Mimo apeli o spokój była to najgorsza noc od początku rozruchów, które od 27 października rozszerzyły się z przedmieść Paryża na cały kraj. Według policji po raz pierwszy zamieszki wdarły się do centrum francuskiej metropolii, gdzie ostatniej nocy podpalono 22 auta.
Grupy młodzieży z tzw. niespokojnych dzielnic, zamieszkanych głównie przez muzułmańskich imigrantów z czarnej Afryki i Maghrebu, paliły nie tylko samochody. W podparyskim Grigny w departamencie Essonne ich ofiara padły dwie szkoły i papiernia. W Corbeil-Essonnes pożar niemal całkowicie zniszczył restaurację McDonald's, którą staranował podpalony samochód.
W Evreux w Normandii w płomieniach stanęło centrum handlowe, poczta i dwie szkoły. W akcji ratunkowej obrażenia odniosło 5 policjantów i 3 strażaków. Niepokojące doniesienia napływają nawet z miejscowości słynących z porządku i spokoju, takich jak południowofrancuski ośrodek kulturalny Avignon czy kurorty Nicea i Cannes. W Strasburgu podpalono 18 aut, ostatnie już rankiem.
Wieści o rozruchach dochodzą też z Nantes, Rennes, Rouen, Lille, Tuluzy i Lyonu. Policja usiłuje się dostosować do reguł walki partyzanckiej z uczestnikami zamieszek. W całej Francji wzmocniono siły policyjne. W rejon Paryża władze rzuciły dodatkowo 2300 funkcjonariuszy.
W nocy z piątku na sobotę po raz pierwszy wysłano do akcji śmigłowiec, następnej nocy użyto ich już siedem. Małe grupki policjantów w samochodach i na motorach gonią młodzież od jednego miejsca ataku do drugiego. Nowa taktyka zaowocowała gwałtownym zwiększeniem liczby zatrzymanych. Policji usiłują pomagać obywatele. W Drancy pod Paryżem mieszkańcy sami schwytali dwóch 14-latków, który próbowali wzniecić pożar, i przekazali ich policji.
Rzecznik francuskiej policji Patrick Harmon powiedział, że większość rozruchów wybucha w miastach, gdzie znajdują się dzielnice zamieszkane przez osoby z niskimi dochodami i gdzie panuje duże bezrobocie. Jednak w ostatnich dniach zamieszki rozszerzają się też na zamożniejsze miejscowości i dzielnice, których policja tak nie pilnuje.
Według Harmona nie wydaje się, aby działania poszczególnych grup atakujących były koordynowane. Wewnątrz gangów ich członkowie komunikują się przez telefony komórkowe i Internet. W Internecie pełno jest w ostatnich dniach gróźb dalszej przemocy i wyklinania francuskiej policji.
Dużo jest także wezwań do spokoju i wyrazów współczucia po śmierci dwóch nastolatków z rodzin imigranckich, która sprowokowała zamieszki. Zginęli oni w Clichy-sous-Bois na przedmieściach Paryża, porażeni prądem, gdy ukryli się w stacji transformatorowej uciekając przed policją.