To prawdziwy "sztorm" - 3 osoby nie żyją, setki rannych
Mieszkańcy Nowej Doliny w środkowej części Egiptu również demonstrują przeciwko prezydentowi kraju Hosniemu Mubarakowi. W starciach, do których tam doszło, zginęły trzy osoby, a setki zostały ranne - podała agencja AFP. Rozgniewany tłum podpalił siedem budynków rządowych. Fala protestów, które początkowo wybuchały w największych miastach Egiptu, przeobraziła się w prawdziwy sztorm. W związku z tym rzecznik polskiego MSZ podtrzymał prośbę do turystów, by odwołali wyjazdy.
09.02.2011 | aktual.: 10.02.2011 14:55
- Nasz apel, by powstrzymać się od wyjazdów, jest aktualny - powiedział Marcin Bosacki na konferencji prasowej. Poinformował jednocześnie, że "w kurortach w Tunezji jest na tyle bezpiecznie, że można tam wypoczywać".
Według przedstawiciela sił bezpieczeństwa, policja strzelała do uczestników wtorkowej antyrządowej manifestacji w oazie pustynnej Al-Charidża, leżącej ok. 400 km na południe od Kairu. Dzień później, wskutek odniesionych ran, zmarły trzy osoby.
Płonąca rewolucja
Protestujący podpalili dwa komisariaty policji, sąd oraz siedzibę rządzącej Partii Narodowo-Demokratycznej (NDP), której przewodniczącym jest prezydent Hosni Mubarak.
Cytując przedstawiciela sił bezpieczeństwa, agencja Reutera informowała wcześniej, że podczas starć z policją zginął jeden uczestnik protestu, a kilka osób zostało postrzelonych. Według tej agencji, w środę w protestach uczestniczyły ok. 3 tys. osób.
Centrum protestów - plac Tahrir
Protestujący siedzieli przed budynkiem parlamentu, znajdującym się niedaleko placu Tahrir (Wyzwolenia), który jest centrum antyrządowych manifestacji.
- Przyszliśmy, aby uniemożliwić wejście członkom rządzącej Partii Narodowo-Demokratycznej (NDP). Zostaniemy tutaj, dopóki nie zostaną spełnione nasze żądania - powiedział 25-letni Mohamed Abdallah. W tle rozbrzmiewały antyrządowe okrzyki.
- Naród nie wybrał tego parlamentu - powiedział 19-letni student Mohamed Sobhi. - Chcemy upadku całego skorumpowanego reżimu, a nie tylko prezydenta - dodał.
Potrzeba reform
Antyrządowe protesty, których uczestnicy żądają ustąpienia prezydenta Mubaraka oraz chcą zmusić władze do przeprowadzenia głębokich reform politycznych rozpoczęły się w Egipcie 25 stycznia.
Na placu Tahrir, okupowanym przez Egipcjan od 28 stycznia br., nadal są tłumy. Dzień wcześniej demonstrujący przeprowadzili na placu jedną z największych od początku protestów manifestacji. Do zgromadzonych ludzi przemówił zwolniony w poniedziałek z aresztu pracownik firmy Google Wael Ghonim, jeden z najważniejszych młodych organizatorów protestów, który założył ich grupę na Facebooku.
Następne wielkie demonstracje odbędą się w Kairze w piątek. Organizatorzy planują przeprowadzić tego dnia marsz na siedzibę państwowej telewizji i radia.
Potrzeba reform
Manifestujący nie zaprzestali protestów i okupacji placu Tahrir, na którym przebywają od 28 stycznia br., mimo ogłoszonego przez rząd planu reformy konstytucji oraz zapewnień 82-letniego prezydenta Mubaraka, że we wrześniu br. nie będzie ubiegał się o kolejny mandat.
Według analityków banku Credit Agricole, każdy dzień kryzysu kosztuje Egipt ok. 310 mln dolarów.