Wojna w dolnośląskich strukturach KO. W tle awans żony działacza
W dolnośląskich strukturach Koalicji Obywatelskiej wrze. Krótko przed regionalnymi wyborami na nowe władze nie brakuje wzajemnych oskarżeń i nieczystych zagrań. Jedną z głośniej komentowanych spraw jest zawodowy awans żony szefa klubu KO w radzie Wrocławia, o którym mówi się, że to "ustawka". Kulisy opisuje "Gazeta Wyborcza".
Jak podaje "Wyborcza", 27 lutego Sylwia Leszczyńska wygrała konkurs na stanowisko urzędnicze w biurze zarządu powiatu i starosty wrocławskiego, gdzie wcześniej pracowała jako pomoc administracyjna.
Decyzja ta wywołać miała niemałe poruszenie w kręgach Koalicji Obywatelskiej. Wielu działaczy odczytało to jako znak, że "w partii nic się nie zmieni, a układ wrocławski dalej będzie trzymał się mocno".
Brudna kampania i awans żony szefa klubu KO w radzie Wrocławia
Dziennik wyjaśnia, że mąż Sylwii Leszczyńskiej to szef klubu KO we wrocławskiej radzie i kandydat popierający prezydenta Jacka Sutryka. Z kolei starosta Włodzimierz Chlebosz jest skonfliktowany z antysutrykowym przewodniczącym partii w regionie Michałem Jarosem, który stara się o usunięcie go z urzędu.
Starosta Chlebosz wybór Leszczyńskiej uzasadnia "zaprezentowanym przez kandydatkę poziomem znajomości aktów prawnych wskazanych w ogłoszeniu o naborze oraz dotychczasowym doświadczeniem zawodowym". W partii tymczasem wypomina się, że żona Leszczyńskiego "nie ma wykształcenia".
- Wyższe nie jest na tym stanowisku potrzebne - powiedział "Wyborczej" Chlebosz, tłumacząc, że konkurs wcale nie był ustawiony pod Leszczyńską. - Ogłoszenie o konkursie było ogólnodostępne i nie zgłosił się tłum chętnych. Tylko pani Sylwia, która w starostwie pracuje od września 2024 r. i jest bardzo dobrym pracownikiem - dodał.
Leszczyński także jest oburzony oskarżeniami i twierdzi, że osoby zarzucające nepotyzm "albo nie wiedzą, co mówią, albo boją się, że wygra".
Wybory w Koalicji Obywatelskiej pełne wzajemnych oskarżeń
Na ten moment o stanowisko szefa KO we Wrocławiu ubiegają się już tylko: Robert Leszczyński, Tadeusz Grabarek, Krzysztof Bryłka i Michał Jaros.
"Wyborcza" stwierdza, że na finiszu partyjnej kampanii w regionie też nie jest spokojnie. "Po ogłoszeniu startu przez wicemarszałkinię Sejmu Monikę Wielichowską na szefa regionu, wielu dotychczasowych stronników obecnego przewodniczącego Michała Jarosa, zmieniło front. Jedni w ukryciu, inni oficjalnie, promując w sieci kandydatkę" - czytamy.
Jedna z działaczek, które poparły Wielichowską, otrzymywać ma nawet wiadomości, że jest konfidentem. Hejt szerzy się też w mediach społecznościowych kobiety, gdzie zwolennicy Jarosa zamieszczają jego banery.
Wewnętrzna kampania przeplatać ma się z wzajemnymi oskarżeniami i donosami. Początkiem był ostry list Krzysztofa Bryłki, w którym zarzucił on działaczom KO sprzedawanie interesu partii dla własnych korzyści.
Jednocześnie z jednego z kół docierać mają sygnały, że popierany przez jego członków kandydat dostał deadline na rezygnację, a jego głosy miały przepłynąć na innego kandydata.
- Takie szachy będą do końca kampanii. Wyniku dzisiaj nikt nie obstawia, ale w ludziach jest obawa, że jedna frakcja będzie się mścić na drugiej, zdejmując ze stanowisk - podsumowuje jeden z działaczy.
Źródło: Gazeta Wyborcza