"To nie jest polityczny szantażyk". Ministra o reformie PIP
– Moim zadaniem jest doprowadzenie do dalszego procedowania tego projektu, jego przygotowanie i przekazanie do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – stwierdziła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, ministra rodziny, pracy i polityki społecznej z Nowej Lewicy, odnosząc się do reformy PIP w programie "Tłit" Wirtualnej Polski.
Podczas rozmowy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk została zapytana, dlaczego nie spróbuje porozmawiać w cztery oczy z prezydentem Karolem Nawrockim o perspektywach na ominięcie jego weta w sprawie reformy Państwowej Inspekcji Pracy. – Nie wiem, czego będą dotyczyć te rozmowy, ale zakładam, że nie projektów rządowych, tylko pewnie jakichś inicjatyw poselskich – mówiła, argumentując, dlaczego nie uda się na spotkanie z prezydentem.
– Jestem przekonana, że Pan Prezydent będzie mógł zapoznać się i z założeniami tej reformy, z Krajowym Planem Odbudowy, i ze skalą tego problemu – stwierdziła Dziemianowicz-Bąk.
Projekt ustawy przygotowanej przez resort pracy zakłada wzmocnienie kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy w celu walki z tzw. umowami śmieciowymi, które zapewniają pracownikom niski poziom ochrony, pomimo stałego zatrudnienia w firmie.
W tle sprawy wisi perspektywa zablokowania unijnych finansów dla Polski z KPO. Brak zapewnienia podobnej ochrony dla pracowników mógłby być powodem dla takiej decyzji. – Pan prezydent powinien się zastanowić, czy chce brać na siebie odpowiedzialność za utratę kilkunastu miliardów złotych, które mogą służyć Polsce, polskiej gospodarce, polskiej ochronie zdrowia, rozwojowi naszego kraju – stwierdziła ministra.
– To nie jest polityczny szantażyk, to są fakty – mówiła ministra. – Mamy z jednej strony rekordową liczbę pracujących osób na umowach cywilnoprawnych. Na koniec 2025 roku, według danych GUS, pobiliśmy rekordy w ogóle raportowania tych danych. Taka jest skala tego problemu – dodała.
Dziemianowicz-Bąk podkreślała, że reforma jest kluczowym elementem planu Nowej Lewicy na pomoc polskim pracownikom. – To są realne dramaty i problemy. I każdy polityk, czy to w Pałacu Prezydenckim, czy w Senacie, czy w Sejmie, czy w rządzie, powinien brać to pod uwagę – mówiła ministra.