Węgrzy decydują o swej przyszłości w Europie
Na Węgrzech odbywa się w sobotę referendum w sprawie przystąpienia do Unii Europejskiej. O tym, jaką decyzję podjęli głosujący, dowiemy się wkrótce po zamknięciu lokali wyborczych o godz. 21. Spodziewane jest zdecydowane zwycięstwo zwolenników członkostwa w UE.
12.04.2003 | aktual.: 12.04.2003 14:06
Pytanie, na które odpowiadają Węgrzy, brzmi: "Czy zgadza się Pan/i na to, by Republika Węgierska została członkiem Unii Europejskiej?". Do głosowania uprawnionych jest około 8 mln osób. Aby referendum było ważne, na zwycięską opcję musi oddać głos - niezależnie od frekwencji - co najmniej 25% uprawnionych plus jedna osoba.
Sondaż, opublikowany na początku kwietnia przez Gallupa (od 4 kwietnia nie można już publikować wyników przedreferendalnych sondaży), wykazał, że za członkostwem w Unii zamierza opowiedzieć się 64% wyborców, przeciwnych jest 16%, a 20% nie ma zdania.
Opuszczający lokale wyborcze Węgrzy w większości twierdzili, że oddali głos za wejściem do UE. Niektórzy z głębokim przekonaniem, inni - z rozsądku. "Nie mogłam się doczekać, aż skończy się komunizm i będziemy wreszcie żyć we wspaniałym kraju" - powiedziała rozpromieniona starsza pani. "To nasza przyszłość" - mówiło wiele osób.
Bardziej sceptyczni wyznawali, że wybrali mniejsze zło. Pewien pan oświadczył, że w Unii musi być lepiej, bo "gorzej już być nie może".
Młody, ekstrawagancko ubrany mężczyzna powiedział, że co prawda nie spodziewa się dla siebie korzyści z wejścia do Unii, ale wierzy, że zyskają na tym jego dzieci. "Węgry są małym krajem i same nie dadzą sobie rady. Owszem, trzeba będzie się przystosować, ale tego się nie obawiam, jestem wykształcony, znam języki" - oznajmił.
Przeciwnicy akcesji często wstydzili się swojej opinii. Pani koło 50-tki - zapytana przez PAP o to, jak głosowała - najpierw z wyraźnym zakłopotaniem powiedziała, że to przecież jej osobista sprawa, a potem wyszeptała: "Głosowałam przeciwko". Jak uzasadniła, uważa, że wynegocjowane warunki akcesji są niekorzystne.
Był to najczęściej podawany powód niechęci do członkostwa. Starsze małżeństwo z wyraźnym rozgoryczeniem zaatakowało przy tym obecne władze węgierskie. "Traktat akcesyjny ma 100 stron, nikt nam niczego nie wyjaśnił, a już szczególnie negatywnych następstw. A przecież wiemy, że będą, chociażby od Austriaków" - powiedziała pani.
Przebieg kampanii akcesyjnej nie podobał się również kobiecie w wieku emerytalnym i towarzyszącemu jej ojcu. "Ta kampania to czysta komunistyczna propaganda. Zero informacji" - powiedział staruszek. Co prawda chce on przystąpienia Węgier do Unii, ale - podobnie jak jego córka - głosował przeciwko, żeby "rząd nie myślał, że można tak traktować ludzi". O wynik referendum się nie martwią. Większość i tak wybierze członkostwo - uważają oboje.
Krajowa Komisja Wyborcza uruchomiła w Internecie stronę www.elections.hu, na której w 19 językach (językach państw Unii Europejskiej i kandydatów, m.in. po polsku) można przeczytać o referendum i na bieżąco śledzić przebieg głosowania. Wstępne wyniki będą tam podawane od chwili ustania ciszy wyborczej, czyli po 9 wieczorem, równie szybko jak w innych środkach masowego przekazu. (aka)