Trump ogłosił zwycięstwo z Iranem. "Gdyby wygrał wojnę, to by jej już nie było"
Donald Trump ocenił, że wojna na Bliskim Wschodzie zakończyła się zwycięstwem USA, ale zaznaczył, że będzie ona kontynuowana, aby "dokończyć zadanie". - Gdyby Trump faktycznie wygrał wojnę, to by jej już nie było - mówi Wirtualnej Polsce prof. Tomasz Płudowski, amerykanista.
- Nigdy nie chwalisz się za wcześnie, że wygrałeś. Jednak wygraliśmy — powiedział Donald Trump, komentując wojnę na Bliskim Wschodzie. Prezydent USA stwierdził, że konflikt z Iranem zakończy się wkrótce, bo "praktycznie nie ma już nic, co można atakować".
Z kolei w rozmowie z portalem Axios amerykański przywódca zapewnił, że wojna na Bliskim Wschodzie skończy się "wkrótce".
- Wojna idzie świetnie. Jesteśmy daleko przed harmonogramem. Wyrządziliśmy więcej szkód, niż się spodziewaliśmy, nawet w pierwotnym sześciotygodniowym okresie. Irańczycy chcieli całą resztę Bliskiego Wschodu. Płacą za 47 lat śmierci i zniszczeń, które sami spowodowali. To jest zemsta. Nie wyjdą z tego tak łatwo — oceniał Trump.
Iran atakuje kraje Zatoki Perskiej i statki handlowe
"To musi być znaczne zwycięstwo"
Zdaniem prof. Tomasza Płudowskiego, Trump wyznaje zasadę, żeby nigdy nie przyznawać się do porażki, podtrzymywać swoją wersję wydarzeń i zachęcać do niej amerykańskie społeczeństwo.
- Nawet jeśli coś się do końca nie udaje, to PR-owo trzyma się wersji pozytywnej dla niego. Prezydent USA stosuje to właściwie bez względu na fakty. Te wypowiedzi są tak ogólnikowe i pozbawione kontekstu, że zostają szybko zapomniane – mówi Wirtualnej Polsce amerykanista Tomasz Płudowski, prodziekan Wydziału Nauk Społecznych i profesor nadzwyczajny Akademii Ekonomiczno-Humanistycznej w Warszawie.
I jak dodaje, na razie Stany Zjednoczone nie przegrywają, natomiast wojna jest daleka od rozstrzygnięcia.
- Trump celowo też nie precyzuje jej końca. Gdyby ją wygrał, to by jej już nie było. A w przypadku Trumpa to musi być znaczne zwycięstwo. Jeśli konflikt będzie się przedłużał na miesiące czy lata, to skutkiem tego będzie potężny chaos. Jest to bardzo ryzykowne i uwikła Stany Zjednoczone na Bliskim Wschodzie. Z kolei, jeśli Trump nagle się wycofa, Iran znowu ruszy do produkcji broni jądrowej i będzie odbudowywał swoje siły. Teheran będzie miał wówczas emocjonalną motywację, żeby pokazać" imperialistycznemu diabłu", jakim jest prezydent USA, że Teheran nie da się upokorzyć i poniżyć – komentuje prof. Tomasz Płudowski.
"Pogrąży to całkowicie Trumpa"
Podobne tezy w analizie dla portalu Defence24 stawia Witold Repetowicz, analityk specjalizujący się w tematyce bliskowschodniej.
"Trump nie ma obecnie dobrych opcji. Może wycofać się z wojny za tydzień lub dwa, twierdząc, że Iran został całkowicie rozbrojony. Ale dla państw regionu ten przekaz będzie niewiarygodny. Jeśli Islamska Republika przetrwa, to nie będą one chciały ryzykować powtórki i zaczną się zastanawiać, czy opłaca im się mieć amerykańskie bazy na swoim terenie, skoro musiały zapłacić za to słoną cenę" – pisze Repetowicz.
I jak dodaje, inną opcją jest eskalacja.
"Oczywiście – nie można wykluczyć również, że Trump zdecyduje się na inwazję lądową, choć nawet to nie daje gwarancji obalenia Republiki Islamskiej. Nawet jeśli by to się jednak stało, to koszt będzie tak gigantyczny, że pogrąży to całkowicie Trumpa i jego prezydenturę, a Rosja i Chiny będą robić, co będą chciały na flance wschodniej i na Dalekim Wschodzie. To byłby koniec globalnej hegemonii USA, a świat stałby się znacznie gorszym miejscem" – ocenia autor Defence24.
Według Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM), przy wydłużającym się konflikcie i wolno zwiększającej się produkcji przemysłu wojskowego USA oznaczałoby to konieczność naruszenia amerykańskich zapasów strategicznych przeznaczonych dla Europy i Azji.
"Choć Trump i wojskowi USA chcieliby uniknąć interwencji lądowej lub operacji specjalnych w Iranie, to straty bądź pojmanie ich pilotów w tym państwie miałyby równie katastrofalne skutki, jak wojny w Iraku i Afganistanie. Można też zakładać, że wkrótce większe znaczenie dla Trumpa będą miały przygotowania do mundialu w USA (czerwiec–lipiec), obchodów 250-lecia niepodległości (lipiec) i wyborów uzupełniających do Kongresu (listopad br.). Spadające notowania prezydenta w sondażach opinii publicznej już teraz mogą być obecne w kalkulacjach Iranu i Izraela" – czytamy w analizie PISM.
"Znaczenie mogą mieć rosnące koszty wojny"
Przypomnijmy, że według sondażu CNN 60 proc. Amerykanów jest przeciwnych wojnie, a tylko 27 proc. uważa, że USA wyczerpało środki dyplomatyczne, by jej zapobiec. Z kolei w sondażu Quinnipiac 62 proc. ankietowanych uznało, że Trump i jego administracja nie przedstawiły wystarczającego uzasadnienia dla wojny, a 74 proc. jest przeciwnych zaangażowaniu sił lądowych.
- Amerykańskie społeczeństwo jest tak ułożone, że jeśli nastąpi spektakularny atak na amerykańskich żołnierzy, wojskową bazę czy flotę, to podświadomie jest za zemstą i odwetem. Także jeśli chodzi o zamach terrorystyczny na amerykańską placówkę czy obywateli. W tym przypadku znaczenie mogą mieć rosnące z dnia na dzień koszty prowadzenia wojny przez USA. I to nastawienie w kolejnych fazach konfliktu może się zmienić na jeszcze bardziej negatywne – ocenia prof. Tomasz Płudowski.
Tylko pierwszy tydzień wojny z Iranem kosztował USA 11,3 mld dol. Według amerykańskiego senatora Chrisa Coonsa można z dużym prawdopodobieństwem założyć, że dzienny koszt wojny przekracza 1,5 mld dol., choć zmienia się on z dnia na dzień w zależności od operacji wojskowych. Dodał, że koszt wymiany amunicji użytej w wojnie prawdopodobnie "znacznie przekracza już 10 mld dol".
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski