Witalij Kliczko chce mobilizacji młodych Ukraińców. Zaczęła się awantura o jego synów
"Ukraina stoi przed "ogromnymi problemami" ze znalezieniem żołnierzy, ponieważ coraz więcej mężczyzn ucieka za granicę" - powiedział w wywiadzie dla Politico mer Kijowa Witalij Kliczko. Były mistrz świata w boksie, a obecnie polityk, proponuje obniżenie wieku mobilizacyjnego. Jego słowa wywołały kontrowersje w Ukrainie. Dorośli synowie Kliczki mieszkają poza Ukrainą.
W rozmowie z dziennikarzami serwisu Politico, Witalij Kliczko przyznał, że niemal czteroletnia wojna znacząco osłabiła możliwości Ukrainy w uzupełnianiu stanów osobowych armii. "Mamy ogromne problemy z żołnierzami z zasobami ludzkimi" - stwierdził.
Jak dodał, rosyjskie wojska nieustannie posuwają się naprzód, "po prostu nadchodzą i nie przejmują się stratami". Kliczko powiedział, że dysproporcja między zasobami ludzkimi Ukrainy a samą siłą Rosji staje się coraz poważniejsza. "Broniliśmy naszego kraju z powodzeniem przez prawie cztery lata, ale to trudne. Odwaga do walki wciąż jest obecna, to bardzo ważne" - dodał.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami w Ukrainie obowiązkowa mobilizacja obejmuje mężczyzn od 25. roku życia. Młodsi mogą zgłaszać się wyłącznie jako ochotnicy. Kliczko zasugerował, że ten wiek powinien zostać obniżony. "W przeszłości w wojsku służyły 18-latki, ale to dzieci" - powiedział mer Kijowa. "Teraz w Ukrainie można zostać powołanym do wojska dopiero od 25. roku życia. Można by ten próg obniżyć o rok lub dwa - do 23. albo 22. roku życia" - powiedział.
Obajtek zostanie skazany? Bogucki uderzył w rząd premiera Tuska
Wypowiedź Kliczki podchwyciły ukraińskie media, przypominając, że synowie polityka mieszkają z dala od wojennych realiów i posiadają amerykańskie paszporty. Serwis informacyjno-plotkarski Telegraf zatytułował swój tekst: "Chce obniżyć wiek poboru. Gdzie są teraz synowie Kliczki i ile mają lat? Czy kwalifikują się do poboru?".
Ukraińskie media: "A co z dziećmi Kliczki?"
Najstarszy syn Witalija Kliczki, Jegor-Daniel, urodzony w 2000 roku, ma obecnie 25 lat i ma obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. Przez pewien czas mieszkał w Miami, a następnie studiował w London School of Economics and Political Science. Córka Kliczki, Elizawieta-Wiktoria, urodziła się w 2002 roku i ma 23 lata. Ukończyła psychologię na Uniwersytecie Amsterdamskim, jest zapaloną pływaczką i – jak podkreślały ukraińskie portale – również posiada obywatelstwo amerykańskie.
Najmłodszy syn, Maksym, urodzony w 2005 roku, ma 20 lat. Uczył się w prywatnej szkole w Wielkiej Brytanii, a obecnie gra na pozycji środkowego (215 cm wzrostu) w klubie koszykarskim Monaco oraz w reprezentacji Ukrainy.
Dodajmy, że w sierpniu tego roku prezydent Ukrainy wydał dekret zezwalający mężczyznom w wieku od 18 do 22 lat na opuszczenie kraju. Decyzja zbiegła się w czasie ze wzrostem liczby Ukraińców poszukujących ochrony w krajach UE, między innymi również w Polsce. Jednocześnie w naszym kraju szkolą się nowe jednostki sił zbrojnych Ukrainy.
Mobilizacja Ukrainy. "Niech służą także synowie dygnitarzy"
Słowa Kliczki skomentował dla WP generał Roman Polko, były dowódca jednostki GROM. Jego zdaniem problem mobilizacji w Ukrainie nie wynika wyłącznie z wyczerpania społeczeństwa wojną, ale także z braku zaufania do władz i poczucia nierówności wobec obowiązku służby.
- Rozmawiałem z Ukraińcem w Polsce. Powiedział mi, że wróciłby i walczyłby na froncie, gdyby nie korupcja. Chciałby, żeby to było uczciwe, żeby synowie dygnitarzy tak samo byli wcielani do armii, a nie tylko przypadkowi ludzie - mówi gen. Polko.
Rozmówca podkreśla jednak, że mimo trudności ukraińskie społeczeństwo zasługuje na ogromny szacunek. - Nie można zapominać, że Ukraina podjęła walkę z wrogiem i nadal ją prowadzi, płacąc ogromną cenę krwi. Dała nam czas, by przygotować się do obrony - zaznacza.
- Z dystansem podchodzę do ocen Kliczki. Był świetnym sportowcem, ale w mojej ocenie jest marnym politykiem - mówi Polko. Podkreśla, że krytyka zasad mobilizacji brzmi dla niego jak wewnętrzna dyskusja polityków.
Kliczko, który od 2014 roku pełni funkcję mera Kijowa, nie po raz pierwszy wzbudza kontrowersje swoimi wypowiedziami. Choć w czasie wojny stał się jedną z twarzy obrony stolicy, jego relacje z władzami centralnymi -w tym z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, pozostają napięte.
Kliczko wielokrotnie publicznie krytykował rząd i prezydenta za sposób prowadzenia reform, jak i za komunikację z samorządami w czasie wojny. Jego ugrupowanie UDAR (w jęz. ukraińskim znaczy cios) nie współpracuje z partią Sługa Narodu. Część ukraińskich komentatorów określało Kliczkę jako jednego z potencjalnych rywali Zełenskiego w przyszłych wyborach prezydenckich.
Generał Roman Polko zwraca też uwagę, że w trudnym momencie wojny ukraińscy politycy powinni unikać wypowiedzi, które mogą być wykorzystane przeciwko ich państwu. - Tego typu kwestie dobrze byłoby najpierw omówić z prezydentem Zełenskim. Powinni unikać budowania wrażenia, które może negatywnie wpłynąć na gotowość Zachodu do dalszej pomocy Ukrainie. Bo zaraz znajdą się tacy, którzy powiedzą: "patrzcie, jaka ta Ukraina skorumpowana, skłócona, uchyla się od wojny". I znów pojawią się narracje podważające jej wysiłek, mimo że to kraj dzielny, bohaterski, który naprawdę wiele z siebie daje - mówi WP generał.
W ocenie gen. Polko kluczowym zadaniem władz w Kijowie powinno być przywrócenie zaufania do systemu mobilizacyjnego. - Ukraina powinna przede wszystkim doprowadzić do tego, by system poboru nie był skorumpowany. Żeby te roczniki, które są powoływane, rzeczywiście stawały do służby, a nie dostawały zaświadczenia lekarskiego od skorumpowanego lekarza, że nie mogą iść do wojska. Mobilizacja musi być powszechna i uczciwa, bez świętych krów - podkreśla były dowódca GROM.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski