To wciąż nie jest jeszcze Komisja. I nadal nie wiadomo, jaka będzie [OPINIA]
Niezależna komisja kościelna, która miałaby zbadać kwestie przestępstw seksualnych w Kościele i skalę ich tuszowania - wbrew informacjom medialnym - wciąż nie działa, choć KEP ją powołała. Jaka to będzie komisja, kto będzie jej przewodził i jaki będzie zakres jej prac, tego wciąż nie wiadomo, tak jak nie wiadomo, czy będzie ona rzeczywiście niezależna. - pisze dla Wirtualnej Polski Tomasz P. Terlikowski.
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Zacznijmy od tego, co się wydarzyło. Biskupi zebrani na posiedzeniu plenarnym KEP przyjęli trzy z czterech dokumentów, które prowadzą do powołania "Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce". Odrzucenie jednego z czterech przygotowanych dokumentów (chodzi o wzór porozumienia pomiędzy Komisją a diecezjami i zgromadzeniami zakonnymi) jest dobrym sygnałem, bo to właśnie ten dokument zawierał najbardziej niebezpieczne dla niezależności komisji zapisy, a jego odrzucenie oznacza zwycięstwo (drobne, ale istotne) grupy otwartej na uczciwe badanie sprawy. To drobne zwycięstwo nie oznacza jeszcze ostatecznej wygranej, bo… wciąż nie wiadomo, kto będzie przewodniczącym Komisji (tu też jest drobny znak nadziei, bo wskazać go ma Prymas Polski), kiedy zostanie on powołany i kiedy komisja zacznie działać.
Ostrożnością napełniają także dokumenty, które już zostały przyjęte. Owszem, powołują one komisję, ale można wobec nich sformułować kilka zasadniczych pytań. Zacznijmy od celów działania komisji. Według ujawnionych dokumentów ma ona się skupić na skali zjawiska wykorzystania seksualnego, a mniej na skali jego tuszowania. Ta ostatnia jest określana w dokumencie "reakcją instytucjonalną i duszpasterską", a jej ustalanie (zresztą ustalanie wszystkiego) ma się dokonywać "na podstawie źródeł zweryfikowanych jako wiarygodne, w tym dokumentów i źródeł osobowych".
Co z raportem?
Raport, który będzie przygotowany, ma zaś jeszcze przedstawić "sposoby reagowania wspólnot i instytucji Kościoła katolickiego na informacje dotyczące tych przestępstw (ocenianych przede wszystkim pod kątem ich wpływu na występowanie krzywdy i mechanizmów, które jej sprzyjają), w szczególności w perspektywie historycznej i prawnej, z uwzględnieniem aspektów psychologicznych, socjologicznych i teologicznych oraz zmieniającej się regulacji prawnej i praktyki jej stosowania". Ten fragment jest naprawdę ciekawy, bo pokazuje on, że jak ognia unika się kwestii odpowiedzialności prawnej i kanonicznej za błędy biskupów. Wszystko ma się dokonywać z perspektywy wpływu na występowanie krzywdy.
Istotnym problemem pozostaje także zakres dostępu do archiwów kościelnych. Ten dopiero zostanie ustalony. Komisja jest zatem powołana, jej składu nie ma, ale też wcale nie wiadomo, co dla niej będzie dostępne, a co nie, bo ostatecznie i tak o wszystkim zdecyduje przełożony zakonny czy biskup, co zresztą jest w zasadach zapisane.
Nie jest też jasne, czy biskupi i przełożeni zakonni będą mieli obowiązek spotkać się z komisją, bo w punkcie poświęconym źródłom osobowym (swoją drogą rozmywającym problem) mowa jest o tym, że wszystko ma się odbywać na zasadzie "dobrowolności", a biskupi i przełożeni w ogóle nie są tam wymienieni. Nie ma także mowy o tym, że komisja może i powinna zebrać świadectwa (zeznania, odpowiedzi) biskupów, a to oznacza - ni mniej, ni więcej, tylko tyle - że biskupi i przełożeni zakonni chcą mieć komisję, która coś tam zbada, ale broń Boże, nie naruszy interesów i dobrego samopoczucia biskupów i nie będzie mogła ich przesłuchać. A to oznacza, że jest to komisja… ochrony samopoczucia, a nie zbadania zaniedbań, których dopuścili się właśnie biskupi.
Mnie osobiście rozbawił jeszcze jeden zapis działania. "Do Komisji nie mogą należeć członkowie KEP, KWPZM, KWPŻZZ oraz osoby, które z jakichkolwiek przyczyn mogłyby być narażone na konflikt interesów, w tym osoby, wobec których pojawił się formalnie lub publicznie wiarygodny zarzut dopuszczenia się wykorzystania seksualnego, osoby skrzywdzone wykorzystaniem seksualnym w Kościele oraz dziennikarze" - czytamy. I o ile rozumiem te pierwsze zapisy, to nie mogę uciec od wrażenia, że ten ostatni dopisek ("oraz dziennikarze") został dodany ze względu na konkretne osoby.
Wszystkie wątpliwości, które tu sygnalizuje, mogą być oczywiście rozstrzygnięte na korzyść komisji. Jej przewodniczący może być osobą pełną autorytetu, niezależną, a powołany przez niego/nią skład może gwarantować niezależność. Jeśli uda mu się ustalić pełen dostęp do dokumentów, a także prawo do wysłuchiwania biskupów, to może się okazać, że komisja będzie niezależna. To wszystko są wciąż jeszcze sprawy otwarte i na tym etapie bardzo trudno wyrokować, jak będzie. Nadzieje rodzi fakt, że w pewnych kwestiach odniosła zwycięstwo frakcja otwarta na badanie skali pedofilii, ale nie sposób nie pamiętać, że wielokrotnie już po takim zwycięstwie przychodził w KEP odwrót. Jak będzie tym razem, dopiero zobaczymy.
Dla Wirtualnej Polski Tomasz P. Terlikowski
Tomasz P. Terlikowski jest doktorem filozofii religii, pisarzem, publicystą RMF FM i RMF 24. Ostatnio opublikował "Wygasanie. Zmierzch mojego Kościoła", a wcześniej m.in. "Czy konserwatyzm ma przyszłość?", "Koniec Kościoła, jaki znacie" i "Jasna Góra. Biografia".