Tylko w WP. "To był najspokojniejszy dyżur na świecie". Lekarz zmarł po 24h w pracy. Nowe fakty

W środę w sosnowieckim szpitalu zmarł 67-letni lekarz. Choć powodem śmierci był prawdopodobnie zły stan zdrowia, to prokuratura bada również wątek przestrzegania przepisów prawa pracy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Sekcja zwłok lekarza została już przeprowadzona
Sekcja zwłok lekarza została już przeprowadzona (Agencja Gazeta, Fot: Dawid Chalimoniuk)
WP

Ordynator oddziału ginekologiczno-położniczego przyszedł do pracy we wtorek o 7.30. Do 15.30 pełnił pracował w podstawowym wymiarze 8 godzin, potem objął dyżur. Jak się dowiadujemy, miał ich 2-3 w miesiącu.

Udał się do swojego pokoju o godz. 21-22. W nocy nie pracował, na miejscu byli inni lekarzy dyżurni.

Jego ciało znaleźli w pokoju lekarskim pracownicy szpitala. Był środowy poranek, ok. godz. 7.00. Pół godziny później lekarz miał wyjść do domu po zakończonym dyżurze. W szpitalu spędził 24 godziny.

WP

- Nic się nie działo, nie było dramatycznych operacji, porodów, powikłań. To był najspokojniejszy dyżur na świecie - mówi nam prezes szpitala, Artur Nowak.

Przyczyny zgonu

Z policyjnych oględzin miejsca zdarzenia wynikało, że do zgonu doszło z przyczyn naturalnych, a nie na drodze przestępstwa.

Sekcja zwłok lekarza została już przeprowadzona. - Stwierdzono przyczynę chorobową. Oczekujemy na potwierdzenie tej wersji w protokole - poinformował nas zastępca prokuratora rejonowego Sosnowiec-Południe Marcin Stolpa.

WP

Szczegóły nie są podawane do wiadomości publicznej ze względu na rodzinę zmarłego. "Dziennik Zachodni" napisał, że 10 lat temu mężczyzna przeszedł operację wszczepienia bypassów.

Z naszych ustaleń wynika, że prokuratura będzie analizować kwestię "rozłożenia czasu pracy" zmarłego ordynatora na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy. Sprawa będzie też badana pod kątem przestrzegania przepisów prawa pracy. - Za wcześnie jednak, by powiązać jedno z drugim - podkreśla Stolpa.

16-godzinny dyżur po 8 godzinach pracy to "norma"

Jak mówi nam zastępca prokuratora, 16-godzinny dyżur lekarski po 8 godzinach pracy to "norma". Potwierdza to prezes szpitala miejskiego w Sosnowcu.

WP

- Tak pracują wszyscy lekarze. Dyżur lekarski nie trwa 4 godziny, nie jesteśmy kierowcami tirów, gdzie po 5 godzinach trzeba mieć 11 godzin przerwy. Kodeks pracy mówi, że po dyżurze lekarz musi mieć zapewnioną przerwę i tak się dzieje - zapewnia.

Lekarze schodzą z dyżuru, ale to, czy jadą do domu, czy do innego szpitala, to zupełnie inna kwestia. - Mój ordynator nie dorabiał nigdzie - słyszymy od prezesa.

Jeden z lekarzy powiedział "Dziennikowi Zachodniemu", że zmarły ordynator był "niezwykle pracowity i kompetentny". My z kolei usłyszeliśmy, że "nie dyżurował pod przymusem finansowym, tylko z obowiązku".

Choć dyrektor zapewia, że nie ma żadnych problemów z obsadą dyżurów, to z rozmowy wyłonił się smutny obraz służby zdrowia.- W Polsce brakuje kilkudziesięciu tysięcy lekarzy. Osoby po 55/60 roku życia stanowią ok. 70 proc. kadry. Lekarzy rezydentów kształconych jest obecnie ok. 13 tys. - mówi nam Nowak.

WP

Jak liczby przekładają się na sytuację w tym konkretnym szpitalu? - Dziś mam 10 proc. rezydentów, potem pojedyncze osoby w wieku 35-45 lat, reszta to ludzie powyżej 55 roku życia. To norma w polskich szpitalach - mówi.

Smutna norma, bo lekarzy w podeszłym wieku nie ma kto zastapić. W szpitalu w Sosnowcu pracuje 1100 osób. W ciągu 12 miesięcy z przyczyn naturalnych umarło 6 lekarzy - na nowotwory czy zaburzenia krążenia.

Mistrz zarabia 4900, uczeń - 4100

I tu pojawia się kwestia klauzuli opt-out. Jak tłumaczy nam Nowak, na poziomie szpitali miejskich nie jest to tak duży problem. Tu "solą w oku" są specjaliści, rezydentów jest zaledwie dwudziestu kilku. Klauzulę w szpitalu wypowiedziały 24 osoby.

WP

- Problem pojawia się inny. Jeśli minister podniósł płace rezydentom, to pytanie, kiedy podniesie specjalistom, bo one zaczynają się równać. Różnica wynosi kilkaset zł. Mistrz zarabia 4900 zł brutto, a uczeń - 4100. Za kilka miesięcy specjaliści powiedzą, że za takie pieniądze nie będą pracować. To olbrzymi problem, przed którym staną wszystkie szpitale - mówi prezes.

Nowak podkreśla, że 80 proc. przychodu z NFZ przeznacza na płace, podczas gdy leki i sprzęt kosztują coraz więcej. Dodaje, że problemem będzie znalezienie pieniądzy dla pracowników pozamedycznych - elektryków, automatyków, informatyków, inżynierów, którzy dziś dostają średnio 3000-3500 brutto.

- Ludzie mówią populistycznie, że lekarze zarabiają ogromne pieniądze. Ale oni pracują ponad 300 godzin w miesiącu. Na Zachodzie jest to prawnie zabronione. I o tym mówi formuła opt-out. Tylko jeśli chcielibyśmy poświecić na pracę 48 godzin w tygodniu, to na dzień dobry brakuje 100 tys. lekarzy i trzeba by było zamknąć 400 szpitali - podsumowuje.

Polub WP Wiadomości
WP
WP