Gen. Hodges: Trump nie ma planu na Iran. Putin jest zwycięzcą tej gry

- Rosja jest beneficjentem amerykańskiej operacji w Iranie, bo drożejąca ropa finansuje wojnę Putina - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską gen. Ben Hodges. Ale były dowódca sił lądowych USA w Europie dodaje, że ta wojna pokazuje, iż Kreml jest "na skraju własnych możliwości". Ostro punktuje też prezydenta Trumpa.

Gen. Ben Hodges, Donald TrumpGen. Ben Hodges, Donald Trump
Źródło zdjęć: © PAP
Tomasz Waleński
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Najważniejsze informacje:

  • Gen. Hodges przekonuje, że pociski przechwytujące Patriot - zużywane na Bliskim Wschodzie - to te same, których brakuje Kijowowi. Jednocześnie wskazuje, że Putin nie pomógł Iranowi - tak jak wcześniej nie wsparł Wenezueli, Syrii, ani Armenii.
  • Były dowódca sił USA w Europie wskazuje, że prezydent Trump nie przedstawił celu końcowego operacji i prowadzi ją tak, by móc się wycofać w dowolnym momencie. "Fakt, że ja i profesjonalny dziennikarz nadal nie wiemy, o co chodzi, mówi sam za siebie" - zaznacza Hodges. Jego zdaniem brak jasnej deklaracji otwiera pole do spekulacji o prawdziwych motywach ataku. Mówi też o złej strategii z europejskimi sojusznikami.
  • Generał zachęca Polskę do poważnych rozmów z Francją o rozszerzeniu francuskiego odstraszania nuklearnego na europejskich sojuszników. Jednocześnie ostrzega: jeśli kraje takie jak Polska, Niemcy czy Szwecja dojdą do wniosku, że amerykański parasol nuklearny ich nie chroni, to będzie strategiczna klęska Stanów Zjednoczonych. "To byłaby nasza klęska - oznaczałoby, że sojusznicy stracili do nas zaufanie" - przyznaje.

Tomasz Waleński, Wirtualna Polska: USA panują nad sytuacją?

Gen. Ben Hodges, emerytowany generał porucznik US Army, były dowódca sił lądowych USA w Europie (2014-2017): Spójrzmy na ten konflikt z perspektywy celów i osiągnięć. Powiedziałbym, że USA i Izraelskie Siły Obronne na teraz osiągnęły to, co - w terminologii wojskowej - nazywamy przewagą w powietrzu. Jednak Iran wciąż wydaje się mieć ogromne zapasy dronów i rakiet, które jest w stanie wystrzelić przeciwko celom w całym regionie. Myślę, że siły USA i Izraela robią, co mogą, a ich obecnym priorytetem jest zniszczenie miejsc, z których nadlatują te pociski i drony.

A nie czuje pan, że ataki na kolejne kraje regionu, czyli nie tylko na bazy USA czy cele w Izraelu, zaskoczyły amerykańską administrację?

Nie wiem, co zakładali planiści, ale byłbym zaskoczony, gdyby nie przewidzieli takiej możliwości. Muszę przyznać, że to robi wrażenie - i jednocześnie zaskakuje - ile Irańczycy byli w stanie zrobić po wyeliminowaniu ich kierownictwa.

Coraz bardziej wygląda na to, że Najwyższy Przywódca wcale nie sprawował faktycznej władzy - że to Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) trzymał stery. Przeniknęli struktury państwa tak głęboko, że wciąż mieli zdolności i uprawnienia, by przeprowadzać ataki na różne cele. Nie potrafię natomiast ocenić, na ile te ataki są jeszcze koordynowane z jednego ośrodka, a na ile poszczególne struktury działają już na własną rękę.

"Pachnie" to powtórką z Iraku? Donald Trump zdecyduje się na operację lądową?

Mam nadzieję, że nie. Chyba że prezydent jasno określi cel końcowy - tzw. end state - i wyjaśni, dlaczego operacja lądowa byłaby konieczna do jego osiągnięcia. Na razie niczego takiego nie przedstawił.

A co nim w zasadzie jest? Lub co może być?

Amerykańska administracja podawała różne uzasadnienia, różne potencjalne korzyści, ale nic, co wyglądałoby na jasny cel końcowy. A możliwość wysłania wojsk lądowych powinna wynikać wyłącznie z takiego celu. I tu oddaję sprawiedliwość sekretarzowi obrony Hegsethowi - nie jestem jego zwolennikiem, ale ma rację, że nie wyklucza na tym etapie żadnej opcji rozwoju konfliktu.

Uważam, że to był błąd prezydenta Joe Bidena, kiedy mówił: "nie rozpoczniemy żadnej operacji lądowej". W ten sposób mówisz wrogowi, czego nie zamierzasz zrobić. Zawsze lepiej, gdy wróg musi martwić się wieloma możliwościami. Nie sądzę jednak, by administracja poważnie chciała to zrobić, a przynajmniej nie na znaczącą skalę.

Nie wiem tego na pewno, ale, jak sam pan wie - na prezydenta będzie ogromna presja wewnętrzna, żeby tego nie robić. Kongres wciąż nie uznaje tego za wojnę. W kategoriach prawnych jesteśmy dziś w pewnego rodzaju "szarej strefie", choć - co chcę podkreślić - legalnej. Komunikaty są jednak sprzeczne - Hegseth mówi o wojnie, oficjalnie to jednak "duża operacja wojskowa" (z ang. major combat operation - red.).

A jest to duża operacja wojskowa?

Nie ująłbym tego w ten sposób.

Kongres jest podzielony co do tego, czy prezydent robi to, co do niego należy. Ja uważam, że nie - powinno być znacznie więcej konsultacji z Kongresem i wyjaśnień, bo ostatecznie to przecież stamtąd płyną pieniądze.

Jako Amerykanin, nie tylko jako emerytowany generał, który służył w Iraku i Afganistanie, rozumie Pan cel tych działań? Administracja Trumpa dostatecznie wyjaśniła Amerykanom, dlaczego zaatakowano Iran? Po atakach w 2025 roku była przecież mowa o "anihilacji" irańskiego programu jądrowego.

Prawdę mówiąc, nie. Nie rozumiem. Fakt, że my dwaj - ja i pan, profesjonalny dziennikarz - w ogóle prowadzimy tę rozmowę i nadal nie wiemy, o co tak naprawdę chodzi, mówi sam za siebie. I nie jest to dobre.

Poparcie społeczne w USA dla tej operacji już na starcie było bardzo niskie. To otwiera pole do pytań, dlaczego w ogóle to robimy. Po co? I czy musimy? Czy to wszystko dlatego, że Izrael nas w to wciągnął? Taka sugestia padła dwa dni temu, potem oczywiście się z niej administracja wycofała (sekretarz stanu Marco Rubio oskarżył media o błędną interpretację swoich słów - przyp. red.).

Byłem kadetem w 1979 roku, kiedy Irańczycy zajęli naszą ambasadę w Teheranie. Przez całe moje dorosłe życie zawodowe Iran był wrogiem. Wspierali terroryzm w całym regionie, zabili setki amerykańskich żołnierzy, grozili Izraelowi lub zabijali Izraelczyków. Zabili też tysiące własnych ludzi. Od dziesięcioleci są wyłącznie źródłem problemów. Oczywiście chciałbym, żeby ten reżim upadł, naprawdę nie jestem temu przeciwny. To jednak nie oznacza, że możesz po prostu wejść i robić, co ci się - do cholery - podoba.

Wszyscy próbujemy zrozumieć, co chciałby dokładnie osiągnąć Donald Trump tą akcją.

Niektórzy wierzą, że tu nie chodzi o broń nuklearną czy powstrzymanie terroryzmu, ale o kontrolę nad ropą i gazem. I to wszystko, by upewnić się, że Chiny nie będą miały dostępu do irańskich złóż.

Są też ludzie spekulujący, że chodzi o odwrócenie uwagi opinii społecznej - że przez działania w Iranie nikt już nie mówi o problematycznych aktach Epsteina, nikt nie mówi o sprawach w Sądzie Najwyższym, nikt nie mówi o fatalnych sondażach Trumpa. A jesteśmy przecież w roku wyborczym (w listopadzie 2026 Amerykanów czekają wybory do Kongresu, tzw. midterms - red.). I tak będzie, dopóki nie padnie jasna deklaracja, po co to wszystko.

A co jeśli chodzi o komunikację? Ktoś mądry powiedział mi niedawno, że jeśli musisz przekonywać opinię publiczną, że wygrywasz, to nie wygląda to dobrze i prawdopodobnie nie wygrywasz.

To trafny sposób na opisanie tej sytuacji.

Z pana perspektywy co do tej pory poszło dobrze, a co nie najlepiej?

Cóż, od zawsze jestem pod wrażeniem naszej Marynarki Wojennej (US Navy) i Sił Powietrznych (US Air Force). Ich zdolności do zgromadzenia tak ogromnego potencjału, a do tego poziom wyszkolenia załóg, marynarzy i pilotów. To naprawdę imponujące. Izraelskie Siły Obronne oczywiście również są bardzo dobre, pokazują to w ostatnich dniach.

Byłem też nieco zaskoczony tym, jak dobrze państwa Zatoki Perskiej były w stanie obronić się przed setkami dronów i rakiet. Poszło im o wiele lepiej niż bym przypuszczał.

Ta wojna przypomniała nam jednak, jak bardzo potrzebujemy baz od naszych sojuszników. USA, aby móc działać z pełną mocą, potrzebuje baz w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Niemczech, Włoszech, Grecji czy na Bliskim Wschodzie. Nie dałoby się przeprowadzić takiej akcji bez sojuszników, zacząć atak z Karoliny Północnej czy Teksasu.

Wniosek jest prosty. Aby być realnym mocarstwem, musisz mieć bazy, co oznacza, że musisz mieć sojuszników i musisz ich szanować. Tymczasem prezydent Donald Trump zaczepia sojuszników - jest bardzo niezadowolony z ostatniej decyzji Hiszpanów, głośno krytykował też brytyjskiego premiera. Dostęp do baz to wymóg, więc prezydent musi umieć to wyjaśnić także sojusznikom, bo oni - co zrozumiałe, podobnie jak Niemcy - będą się martwić możliwymi atakami odwetowymi lub terroryzmem (premier Pedro Sanchez odmówił USA zgody na korzystanie z baz w związku z operacją w Iranie, w przypadku premiera Keira Starmera spór dotyczy m.in. bazy Diego Garcia - red.).

Czyli to potrzebna lekcja dla Donalda Trumpa?

Powinna być. Nie możemy chronić naszych interesów wyłącznie z terytorium Stanów Zjednoczonych.

Spodziewa się pan długiej operacji?

Zabrzmi to tak, jakbym unikał odpowiedzi, ale tak nie jest. Jeśli nie znasz celu końcowego, to naprawdę trudno oszacować, ile czasu zajmie dotarcie do niego. Myślę, że prezydent prowadzi tę sprawę w taki sposób, aby móc się wycofać w dowolnym momencie. Aby móc ogłosić zwycięstwo i powiedzieć po fakcie, że taki od początku był cel, więc "zrobiliśmy to".

Trump nie czuje się zobowiązany do wyjaśniania celu końcowego, bo - jak zgaduję - chce zachować maksymalną elastyczność. W polityce mogę to zrozumieć, ale w strategii wojskowej, gdy w grę wchodzi życie ludzi i naprawdę wysoka stawka, uważam, że to po prostu niewłaściwe.

W pierwszych godzinach wyglądało to na zwycięstwo, bo zabiliście całe dowództwo reżimu, z ajatollahem na czele. Jednak po kilku dniach nie widzimy, by reżim się zawalił.

Fakt, że Irańczycy byli w stanie wystrzelić setki dronów i rakiet na cele w całym regionie już po tym ataku, mówi nam, że w ich dowodzeniu nadal zachowana jest ciągłość. Jakiś mechanizm wciąż funkcjonuje.

W ich systemie prawdopodobnie istniała duża decentralizacja. Sojusznicze organizacje zbrojne, takie jak Hezbollah czy Huti, podejmują decyzje samodzielnie - nie muszą czekać na telefon czy e-mail od Najwyższego Przywódcy.

A Rosja?

Rosja jest obecnie zwycięzcą w tej grze. Cena ropy idzie w górę - a to główne źródło dochodów Rosji, z którego finansuje wojnę w Ukrainie. Im droższa ropa, tym dłużej Moskwa może walczyć. Pociski przechwytujące do systemów Patriot, które zużywamy teraz do obrony przed irańskimi rakietami, to te same pociski, które mogłyby trafić do Ukrainy - a produkcja nie nadąża za zużyciem.

Z drugiej strony, fakt, że Putin w żaden sposób nie pomógł Iranowi, mówi mi wiele o rzeczywistym stanie rosyjskich możliwości. Przypomnijmy - nie pomógł też Wenezueli, kiedy reżim Maduro był pod presją, nie uratował Asada w Syrii, nie wstawił się za Armenią, gdy Azerbejdżan odzyskiwał Górski Karabach. Za każdym razem Rosja zostawiała swoich sojuszników samych sobie. To pokazuje, że są na skraju własnych możliwości. I jeśli nie są w stanie wydzielić zasobów, by pomóc sojusznikowi takiemu jak Iran, to wcale nie jest przesądzone, że pokonają Ukrainę.

Czy w związku z walkami z Iranem nie tracimy z oczu Ukrainy?

Myślę, że Ukraińcy i - miejmy nadzieję - Europejczycy rozumieją, że administracja Trumpa nie jest zainteresowana pomaganiem im. Uwaga Waszyngtonu jest teraz skupiona na Iranie, a i wcześniej Ukraina nie była priorytetem tego prezydenta.

Od ponad roku administracja Trumpa wywierała na Kijów presję: "musicie oddać ziemię, żeby zakończyć wojnę". Ale teraz jest jasne, że Rosja nie może pokonać Ukrainy, a Ukraina wręcz odzyskuje terytoria na froncie. Ukraińcy nie oddadzą ziemi, której Rosja nie jest w stanie nawet zdobyć.

Na szczęście większość europejskich liderów widzi to tak samo. Kanclerz Friedrich Merz podczas swojego spotkania z Trumpem postawił Ukrainę jako priorytet. I słusznie, bo jeśli Ukraina upadnie, w Polsce i Niemczech pojawią się kolejne miliony uchodźców - tak jak po 2022 roku. To nie skończyłoby się dobrze dla Europy.

Czy uważa Pan, że kraje takie jak Polska powinny szukać zbliżenia z Francją w kwestii ich parasola nuklearnego? To oznaka braku zaufania do USA?

Tak. Myślę, że to dobry pomysł, by zacząć poważne dyskusje z Francuzami o rozszerzeniu francuskiego odstraszania nuklearnego na europejskich sojuszników — i przemyśleć konsekwencje takiego kroku. Macron sam otworzył te drzwi. Oczywiście zostaje pytanie, co będzie, gdy Macron odejdzie z Pałacu Elizejskiego - czy jego następca podtrzyma tę ofertę?

To jednak byłaby strategiczna porażka Stanów Zjednoczonych, jeśli Polska, Niemcy, Szwecja i inne kraje dojdą do wniosku, że amerykański parasol nuklearny już ich nie chroni i muszą mieć własną broń jądrową. To byłaby nasza klęska - oznaczałoby to, że sojusznicy stracili do nas zaufanie. Poza tym programy nuklearne to ogromne koszty, na które większość tych państw nie jest gotowa. Mam nadzieję, że uda się tego uniknąć.

Rozmawiał Tomasz Waleński, dziennikarz Wirtualnej Polski

*Gen. Frederick Benjamin "Ben" Hodges - emerytowany trzygwiazdkowy generał armii amerykańskiej, jeden z najbardziej rozpoznawalnych amerykańskich komentatorów spraw bezpieczeństwa europejskiego. W latach 2014-2017 dowodził siłami lądowymi USA w Europie (US Army Europe) w Wiesbaden w Niemczech.

Najważniejsze teksty tygodnia. Śledztwa, które robią różnicę. Reportaże, które zostają w głowie. Wyraziste opinie. Najlepsze treści premium bez opłat w Twojej skrzynce.

Wybrane dla Ciebie
Rząd Orbana chce ścigać dziennikarza. Ten ujawnia, nad czym pracuje
Rząd Orbana chce ścigać dziennikarza. Ten ujawnia, nad czym pracuje
Wiemy, co planuje Pałac. Tak reagują na pilne propozycje Tuska ws. paliw
Wiemy, co planuje Pałac. Tak reagują na pilne propozycje Tuska ws. paliw
Niezwykły prezent Kima. "Podarował Łukaszence urnę na prochy?"
Niezwykły prezent Kima. "Podarował Łukaszence urnę na prochy?"
Trump oburzony po słowach z Niemiec ws. Iranu. "Niestosowne"
Trump oburzony po słowach z Niemiec ws. Iranu. "Niestosowne"
Pierwsza reakcja z Pałacu na propozycję Tuska ws. paliw
Pierwsza reakcja z Pałacu na propozycję Tuska ws. paliw
15-punktowy plan USA. Co na to Iran? Jest odpowiedź
15-punktowy plan USA. Co na to Iran? Jest odpowiedź
Umowa ze Szwajcarią. Szef MON przekazał pierwsze szczegóły
Umowa ze Szwajcarią. Szef MON przekazał pierwsze szczegóły
"Skracam wizytę". Pośpiech ws. paliw nie tylko w Sejmie
"Skracam wizytę". Pośpiech ws. paliw nie tylko w Sejmie
Tak obdarował Kima. Jedna rzecz wyjątkowo przypadła mu do gustu
Tak obdarował Kima. Jedna rzecz wyjątkowo przypadła mu do gustu
Burmistrz Trzebnicy zatrzymany. Trafił na przesłuchanie do Opola
Burmistrz Trzebnicy zatrzymany. Trafił na przesłuchanie do Opola
Te portale pornograficzne na cenzurowanym. Pretensje KE
Te portale pornograficzne na cenzurowanym. Pretensje KE
Ruch rządu ws. cen paliw. W sieci lawina komentarzy
Ruch rządu ws. cen paliw. W sieci lawina komentarzy