Trzy ładunki na torach. "Fachowa robota"
Na torach pod Garwolinem dywersanci rozmieścili trzy ładunki co kilkadziesiąt centymetrów przy śrubach mocujących szyny - wynika z ustaleń "Gazety Wyborczej". - To fachowa robota - skomentował ekspert w rozmowie z dziennikiem.
Najważniejsze informacje:
- Na torach w pobliżu Garwolina znaleziono trzy ładunki wybuchowe.
- Eksplodowały dwa z nich, ale trzeci nie spowodował znaczących zniszczeń.
- Wstępne oględziny wskazują na akt terroru.
Pod Garwolinem, na trasie łączącej Warszawę z Lublinem, dywersanci rozmieścili trzy ładunki wybuchowe. Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", dwa z ładunków eksplodowały, natomiast trzeci zawiódł.
- To fachowa robota - uważa informator gazety, który poznał wstępne ustalenia śledztwa. "Od pirotechników wiemy, że na wojnie w Ukrainie obie strony konfliktu dokładnie w taki sposób wykolejają pociągi. Plastyczny materiał wybuchowy rozmieszcza się co kilkadziesiąt centymetrów przy mocowaniach szyny z podkładem" - napisano.
Akt dywersji na torach. W Sejmie ostro o działaniach rządu Tuska
"Szczęście jak cholera"
Do eksplozji doszło prawdopodobnie w sobotę około godziny 21. Jak poinformował jeden z mieszkańców, słyszał huk, ale nie potrafił powiedzieć nic więcej. Dopiero w niedzielę, po zgłoszeniu maszynisty pociągu Intercity o „nierówności torów”, udało się zidentyfikować uszkodzenia. Strażacy i funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego natychmiast podjęli akcję.
Podkreślono, że już wstępne oględziny wskazują na akt terroru — ktoś podłożył ładunki wybuchowe. "Według naszego informatora z trzech ładunków dwa eksplodowały zgodnie z planem dywersantów, trzeci zawiódł — on także wybuchł, ale nie spowodował takich zniszczeń, jak się spodziewali. Dzięki temu po uszkodzonym torowisku nadal przejeżdżały pociągi, żaden się nie wykoleił" - wyjaśniono.
Informator "Gazety Wyborczej" nie chce zdradzić, dlaczego trzeci ładunek nie zadziałał tak, jak planowali dywersanci. - Mogę tylko powiedzieć, że mieliśmy szczęście jak cholera — ucina.