Trump ma "apetyt" na Grenlandię. Ekspert mówi, czy można ją kupić
Stany Zjednoczone nie odpuszczają tematu przejęcia Grenlandii. Z jednej strony słychać o możliwości militarnej akcji, z drugiej - o zakusach na kupno wyspy od Danii. - USA wolałyby, żeby Grenlandia ogłosiła niepodległość. Wtedy to z nią negocjowałby Donald Trump - mówi w rozmowie z WP były ambasador RP Jerzy Marek Nowakowski.
"Prezydent Donald Trump planuje raczej kupić Grenlandię, niż ją najechać" - miał zapewniać kongresmenów sekretarz stanu USA Marco Rubio podczas zamkniętego spotkania na Kapitolu, które odbyło się w poniedziałek. Amerykański polityk przekazał też, że prezydent USA poprosił doradców o nowy plan pozyskania terytorium.
Według "The Wall Street Journal", szef dyplomacji USA podkreślał na spotkaniu, że celem jest odkupienie wyspy od Danii. Tym samym Rubio miał łagodzić ton wypowiedzi urzędników administracji Donalda Trumpa, którzy wcześniej mówili o użyciu siły.
To nie pierwsza taka propozycja USA ws. Grenlandii
Jak przypomina Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador RP na Łotwie i w Armenii, Amerykanie kilkukrotnie rozważali możliwość zakupu największej na świecie wyspy.
- Pierwsze takie plany pojawiły się już w XIX wieku. Ówczesny sekretarz stanu William Seward, po zakupie Alaski od Rosji w 1867 r., zaczął rozważać taką możliwość. Nie doszło wtedy jednak do konkretnych rozmów - mówi Wirtualnej Polsce.
I jak dodaje, kolejny raz miał miejsce po II wojnie światowej, kiedy z propozycją wyszedł prezydent USA Harry Truman.
- W czasie wojny Amerykanie zajęli Grenlandię i nie chcieli jej opuścić. Oferta złożona Danii w 1946 r., opiewająca na 100 mln ówczesnych dolarów, została jednak odrzucona. Od tamtego czasu Amerykanie posiadają na Grenlandii bazy wojskowe i są zobowiązani traktatem z 1951 r. wraz z Danią do jej obrony. A teraz sprawa zakupu wyspy powróciła wraz z prezydenturą Donalda Trumpa - przypomina rozmówca Wirtualnej Polski.
Konieczne referendum
Przypomnijmy, że nie byłby to zresztą pierwszy zakup terytorialny dokonany przez USA od Królestwa Danii. Podczas pierwszej wojny światowej w 1917 r. USA zakupiły od Danii tzw. Duńskie Indie Zachodnie, czyli część dzisiejszych Wysp Dziewiczych.
Zdaniem byłego ambasadora RP na Łotwie i w Armenii, jeżeli Dania zgodziłaby się sprzedać Grenlandię, to - z perspektywy prawa międzynarodowego - USA mogłyby wyspę kupić.
- Natomiast przypominam, że wbrew temu, co niektórzy mówią, to nie jest kolonia duńska. W konstytucji Danii od 1953 r. Grenlandia jest integralną częścią terytorium Królestwa Danii. Podejrzewam więc, że decyzja o ewentualnej sprzedaży musiałaby zapaść w referendum z udziałem Duńczyków - zaznacza Nowakowski.
Waszyngton liczy na proklamowanie niepodległości przez Grenlandię
Ekspert przypomina, że Dania dała w 1979 r. Grenlandii bardzo dużą autonomię z opcją na proklamowanie niepodległości.
- Ale mieszkańcy nie kwapią się do tego. Liczy na to zapewne Waszyngton, który wolałby się "dogadać" z niepodległą Grenlandią, która nie jest ani w NATO, ani w Unii Europejskiej, niż z Danią. Zresztą niepodległa Grenlandia byłaby w rzeczywistości całkowicie uzależniona od Stanów Zjednoczonych - ocenia były dyplomata.
Jednoznaczny przekaz z Białego Domu. "Pozyskanie Grenlandii priorytetem"
Warto podkreślić, że wypowiedź sekretarza stanu USA, skierowana do kongresmenów, miała miejsce przed wtorkowym oświadczeniem rzeczniczki Białego Domu Karoline Leavitt. Jej zdaniem, użycie siły jest jedną z opcji rozważanych przez prezydenta Trumpa w celu przejęcia Grenlandii.
"Prezydent Trump dał jasno do zrozumienia, że pozyskanie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i jest kluczowe dla odstraszenia naszych przeciwników w regionie Arktyki. Prezydent i jego zespół omawiają szereg opcji dotyczących sposobu realizacji tego ważnego celu polityki zagranicznej, a wykorzystanie sił zbrojnych USA jest oczywiście zawsze opcją, którą dowódca ma do dyspozycji" - przekazała rzeczniczka Białego Domu.
"Apetyt" Trumpa na Grenlandię w trzech wymiarach
Jak ocenia Nowakowski, prezydentowi USA, który ma "apetyt" na Grenlandię, chodzi o trzy sprawy.
- Po pierwsze - o strategiczną kontrolę nad tamtym regionem. W kontekście rosnącej militaryzacji terytorium Arktyki przez Rosję i rosnących ambicji Chin, dotyczących szlaków handlowych, Grenlandia to kluczowy punkt strategii obronnej Stanów Zjednoczonych. Po drugie - wobec zmian klimatycznych i rozmarzania morza, pojawia się tam możliwość przepłynięcia z Oceanu Spokojnego na Atlantyk. Po trzecie - Grenlandia ma gigantyczne złoża kluczowych surowców. Trump myśli więc również o wyspie w kategoriach biznesowych - wylicza nasz rozmówca.
Jego zdaniem, po operacji w Wenezueli Amerykanie całkowicie włączyli się w koncepcję polityki siły i polityki koncepcji mocarstw.
- Realizują sobie taką strategię, jaką chcą. Trump wprost odwołuje się do doktryny Monroe, twierdząc, że Grenlandia powinna być amerykańska. Koniec i kropka. Gdyby faktycznie USA przeprowadziły na wyspie interwencję militarną, nie spodziewałbym się żadnej reakcji ze strony Zachodu. Nikt nie będzie toczył wojny z taką potęgą jak Stany Zjednoczone - ocenia Nowakowski.
- Pamiętajmy, że Traktat Waszyngtoński, czyli Traktat Północnoatlantycki, jest w swoim założeniu, a nawet w treści, traktatem nierównoprawnym. Traktatem, w którym formalnym liderem są Stany Zjednoczone. Oczywiście byłaby to sytuacja dziwna, gdyby jeden z członków NATO zaatakował drugiego. Nie sądzę mimo wszystko, by do tego doszło. Szybciej będzie rósł nacisk Trumpa, żeby Grenlandii przyznać niepodległość. A potem będzie nacisk na wyspę, żeby rzeczywiście dokonać transakcji handlowej - uważa Nowakowski.
W odpowiedzi na amerykańskie zakusy na Grenlandię jej premier Jens-Frederik Nielsen zaapelował do USA, by zmieniły narrację i wróciły do dialogu.
"Stany Zjednoczone powinny dążyć do nawiązania pełnego szacunku dialogu z Grenlandią za pośrednictwem właściwych kanałów dyplomatycznych i politycznych, na podstawie istniejącego porozumienia" - tłumaczył premier Grenlandii.
Z kolei we wtorek w Paryżu przywódcy siedmiu państw europejskich - Danii, Francji, Hiszpanii, Niemiec, Polski, Wielkiej Brytanii i Włoch - oświadczyli, że tylko Dania i Grenlandia mogą podejmować decyzje dotyczące swojej przyszłości.
"Bezpieczeństwo Arktyki musi zostać osiągnięte wspólnie, we współpracy z krajami NATO, w tym Stanami Zjednoczonymi, zgodnie z zasadami Karty Narodów Zjednoczonyh, w tym poszanowania suwerenności, integralności terytorialnej i nienaruszalności granic. Nie zaprzestaniemy ich ochrony" - podkreślili europejscy liderzy, w tym premier Polski Donald Tusk.
Sylwester Ruszkiewicz, dziennikarz Wirtualnej Polski