WAŻNE
TERAZ

Ojciec Poczobuta: "Padnę przed nim na kolana i ucałuję go w rękę"

Zbrodniarz na łamach

W maju 1961 r. „Polityka” rozpoczęła druk pięciu odcinków „Wyznań mordercy – Adolfa Eichmanna”. Wspomnienia kata okazały się sensacją i bestsellerem. Nakład tygodnika wzrósł wtedy dwukrotnie.

Sprawa była gorąca, ponieważ w kwietniu 1961 r. w Jerozolimie rozpoczął się proces Eichmanna – zbrodniarza wojennego, który nadzorował akcję eksterminacji Żydów. Było to największe wydarzenie od czasów Norymbergi. Rok wcześniej Eichmann został uprowadzony przez Mosad – wywiad izraelski, i przewieziony z Buenos Aires, gdzie się ukrywał, do Izraela.

Jednym z ważnych dowodów w procesie mogły się stać właśnie wspomnienia Eichmanna. Wiedziano, że takowe są, ale nie wiadomo było, gdzie się znajdują. (Nie należy ich mylić z pamiętnikiem, jaki Eichmann napisał w więzieniu w Izraelu, a który został opublikowany przez władze izraelskie).

W latach 1957–1959 w niepozornym domku na przedmieściach Buenos Aires Adolf Eichmann prowadził długie dysputy. Jego rozmówcami byli dr Langner, Austriak, w czasie wojny pracownik niemieckiego wywiadu, oraz Wilhelm A. Sassen, Holender, ochotnik SS, po wojnie – dziennikarz. W sumie nagrali oni 68 taśm magnetofonowych. „Niech to wszystko, co tu powiedziałem, posłuży po mojej śmierci do badań, a póki żyję – nie chcę mieć z tym nic wspólnego. W żadnym wypadku nie pragnę wyjść z ukrycia na scenę” – mówił Eichmann. Taśmy zostały przepisane, a zapis ukryto.

Jak się okazało, jeden egzemplarz wspomnień znajdował się u brata Eichmanna, adwokata z Linzu (ten właśnie egzemplarz trafił do „Polityki”). Drugi był w posiadaniu syna Eichmanna – Dietera, który w 1960 r., po uprowadzeniu ojca, zaoferował go neohitlerowskiemu wydawnictwu Druffel Verlag koło Monachium. Wybrane fragmenty tego egzemplarza ukazały się w wielkim tygodniku amerykańskiem „Life”, który przedstawił je raczej jako ciekawostkę i na tym publikacji zaprzestał.

Po 45 latach, w czerwcu 2006 r., po ujawnieniu przez CIA 27 tys. dokumentów dotyczących zbrodni hitlerowskich, okazało się, że wywiad amerykański wywierał presję na tygodnik „Life”, aby z rewelacjami Eichmanna się nie afiszować. Chodziło o interesy USA w Niemczech, gdzie byli członkowie SS współpracowali z wywiadem amerykańskim w ramach zimnej wojny, a niektórzy zbrodniarze hitlerowscy, jak dr Hans Globke, szef Urzędu Kanclerskiego u Konrada Adenauera, zajmowali wysokie stanowiska w rządzie i gospodarce. Dopiero publikacja w „Polityce” zwróciła uwagę świata na wspomnienia Eichmanna. Fakt, że tylko dwie gazety weszły w posiadanie takiego materiału („Life” we fragmentach i „Polityka” w całości), katapultował nasz tygodnik na międzynarodową orbitę. Po raz pierwszy w zagranicznych mediach pojawił się tytuł „Polityka”.

Jak wyznania Eichmanna znalazły się w „Polityce”? Po prostu, mój przyjaciel Thomas Harlan, młody niemiecki antyfaszysta, z którym przyjaźniłem się od kilku lat, przekazał mi je w 1961 r. mówiąc: „zrób z tym, co chcesz”. Mieliśmy w ręku bombę.

32-letni wówczas Thomas Harlan był poetą i dramaturgiem. Nasza znajomość zaczęła się kilka lat wcześniej w 1958 r. w Berlinie, gdzie moja ciotka Anna Prawin była dyrektorem Ośrodka Kultury Polskiej. Kiedy ja odwiedzałem ciotkę, mnie odwiedził redakcyjny kolega i późniejszy wieloletni przyjaciel Andrzej Krzysztof Wróblewski.

Razem z Wróblem trafiliśmy na premierę sztuki Thomasa Harlana „Ich selbst und kein Angel” w reżyserii Konrada Swinarskiego, w Kongresshalle, w sektorze amerykańskim, gdzie grano ją kilkadziesiąt razy. Swinarski, słynny polski reżyser, był uczniem i współpracownikiem Brechta. Miał w jego teatrze mocną pozycję, a sztuka młodego niemieckiego autora o powstaniu w Getcie Warszawskim była wówczas w Berlinie wydarzeniem.

Kinoteatr Trzeciej Rzeszy

Thomas Harlan jest synem aktora i reżysera hitlerowskiego Veita Harlana (1899–1964). Ze względu na kunszt i oddanie reżimowi hitlerowskiemu można porównać go tylko z dokumentalistką Leni Riefenstahl (1902–2003). Veit Harlan był synem dramaturga Waltera Harlana, a kształcił się i debiutował u samego Maxa Reinharda. Brał udział w I wojnie światowej, po demobilizacji powrócił do teatru, ożenił się z aktorką Hildą Koerber i miał z nią troje dzieci, w tym mojego późniejszego przyjaciela Thomasa.

W 1933 r. ojciec Thomasa zaangażował się po stronie narodowych socjalistów. Nakręcił film „Sonata Kreutzerowska”, który był sukcesem kasowym, a następnie słuszny ideologicznie film „Der Herrscher” (1937 r.), za który otrzymał nagrodę państwową. Jego kolejne filmy to już monumentalne melodramaty propagandowe, wśród nich – nakręcony na zamówienie Goebbelsa „Żyd Suss”. Veit Harlan był scenarzystą i reżyserem, a jego kolejna żona (szwedzka aktorka Cristina Soederbaum) grała w tym filmie jedną z głównych ról. Ten najbardziej kompromitujący film Harlana-ojca, pokazywany przez hitlerowców w całej okupowanej Europie dla poparcia polityki „odżydzania”, stał się po II wojnie jednym z głównych punktów oskarżenia przeciw jego twórcy.

Po wojnie Veit Harlan był kilkakrotnie aresztowany i sądzony. Został oskarżony o antysemityzm i zbrodnie przeciwko ludzkości. Bronił się, że do reżyserowania „Żyda Sussa” został zmuszony, a jego dzieła zostały nadużyte. Wszystkie procesy zakończyły się jego uniewinnieniem i w 1951 r. Harlan powrócił do pracy. Nakręcił jeszcze kilka filmów w latach 50. Aczkolwiek potwierdzały one jego umiejętności reżyserskie, to były bojkotowane, a ich projekcjom towarzyszyły pikiety i demonstracje. Zmarł na Capri w 1964 r., a dwa lata później ukazała się jego autobiografia, „W cieniu moich filmów”, przetłumaczona na kilka języków.

Takiego ojca miał Thomas Harlan. Można powiedzieć, że wychował się na dworze Trzeciej Rzeszy. W dzieciństwie poznał Hitlera, Goebbelsa, był w Hitlerjugend. Dla młodego człowieka dorastanie w takim domu i pod takim nazwiskiem (którego nigdy nie zmienił) musiało być bardzo trudne. Nic dziwnego, że po ukończeniu liceum jako osiemnastoletni chłopak zrywa z rodziną i wyjeżdża w 1948 r. do Paryża, gdzie studiuje matematykę i filozofię. Było to zerwanie nie tylko z bliskimi, ale również z językiem ojczystym. Kiedy zacznie pisać wiersze i prozę (z wyjątkiem sztuki „Ich selbst und kein Angel”, która ze względu na temat – Getto Warszawskie – i perspektywę wystawienia w Berlinie została napisana po niemiecku), przez następnych kilkadziesiąt lat będzie pisał w języku francuskim. W 1960 r. po raz pierwszy przyjechał do Polski, by zbierać dowody przeciwko hitlerowcom przebywającym na wolności, a nawet zajmującym odpowiedzialne stanowiska w RFN, i gromadzić materiały do książki „Czwarta Rzesza”.

Ślusarze otwierają protokoły

Thomas zerwał z ojczyzną, przez całe swoje dorosłe życie był czynnym antyfaszystą, a nawet lewackim anarchistą. Nawiązał kontakty z Międzynarodowym Komitetem Oświęcimskim z siedzibą w Wiedniu, którego sekretarzem był Hermann Langbein, były więzień Auschwitz i były komunista, który zerwał z partią po pacyfikacji Budapesztu w 1956 r. Przez swoje lewicowe i antyfaszystowskie przekonania oraz działalność oświęcimską wywarł silny wpływ na Harlana. Obaj przyjeżdżali do Polski szperać w dokumentach z czasów okupacji hitlerowskiej. Zwłaszcza interesowało ich tropienie byłych hitlerowców zamieszkałych po wojnie w RFN. W Polsce badali ich przeszłość, a w Niemczech – ich teraźniejszość.

To właśnie od Langbeina dowiedział się Harlan o istnieniu wspomnień Eichmanna, które znane były jako Protokoły Sassena, od nazwiska jednego z dwóch rozmówców Eichmanna – Wilhelma Sassena.

Niemieccy antyfaszyści, tacy jak Harlan, nie liczyli na to, że Eichmann w czasie procesu będzie sypał. Postanowili mu pomóc.

Langbein i jego towarzysze w ścisłej tajemnicy zorganizowali wśród byłych więźniów Auschwitz grupę ślusarzy, która dostała się do mieszkania w Linzu i wykradła pamiętniki. Ich fotokopię Langbein przywiózł do Polski i wręczył Harlanowi. Obaj uważali, że w Polsce papiery Sassena będą bezpieczne, poza zasięgiem byłych funkcjonariuszy lub przyjaciół Eichmanna. Uznali także, iż w naszym kraju znajdują się najbogatsze – poza Niemcami – źródła dotyczące Holocaustu i że tu najłatwiej uzyskają pomoc w opracowaniu pamiętników.

Thomas z wielką pasją zabrał się do opracowywania wspomnień Eichmanna, które liczyły 1258 stron maszynopisu. Chociaż wiele występujących tu nazwisk było znanych przedtem, a powojenne losy wielu hitlerowców zostały prześledzone przez ludzi takich jak Langbein, Wiesenthal czy sam Harlan, jak również instytucje polskie i izraelskie, to i tak było to zadanie gigantyczne.

Ciepłe gniazdko Czwartej Rzeszy

Wspomnienia Eichmanna były też ważne dla prowadzonych przez Thomasa prac nad książką „Czwarta Rzesza”. Harlan znalazł w Polsce odpowiedni klimat, ludzi oraz infrastrukturę (partyjne wydawnictwo Książka i Wiedza), które pozwoliły mu pracować nad tą książką. Miało to być wielkie oskarżenie Zachodu, zwłaszcza RFN – owej właśnie Czwartej Rzeszy.

Praca nad setkami przypisów, objaśniających who is who, wymagała całego zespołu ludzi, który w porywach liczył kilkanaście osób, w tym – co w owych czasach było rzadkością – cudzoziemców. Część z nich przyjechała z Harlanem, część przysłało włoskie wydawnictwo Feltrinelli, części (plus infrastruktura – lokal, sekretarki, biuro) dostarczyła Książka i Wiedza. Przedsięwzięcie było międzynarodowe – poważny wkład finansowy wniósł znany wydawca włoski Giangiacomo Feltrinelli z Mediolanu.

Nasuwa się pytanie: jak takie przedsięwzięcie było możliwe w państwie policyjnym, jakim niewątpliwie była Polska Ludowa? Panowała przecież oficjalna nieufność wobec kontaktów z Zachodem. Jak spoglądała na tę współpracę Służba Bezpieczeństwa? Najwięcej miałby na ten temat do powiedzenia ówczesny prezes partyjnego wydawnictwa Książka i Wiedza, stary komunista Juliusz Burgin, w swoim czasie wysoki funkcjonariusz MBP, ambasador w Chinach, a w życiu prywatnym mąż Marii Wiernej, która w pewnym okresie zajmowała odpowiedzialne stanowisko dyrektora generalnego MSZ. Wszystko to musiało być oplecione pajęczyną SB. Władze zezwalały na wiele, oczekując zapewne, że „Czwarta Rzesza” będzie poważnym argumentem w walce politycznej z RFN.

Harlan, jako człowiek o poglądach radykalnie lewicowych, które z czasem miały go wręcz doprowadzić do fascynacji takimi organizacjami jak Lotta Continua we Włoszech czy grupa Baader Meinhoff w RFN, czuł się w Polsce dobrze. Miał warunki do pracy, o jakich nie mógł nawet marzyć we Francji czy w RFN. Mieszkał w pensjonacie dla cudzoziemców Zgoda przy ul. Szpitalnej, w pobliżu miał biuro w Książce i Wiedzy, znał ludzi na stanowiskach i z towarzystwa, wśród jego dobrych znajomych byli Jerzy Andrzejewski, Adolf Rudnicki, Józef Hen, osoby w Warszawie znane i szanowane. Pokazywał się w towarzystwie młodej, pięknej plastyczki Grażyny Hase, której fotografię miał ze sobą w klinice, w której odwiedziłem go 40 lat później. Potem związał się z pisarką Krystyną Żywulską, byłą więźniarką Oświęcimia.

Wyznania mordercy

„Jeszcze pięć miesięcy temu oryginał tego maszynopisu znajdował się w domu Wery Eichmann (żony) w Argentynie. W dzisiejszym numerze »Polityki« rozpoczynamy druk najciekawszych fragmentów” – pisaliśmy z dumą, gwarantując autentyczność wyznań, ale i nie ujawniając, w jaki sposób weszliśmy w ich posiadanie: „Tekst ten zdobyto w sytuacji dla nas niedwuznacznej i nie budzącej żadnych wątpliwości, komu zabiera się ten stenogram. (…) Zwlekaliśmy z publikacją, postanawiając sprawdzić, czy istnienie tego dokumentu w rękach prokuratury (izraelskiej) zmieni dotychczasową metodę oskarżenia, czy rzuci światło na osoby wymienione przez Eichmanna. Ale jak długo można czekać?”.

Rozpoczęliśmy publikację „Wyznań mordercy”, zaopatrzoną w niezliczone i pracowicie zgromadzone przez Harlana przypisy, swoiste dossier sprawców Zagłady. Oto próbka:

Wilhelm Hoettl – zastępca szefa Urzędu VI (zagranicznego) RSHA (Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy). Przez pewien czas szef kontrwywiadu niemieckiego w Budapeszcie i w Wiedniu. Po wojnie pracował w wywiadzie amerykańskim. Obecnie (tj. 1961 r. – przyp. aut.) dyrektor szkoły w Alt Aussee.

Kurt Becher– szef wydziału gospodarczego SS na Węgrzech. Autor „propozycji” złożonej przedstawicielom gminy żydowskiej w Budapeszcie: 1 mln Żydów za 10 tys. ciężarówek. Dziś właściciel hurtowni Kurt A. Becher w Bremen.

Franz Alfred Six– przez pewien czas przełożony Eichmanna, po wojnie dyrektor fabryki w Bonn, aresztowany przed kilkoma miesiącami.

Ludwig Hahn – komendant policji w Warszawie, kierował deportacjami do Treblinki. Do 1960 r. – radca prawny w Hamburgu. Aresztowany przed kilkoma miesiącami.

Arpat Wigand– komendant policji i SS w Warszawie. Dziś na wolności w Monachium.

Teodor Grel – najbliższy współpracownik Eichmanna w Budapeszcie. Nigdy nie sądzony. Dziś sprzedawca kas pancernych w Breitbrunne, Bawaria, RFN.

Eberhardt von Thadden – kierownik wydziału w MSZ Rzeszy, wraz z Reichmannem organizował deportację Żydów, nigdy nie sądzony. Dziś przemysłowiec w Kolonii.

Emil Puhl– wiceprezes Banku Rzeszy. Dziś bankowiec w Hamburgu.

Hans Globke – szef Wydziału Spraw Wewnętrznych i Obywatelskich w MSW III Rzeszy. Twórca i komentator ustaw norymberskich. Koronny świadek oskarżenia w procesach norymberskich. Do 1949 r. pracownik władz miejskich w Aachen. Dziś sekretarz stanu w Urzędzie Kanclerskim RFN. Nigdy nie sądzony.

Otto Ambros – dr, dyrektor zakładów IG Farben Bunawerke w Monowicach k. Oświęcimia. Dziś członek rady nadzorczej Scholven-Chemie w Mannheim, RFN.

Takich i podobnych przypisów już w I odcinku wspomnień Eichmanna zamieściliśmy 51, w sumie – ponad sto. Ich prawdziwość nie została nigdy zakwestionowana.

45 lat później

7 czerwca 2006 r. w mediach światowych pojawiła się wiadomość o odtajnieniu w USA dokumentów, z których wynikało, że wywiad amerykański, na długo przedtem, zanim zlokalizował go wywiad izraelski, wiedział, gdzie ukrywa się Eichmann. Amerykanie – wedle tych dokumentów – nie byli jednak wtedy zainteresowani zdemaskowaniem Eichmanna, ponieważ obawiali się, że postawiony przed sądem zacznie sypać swoich dawnych wspólników, którzy robią karierę w RFN. Kompromitacja młodej republiki nie leżała w interesie budowy demokracji w Niemczech Zachodnich.

„Teraz wiemy już o współpracy tajnych służb niemieckich i amerykańskich w ukrywaniu zbrodniarzy nazistowskich – pisze dziennikarka i pisarka Liane Dirks we „Frankfurter Rundschau”. – I to nie byle pionków niskich rangą, ale jednego z najgorszych – Adolfa Eichmanna. Nie tylko ułatwiano im ucieczkę i znano ich kryjówki, których nie wydawano, ale tych dobrze przygotowanych panów odwracano, czyniąc z nich własnych szpiclów”. Dirks wysuwa tezę, że „Polityka” przerwała publikację wyznań Eichmanna z powodu nacisków CIA na PRL.

Dobrze pamiętam, że publikację zakończyliśmy po pięciu tygodniach z własnej woli. W ubiegłym roku spotkałem się z Thomasem Harlanem, który ciężko chory przebywał w klinice w Bawarii. O hipotezie Dirks mówi, że to nonsens: – Przecież od początku przewidywaliśmy 4–6 odcinków.

O ile zakończenie publikacji w „Polityce” było wynikiem decyzji samej redakcji, o tyle motywy zaprzestania w Polsce prac nad przygotowaniem „Czwartej Rzeszy” i współpracy z wydawnictwem Feltrinelli pozostają niejasne. Wiele wskazuje na to, że wyczerpała się cierpliwość obu stron, przy silnym nacisku SB. Harlan należy do tych ludzi, których projekty rosną wraz z ich realizacją. Sponsorzy mieli dość, ale Harlan nie. Miał przed sobą jeszcze długą karierę pisarską i filmową, reżyserował filmy dokumentalne i paradokumentalne, pisał powieści, ale „Czwarta Rzesza” nigdy się nie ukazała.
Daniel Passent

Wybrane dla Ciebie
Pościg na A4. W Berlinie ukradł auto warte ponad milion
Pościg na A4. W Berlinie ukradł auto warte ponad milion
Śmierć posła Litewki. Podejrzany o spowodowanie wypadku opuścił areszt
Śmierć posła Litewki. Podejrzany o spowodowanie wypadku opuścił areszt
Polskie służby zatrzymały zbiega z więzienia w Belgii
Polskie służby zatrzymały zbiega z więzienia w Belgii
Wymiana z Białorusią. Media: wśród uwolnionych polski zakonnik
Wymiana z Białorusią. Media: wśród uwolnionych polski zakonnik
Cichanouska o uwolnieniu Andrzeja Poczobuta. "Wielki dzień"
Cichanouska o uwolnieniu Andrzeja Poczobuta. "Wielki dzień"
Breivik zmienił nazwisko. Tak teraz figuruje
Breivik zmienił nazwisko. Tak teraz figuruje
IMGW ostrzega przed przymrozkami. Przy gruncie nawet -8 st. C
IMGW ostrzega przed przymrozkami. Przy gruncie nawet -8 st. C
Ścigały go ukraińskie służby. Polska oddała go w zamian za Poczobuta
Ścigały go ukraińskie służby. Polska oddała go w zamian za Poczobuta
Zgwałcił i molestował. Ustalili dwie ofiary zakonnika
Zgwałcił i molestował. Ustalili dwie ofiary zakonnika
Andrzej Poczobut na wolności. "Musiało zdarzyć się coś, co przeważyło"
Andrzej Poczobut na wolności. "Musiało zdarzyć się coś, co przeważyło"
Tusk komentuje wymianę na granicy. Przekazał podziękowania
Tusk komentuje wymianę na granicy. Przekazał podziękowania
Takie były pierwsze słowa Poczobuta po przekroczeniu granicy polskiej
Takie były pierwsze słowa Poczobuta po przekroczeniu granicy polskiej