. Przy okazji kształtuje nowe zjawisko, czy też nowy system oczekiwań społecznych wobec Ukraińców. Wiara polityków, którzy są poza prawem albo ponad prawem, ustępuje refleksji, że powoli te czasy mijają. To bardzo ważne, bo wzmacnia społeczeństwo ukraińskie, które będzie domagać się tego od przyszłych politycznych elit i rządów - ocenia ekspert.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski