"Trump ma Maduro na celowniku". Rośnie napięcie wokół Wenezueli
Donald Trump ogłosił częściową blokadę morską Wenezueli. To kolejny krok USA wobec reżimu Nicolasa Maduro. - Prawdopodobnie mamy do czynienia z pełzaniem nowego konfliktu zbrojnego - ocenia w rozmowie z Wirtualną Polską dr Mateusz Piątkowski, ekspert ds. prawa międzynarodowego z Uniwersytetu Łódzkiego.
Prezydent USA Donald Trump ogłosił we wtorek blokadę objętych sankcjami tankowców, które wpływają do portów Wenezueli i wypływają z nich. Oświadczył, że reżim Nicolasa Maduro w Wenezueli to "zagraniczna organizacja terrorystyczna".
"Wenezuela jest całkowicie okrążona przez największą w historii armadę sformowaną w Ameryce Południowej. Będzie ona coraz większa, a szok dla nich będzie nieporównywalny z niczym, co widzieli wcześniej, dopóki nie zwrócą USA całej ropy, ziemi i innych aktywów, które nam skradli" - napisał Trump w serwisie Truth Social.
"Nielegalny reżim Maduro wykorzystuje ropę z tych skradzionych pól naftowych do finansowania samego siebie, terroryzmu narkotykowego, handlu ludźmi, morderstw i porwań. Ze względu na kradzież naszych aktywów i z wielu innych względów, w tym terroryzmu, przemytu narkotyków i handlu ludźmi, wenezuelski reżim został uznany za ZAGRANICZNĄ ORGANIZACJĘ TERRORYSTYCZNĄ" - oświadczył prezydent USA.
Na wypowiedź Trumpa zareagował wenezuelski rząd, który określił działania Waszyngtonu jako "irracjonalne". "Prezydent Stanów Zjednoczonych próbuje narzucić w sposób absolutnie irracjonalny coś, co ma być blokadą morską Wenezueli w celu kradzieży bogactw, które należą do naszej ojczyzny" - czytamy w komunikacie rządu wenezuelskiego.
"Pełzający konflikt"
Oliwy do ognia dodaje także uzyskana w tym tygodniu przez Waszyngton zgoda Tryniadadu i Tobago na wykorzystanie położonych na terenie tego wyspiarskiego kraju lotnisk. "Stany Zjednoczone poinformowały, że te ruchy mają charakter logistyczny i służą ułatwieniu uzupełnienia zapasów oraz rutynowej rotacji personelu" - przekazało trynidadzkie MSZ.
Stany Zjednoczone zgromadziły wokół kraju potężne siły morskie, lądowe i powietrzne - z lotniskowcem USS Gerald R. Ford na czele.
Dr Mateusz Piątkowski z Katedry Prawa Międzynarodowego i Stosunków Międzynarodowych Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego ocenia posunięcia Białego Domu dość jednoznacznie. - Prawdopodobnie mamy do czynienia z pełzaniem nowego konfliktu zbrojnego - mówi Wirtualnej Polsce.
Od walki z kartelami do nacisku na państwo
Napiętą sytuację wokół Wenezueli obserwujemy już od ok. dwóch miesięcy. Wydarzenia obok tego bogatego w ropę kraju zdają się jednak przyspieszać w ostatnim czasie. Trump otwarcie sygnalizuje bowiem ewentualność interwencji zbrojnej, co wcześniej nie było takie oczywiste. - Początkowo, zaraz po objęciu urzędu, administracja USA uznała kartele wenezuelskie za grupy terrorystyczne. Następnie, jesienią, rozpoczęto znaczącą budowę sił powietrznych, morskich i lądowych w regionie. Ostatnie komunikaty mówią o zajmowaniu i przechwytywaniu statków, a w końcu o "rozciągnięciu blokady na wszystkie statki sankcjonowane, płynące do i z Wenezueli" - wskazuje ekspert, odnosząc się do ostatniego ogłoszenia Trumpa na temat rządzonego przez Maduro kraju.
Dr Piątkowski zauważa kluczową zmianę w retoryce i działaniach USA. - Problem nie jest z kartelami, które działają na terytorium Wenezueli, tylko z Wenezuelą jako właśnie państwem narkobiznesu. To przesunięcie oznacza, że USA nie celują już w grupy przestępcze, lecz w suwerenne państwo - zaznacza.
Działania USA poza prawem międzynarodowym?
Zdaniem eksperta kluczową kwestią jest legalność tych działań w świetle prawa międzynarodowego. Dr Piątkowski kategorycznie stwierdza, że Stany Zjednoczone "nie mają wyraźnego - w świetle prawa międzynarodowego - pretekstu do obecnych operacji".
- Nawet jeśli uznać, że rząd wenezuelski kontroluje kartele i dostarcza narkotyki do USA, to i tak w myśl orzecznictwa Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, nie spełnia to przesłanki napaści zbrojnej - podkreśla.
Szczególnie problematyczne - w świetle prawa - są kwestie sankcji i blokady morskiej. - Sankcje jednego państwa nie są podstawą do tego, żeby zatrzymywać statek innego państwa, zwłaszcza na pełnym morzu, na którym obowiązuje zasada wolności żeglugi - podkreśla dr Piątkowski.
Ostatnie oświadczenie prezydenta Trumpa o "totalnej blokadzie" jest dwuznaczne prawnie. Chociaż istnieje termin blokady morskiej, musi ona być "efektywna" i "całkowita, czyli bez dyskryminacji". Tymczasem blokada ogłoszona przez Trumpa jest "selektywna" i dotyczy tylko "sankcjonowanych statków", co nie jest znane w prawie międzynarodowym i przypomina kontrowersyjną "kwarantannę morską" z czasów kryzysu kubańskiego. Według eksperta, Amerykanie, choć sami są orędownikami wolności żeglugi, teraz ją naruszają.
Dodatkowo ekspert zwraca uwagę na incydent z przechwyceniem statku rzekomo na wodach terytorialnych Wenezueli, co "jest dużego stopnia ingerencją w suwerenność państwa".
Prawo silniejszego i dylematy USA
Mimo że obecne działania to wciąż "faza daleko idącej demonstracji siły", dr Piątkowski ostrzega, że sytuacja może przerodzić się w interwencję militarną i w świetle prawa - "to Wenezuela będzie w sytuacji ofiary napaści zbrojnej".
Sytuacja wokół Wenezueli może mieć jeszcze inne konsekwencje. Zasadność prowadzonych przez Waszyngton działań stawia pytanie o istotę prawa międzynarodowego, które przy polityce faktów dokonanych pozostaje jawnie lekceważone.
Działania te mogą stanowić sygnał dla innych państw - określających się jako potęgi regionalne - które mogą "robić sobie prawa do jakichś stref wpływów". - To, co dzieje się wokół Wenezueli, jest przykładem "wojen" hegemonicznych, interwencji w obronie hegemonii – zjawiska znanego w historii stosunków międzynarodowych - podkreśla.
Rozmówca Wirtualnej Polski wskazuje jeszcze na aspekt stricte militarny. Ekspert przewiduje, że choć Amerykanie nie będą mieli problemów w przejęciu panowania w sferze powietrznej czy morskiej, to pojawi się problem. Co dalej?
- Administracja USA prawdopodobnie stara się znaleźć taki punkt przełamania, czyli wywrzeć taką presję, żeby wymusić na Maduro decyzję o opuszczeniu państwa. Pełnoskalowa interwencja lądowa wydaje się mało prawdopodobna ze względu na brak dużej woli do tego, żeby się angażować w konflikt na poważnie - dodaje.
- Na dziś pełzamy prawdopodobnie do jakiejś eskalacji, jesteśmy ciągle w fazie daleko idącej demonstracji siły. Nie jest pewne, czy dojdzie do otwartej konfrontacji militarnej. Nie jest jednak tajemnicą, że prezydent Trump ma Maduro na celowniku - podsumowuje ekspert.
Tomasz Waleński, dziennikarz Wirtualnej Polski