Te ptaki to życie

Ledwie się obudzą, wrócą z pracy - już po chybotliwej drabinie wdrapują się do gołębników. W nierzadko ciasnym pomieszczeniu zapominają o obiedzie, pilnych sprawach, czy bólu kręgosłupa. Dla ptaków są opiekunami, żywicielami, lekarzami. Gołębie to ich życie.

Obraz

Duchowni, policjanci, robotnicy, naukowcy, lekarze, urzędnicy – wszyscy połączeni jedną pasją. Przeważnie od dziecka. – Pierwsze gołębie miałem już w wieku siedmiu lat. Dostałem je w zamian za królika, bo nie miałem jeszcze własnych pieniędzy. Niestety, po dwóch tygodniach mi uciekły. I zostałem z niczym. Nie miałem ani gołębi, ani królika – z żalem wspomina Stanisław Domański, hodowca gołębi pocztowych z Leszna. Ale nie zniechęcił się tak łatwo. Chodził do wuja i podglądał ptaki. Podziwiał je, poznawał ich obyczaje, zasady hodowli. Zaczął odkładać pieniądze. – Czasem została jakaś reszta jak mama posłała do sklepu. Czasem się coś podebrało. Nie było innego wyjścia. Wreszcie kupiłem parę gołębi – przyznaje.

Bo nie są zwykłe

Potem przyszedł czas na pierwszy, niewielki gołębnik. Tuż pod klatkami stał samochód. Dziś mieści się tam sklep z akcesoriami niezbędnymi do hodowli. W rogu niewielki stolik. – Zawsze staram się poczęstować chociaż kawą, jak ktoś przyjdzie na zakupy. Sam piję bezkofeinową, bo ile dziennie można tych kaw wypić. Siadamy tu i rozmawiamy, oczywiście o gołębiach. Można to robić godzinami. Bo to nie są zwykłe ptaki – przekonuje Domański.

Loty i selekcja

Sezon lotów zaczyna się wiosną i trwa przez całe lato. Ptaki w specjalnych, klimatyzowanych kabinach są wywożone setki kilometrów od własnych gniazd. Często za granicę. – Najdłuższy lot mieliśmy z Calais nad kanałem La Manche. To ponad tysiąc kilometrów. W tym roku planujemy trzy loty z Holandii. Ale na ogół ptaki wypuszczamy w Niemczech – wyjaśnia Józef Poniecki, były wojewoda leszczyński i wielki miłośnik gołębi. Intensywne loty odbywają się w maju, czerwcu i lipcu. W sierpniu puszczane są zazwyczaj młode ptaki. Niektóre mają tylko półtora miesiąca. Lecą 10-20 kilometrów. Potem wracają. Następne trasy to już kilkadziesiąt kilometrów. Z tych wracają najwytrwalsze. W ten sposób rozpoczyna się selekcja w stadzie. – Zeszły rok był bardzo trudny. Średnio wróciło nam zaledwie 25 procent gołębi – z żalem relacjonuje Poniecki.

Ptasi dramat

Taka sytuacja zawsze przynosi straty i smutek. To dramat nie tylko dla hodowców, ale i ptaków. – Mocna ulewa przydusza gołębie do ziemi. Jeśli wyczerpany ptak wpadnie w zboże, to właściwie nie ma szans na przeżycie. Zdycha przez kilka dni. Ocalenie uniemożliwiają mu zwierzęta i choroby – wyjaśnia Stanisław Domański. Tak powstają coraz lepsze hodowle. Właśnie na tym polega to zajęcie. Najpierw hodowca kupuje ptaki, potem kojarzy je w pary, wreszcie przychodzą na świat młode. W końcu nadchodzi czas na upragnione loty i jednocześnie na naturalną selekcję. Im dłuższa trasa i większy trud, tym więcej gołębi odpada. To jak w sporcie. Który zawodnik jest w czołówce, ten staje na podium. I przynosi radość trenerowi.

Jak matka…

Nie sztuką jest mieć gołębie. Sztuką jest je pokochać i wychować. – Pozornie gołębie nie różnią się od siebie. Ale ja rozpoznam każdego. Tak jak matka rozpoznaje swoje dzieci. Trzeba je ciągle obserwować: ile zjedzą, wypiją, w jakiej są kondycji, jaki kał oddają. Teraz jest mi trudniej je doglądać, bo zdrowie już nie to. Mój lekarz z powodu silnego uczulenia zalecił mi zlikwidowanie hodowli. A ja mu wtedy powiedziałem: "Jak gołębi nie będzie, to i mnie nie będzie" – opowiada hodowca z Leszna. Doktor zrozumiał. Sam też jest miłośnikiem gołębi. Odtąd częściej przesiadywał na łóżku pacjenta, by porozmawiać o... ptakach.

Tłumne wystawy

Poza sezonem lotów hodowcy widują się na wystawach okręgowych i krajowych. To rodzaj towarzyskiego spotkania. – Tam można nie tylko wymienić doświadczenia. To wspaniała okazja, żeby pochwalić się swoimi gołębiami – przyznaje Roman Nowak z Gostynia, który sędziuje na wystawach. Ptaki ocenia się przede wszystkim wizualnie. Liczy się ich piękno. Ale żeby przyjechać na krajową wystawę, trzeba mieć wyniki w lotach. Wielu jedzie tam wyłącznie oglądać ptaki. – Te wystawy cieszą się zainteresowaniem nie tylko hodowców. Całe rodziny z dziećmi przychodzą, aby z bliska zobaczyć, jak to wszystko wygląda – opowiada Józef Poniecki.

To też szansa na międzynarodowe wymiany. – Ta pasja łączy ludzi z całego świata. Całe dnie przesiadywali u nas np. goście z Kanady i USA. Koniecznie chcieli mieć biało-czerwone obrączki dla gołębi z symbolem PL. Czuliśmy się wtedy jedną wielką rodziną – dodaje Stanisław Domański. O tym, że hodowców gołębi pocztowych wiąże silna więź, świadczą też inne zwyczaje. – Czasem zdarzy się, że gołąb zawita do jakiegoś obcego gołębnika. Pobędzie tam dzień lub dwa, nabierze sił i ruszy w dalszą trasę. Kiedy dolatuje do domu, często za obrączką ma zatkniętą karteczkę z numerem telefonu. Wtedy dzwonię i już wiem, co działo się z nim przez ten czas. Jaką trasą leciał, w jakiej był kondycji. I od razu mam też nowego znajomego – tłumaczy Józef Poniecki.

Jak do domu?

Do dziś dokładnie nie wiadomo, jak gołębie pocztowe znajdują drogę do swoich domów. – To jedne z inteligentniejszych ptaków. Być może kierują się instynktem, może znaczenie ma tu pole magnetyczne. Kiedy im zatykano uszy, nie wracały. To samo działo się, gdy smarowano im nosy i czuły inny zapach. Ta sprawa nie jest do końca zbadana – twierdzi Domański. I zdradza kilka trików, jakie stosuje, by ptaki szybko wracały do domów. – Gołębie prowadzi się we wdowieństwie. Krótko przed lotem do klatki samca wkłada się na kilka minut samiczkę. Nie może dojść do kopulacji. Potem zabiera się samca na lot. W ten sposób ma zakodowane, że czeka na niego partnerka. I na łeb, na szyję wraca – opowiada. Latają też samice. Jeśli zostawiają w gołębniku młode, to równie szybko gnają z powrotem. Zdarza się, że gołębie wracają po kilku latach. – Wtedy czuję taką radość, jakbym milion wygrał w totka – przyznaje Stanisław Domański.

Gołębie patrzyły w górę... - Rozmowa z Kazimierzem Maćkowiakiem z Leszna, od 40 lat członkiem Polskiego Związku Hodowców Gołębi Pocztowych

Tragedia, która wydarzyła się w Katowicach, to przede wszystkim ludzki dramat. Ale z pewnością dotknęła też gołębie.

- To prawda. Zginęło bardzo dużo ptaków. I to bardzo dobrych ptaków. Przecież na tej wystawie znalazły się najlepsze gołębie z wystaw okręgowych. To największa doroczna wystawa gołębi pocztowych w kraju.

Co dzieje się teraz z tymi gołębiami, które przetrwały?

- Wszystkie są zarejestrowane. Wiele z nich wyjęto razem z klatkami i oddano hodowcom. Te, które wydostały się z rumowiska, powoli wracają do swoich gołębników. Ale część z nich na pewno zginie. Lot utrudniają między innymi zimowa aura, brak pożywienia i polujące jastrzębie.

Czy katastrofa mogła w jakiś sposób oszołomić ptaki i sprawić, że straciły orientację?

- Raczej nie. Były zamknięte w klatkach. Zresztą krótko przed zawaleniem dachu wszystkie ponoć patrzyły w górę. One dużo lepiej wyczuwają zagrożenie niż ludzie.

Mogły słyszeć, że coś złego zaczyna się dziać?

- Jakoś to odczuwały, ale trudno powiedzieć, którym zmysłem.

Obiektywy kamer pokazywały siedzące na rumowisku gołębie. Dlaczego nie wszystkie od razu zaczęły wracać?

- To nie były gołębie pocztowe. To rasowe gołębie ozdobne. Te już nigdy stamtąd nie odejdą. Chyba, że zostaną zwabione i wyłapane. Ale w tej chwili nikt nie ma głowy o tym myśleć.

Czyli nie zostanie tam żaden gołąb pocztowy.

- Na pewno nie. Kiedy klatka się otwiera, on wylatuje i od razu zaczyna zmierzać w kierunku swojego gniazda.

Czy katowicka tragedia zmieniła coś w środowisku hodowców?

- Powiem tak - ta katastrofa dotyczy jednakowo hodowców gołębi, jak i ludzi, którzy w ogóle nie byli związani z gołębiami i przyszli tylko obejrzeć wystawę. Wszyscy o tym rozmawiają i przede wszystkim współczują.

Czy wśród hodowców pojawiają się głosy, że w obliczu tej tragedii chcieliby zrezygnować ze swojej pasji?

- To jest niemożliwe. Z gołębiem się człowiek rodzi i z gołębiem umiera. Nie da się od tego odejść.

A może ludzie mają żal, że pojechali tam za swoją pasją, która przyniosła śmierć...

- Ja to widzę inaczej. Przecież to był przypadek, że katastrofa wydarzyła się w czasie wystawy gołębi. To duże centrum wystawiennicze i co tydzień odbywa się tam coś innego. To mogło dotknąć wszystkich. Zresztą dotknęło. Cały kraj.

Rozmawiały: Kinga ZYDOROWICZ Karolina STERNAL

Wybrane dla Ciebie
Tragedia w Szwajcarii. Zdjęcia wskazują przyczynę
Tragedia w Szwajcarii. Zdjęcia wskazują przyczynę
Silny wiatr i zamiecie śnieżne. Pogoda znów będzie niebezpieczna
Silny wiatr i zamiecie śnieżne. Pogoda znów będzie niebezpieczna
Zawarli sojusz wyborczy. Chcą zablokować Pełczyńską-Nałęcz
Zawarli sojusz wyborczy. Chcą zablokować Pełczyńską-Nałęcz
Śmiertelne lawiny we włoskich Alpach. Są ofiary
Śmiertelne lawiny we włoskich Alpach. Są ofiary
Pomoc dla Gazy pod znakiem zapytania. Jest apel do Izraela
Pomoc dla Gazy pod znakiem zapytania. Jest apel do Izraela
34 ciała w Houston w 2025 roku. Rosną obawy przed seryjnym mordercą
34 ciała w Houston w 2025 roku. Rosną obawy przed seryjnym mordercą
Masakra w DRK. Islamiści zabili co najmniej 16 osób
Masakra w DRK. Islamiści zabili co najmniej 16 osób
Rosyjskie statki u brzegów Europy. Setki portugalskich akcji
Rosyjskie statki u brzegów Europy. Setki portugalskich akcji
FBI udaremniło zamach dżihadysty. Planował atak na supermarket
FBI udaremniło zamach dżihadysty. Planował atak na supermarket
Media: Izrael wzmacnia siły przy granicy z Libanem
Media: Izrael wzmacnia siły przy granicy z Libanem
Silne trzęsienie ziemi w Meksyku. Są ofiary i zniszczenia
Silne trzęsienie ziemi w Meksyku. Są ofiary i zniszczenia
Ograniczenie mediów społecznościowych dla młodzieży? Trwają prace
Ograniczenie mediów społecznościowych dla młodzieży? Trwają prace