Zadośćuczynienia dla ofiar wojny. Media: W tym roku nie dojdzie do przełomu
Niemcy nie wypłacą w tym roku pieniędzy dla żyjących ofiar III Rzeszy - ustaliła "Gazeta Wyborcza". Mimo politycznych deklaracji, Berlin nie znowelizuje budżetu. Czas działa na niekorzyść poszkodowanych. Polscy dyplomaci przyznają, że nie mają już złudzeń co do przełomu.
Na początku grudnia w Berlinie odbyły się polsko-niemieckie konsultacje międzyrządowe. Podczas wspólnej konferencji prasowej z kanclerzem Friedrichem Merzem szef polskiego rządu mówił m.in. o współpracy obu krajów przy zabezpieczaniu wschodniej flanki NATO. Odniósł się też do kwestii niemieckiego zadośćuczynienia dla poszkodowanych przez II wojnę światową żyjących polskich obywateli.
- Pospieszcie się, jeśli chcecie naprawdę wykonać taki gest - zwrócił się wówczas do Niemców Tusk. - Jeśli nie uzyskamy jakiejś jednoznacznej i szybkiej deklaracji, to będę rozważał w przyszłym roku decyzję, że Polska wypełni tę potrzebę z własnych środków. Zobaczymy. Więcej o tym nie chcę już mówić - dodał.
Odnosząc się do sprawy reparacji, Merz stwierdził, że "z punktu widzenia politycznego i prawnego" sprawa jest wyjaśniona. Jak dodał, Niemcy są świadomi swojej historycznej odpowiedzialności, zaś rządy obu krajów pracują nad "formą zadośćuczynienia" dla ofiar.
Pieniędzy nie będzie? Nieoficjalne informacje z Berlina ws. odszkodowań
Sprawa odszkodowań, a w zasadzie "gestu humanitarnego", jak określa to strona niemiecka, utknęła w martwym punkcie. Choć jeszcze w grudniu po konsultacjach międzyrządowych pojawiały się nadzieje na szybkie rozwiązanie, rzeczywistość okazała się brutalna dla ofiar wojny.
Jak donosi "Gazeta Wyborcza", powołując się na źródła w dyplomacji, sprawa wypłat w 2026 r. jest już przesądzona.
- W grudniu jeszcze mieliśmy nadzieję, że te środki się znajdą i sprawa zostanie załatwiona. Ale teraz nie mamy już co do tego żadnych złudzeń. Niemcy nie wypłacą tych pieniędzy w tym roku - mówi informator dziennika ze strony polskiej dyplomacji.
Bez nowelizacji budżetu w Niemczech
Potwierdzenie płynie również z Berlina. Niemiecki rząd nie planuje nowelizacji budżetu, obawiając się lawiny żądań od innych grup interesów. Prace nad przyszłoroczną ustawą budżetową mają ruszyć dopiero latem, a resort finansów dopiero analizuje, skąd przesunąć środki.
Nieoficjalnie mówi się o kwotach rzędu 2,5-3 tys. euro rocznie na osobę (wypłacanych w miesięcznych ratach po ok. 800-1000 zł).
"Czekają na to, aż umrzemy"
Jednak rok oczekiwania na ruch Berlina oznacza, że wiele z tych osób może po prostu nie doczekać sprawiedliwości. Według danych Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie, liczba żyjących ofiar drastycznie spada. Jeszcze w 1991 r. było ich 900 tys. W listopadzie 2025 r. żyło już tylko nieco ponad 50 tys. ofiar.
- Stwierdziliśmy to na podstawie bazy PESEL. W ciągu roku zmarło wtedy 9,9 tys. osób, więcej, niż się spodziewaliśmy - mówi "Wyborczej" Jakub Deka, przewodniczący fundacji.
Jerzy Tarasiewicz, prezes gdańskiego oddziału stowarzyszenia Polaków Represjonowanych przez III Rzeszę, przyznaje w rozmowie z "Wyborczą", że sytuacja jest dramatyczna.
- W zeszłym roku odeszło 97 osób. Zostało jeszcze ok. 900 członków, wielu z nich w bardzo podeszłym wieku. Dla nich liczy się każdy grosz - mówi Tarasiewicz. Podkreśla, że najgorzej mają ci, którzy przekroczyli 90. rok życia. Często są samotni i schorowani.
Rozgoryczenie w środowisku jest ogromne. - Niektórzy przychodzą do nas, pytają o odszkodowania ze strony Niemiec i z goryczą mówią: "czekają na to, aż umrzemy". Boli nas to, że nic się w tej sprawie nie dzieje, choć wszyscy publicznie deklarują otwartość - dodaje Tarasiewicz.
Źródło: WP, "Gazeta Wyborcza"