Koniec z dofinansowywaniem zadłużonych szpitali. Minister zdrowia Zbigniew Religa postanowił, że te placówki, które nie umieją sobie poradzić z płynnością finansową, będą zlikwidowane. Chodzi tu o ponad 70 najbardziej zadłużonych szpitali w Polsce. To pozwoli zaoszczędzić sporo pieniędzy, a nie stać nas finansowanie wszystkich, ponad 760 placówek - mówi w imieniu ministra Religi jego rzecznik Paweł Trzciński.
Czarny scenariusz rysuje się przed szpitalem wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim, największym szpitalem w woj. lubuskim. Nie uratuje go już nawet osiem mln. zł pożyczki, które ostatnio dostał na restrukturyzację. Dług sięga już 215 mln zł. To największe zadłużenie w Polsce.
Jeśli zapadnie decyzja o likwidacji, to pogodzimy się z nią - mówi Joanna Jasińska, dyrektor ds. ekonomicznych gorzowskiego szpitala. Pacjenci stracą 1,4 tys. łóżek, a dwa tys. osób - pracę. Chorzy będą musieli szukać pomocy w innych szpitalach, choć i tak muszą już czekać w wielotygodniowych kolejkach do specjalistów.
W najgorszej sytuacji znajdą się chorzy w małych miejscowościach, zwłaszcza na Dolnym Śląsku i na Podlasiu. To tamtejsze placówki są najmniej rentowne: przyjmują niewielu pacjentów, a administracja, utrzymanie obiektu i pensje lekarzy kosztują. W Dąbrowie Białostockiej w Podlaskiem likwidacja szpitala jest już prawie przesądzona. Trzy mln. zł. długu to bardzo dużo jak na szpital z 70 łóżkami. Ale po likwidacji okoliczni mieszkańcy do najbliższego szpitala w Augustowie będą mieli prawie 50 km.
To będzie horror, jeśli będę musiała tyle jechać, żeby dostać się do okulisty czy kardiologa. A bliżej takich specjalistów nie ma. I jak odwiedzać krewnych, którzy tam będą leżeć? - martwi się Joanna Krasuska, 59-letnia mieszkanka Dąbrowy.
Oficjalna lista placówek do likwidacji powstanie po wyborach samorządowych. Radni mają jesienią przedstawić spis zadłużonych placówek ministrowi zdrowia. Politycy boją się, że w razie wcześniejszego ogłoszenia listy mogliby nie dostać poparcia od rozwścieczonych wyborców. Próba przedstawienia listy wcześniej oznaczałaby wielką awanturę polityczną związaną z wyborami samorządowymi - potwierdza minister Religa.
Niektóre samorządy będą bronić swoich szpitali. Będziemy wszystko robić, by placówka została. Ona jest tu potrzebna - mówi Antoni Hrynkiewicz, radny z Dąbrowy. Ale opór nic nie da. Bo ostatecznie szpitale do likwidacji wytypuje rząd, a Narodowy Fundusz Zdrowia po prostu nie podpisze z nimi kontraktów na przyszły rok. Postaramy się, by te zmiany jak najmniej dotknęły pacjentów, choć będą to decyzje kontrowersyjne i nie wszystkim będą się podobały - uspokaja rzecznik ministra Religi. (PAP)