Tajemnicze serce Bałtyku. Produkują okręty jak z filmów science-fiction
Budowanie okrętów podwodnych to zdolność, którą posiadają nieliczne państwa na świecie. Prawdziwa elita elit branży stoczniowej, a skomplikowanie projektu okrętu i jego mechanizmów można porównać do promu kosmicznego. Dlatego stocznie, w których powstają tego typu łodzie, są jednymi z najpilniej strzeżonych miejsc na świecie. Tak samo jest w szwedzkiej Saab Kockums w Karlskronie.
Karlskrona żyje morzem i w XVII w. powstała dzięki niemu. Stało się to po tym, jak król Karol XI Wittelsbach po drugiej wojnie północnej zdecydował o przeniesieniu dowództwa Marynarki Wojennej na południe. Powód był prosty - lód nie utrudnia żeglugi, jak to miało miejsce w Sztokholmie. Od tego czasu miasto pełni kluczową rolę w życiu szwedzkiej floty.
Spacerując po Karlskronie, niemal na każdym kroku można poczuć jej silne związki z morzem - zarówno w krajobrazie, jak i w miejskiej architekturze oraz atmosferze. Począwszy od Stortorget, monumentalnego placu otoczonego przez budynki z surowego kamienia, w których mieściły się m.in. dawne urzędy morskie.
Kilka ulic dalej, za rzędami starych domów i przyjaznym spojrzeniem pomnika rosenboma przy kościele Admiralicji, rozciąga się Stumholmen – niegdyś zamknięty świat marynarki wojennej, dziś teren otwarty dla mieszkańców i turystów. To tam mieści się Muzeum Marynarki Wojennej, w którym znajdują się dwa historyczne okręty podwodne.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo
Chłopcy mieli zielone światło. Kobieta się nie zatrzymała
Za muzeum, na południowym skraju miasta, leży coś znacznie bardziej współczesnego – niemal nierealnego w swoim zaawansowaniu. Stocznia Saab Kockums. Za szczelnymi bramami, w cieniu suwnic i wśród rozległych hal, rodzą się okręty podwodne – konstrukcje, które równie dobrze mogłyby być obiektami z powieści science-fiction.
Wstęp dla nielicznych
Każda stocznia budująca okręty podwodne jest niezwykle dobrze chroniona. Nie inaczej jest w przypadku stoczni Saab Kockums w Karlskronie. Osoby z zewnątrz mogą wejść tylko na zaproszenie, otrzymują opiekuna, a telefony komórkowe lądują w specjalnych pudełkach, które uniemożliwiają jakąkolwiek łączność i nagrywanie.
- Musicie, jak przed laty korzystać z długopisów i notesów - mówił dziennikarzom wiceprezes Saab Kockums Lars Brännström.
Na każdym kroku zwiedzającym dyskretnie towarzyszy uzbrojona ochrona i każdy ruch jest obserwowany. Można poruszać się wyłącznie po wyznaczonej trasie za przewodnikiem. Lars Brännström bardzo chętnie odpowiadał na pytania o filozofię budowy okrętów podwodnych, ale na pytania o szczegóły techniczne można było usłyszeć, albo wymowną ciszę, albo śmiech skwitowany słowy "chciałbyś to wiedzieć". Tajemnica ponad wszystko.
Nie może to dziwić. Budowę nowoczesnego okrętu podwodnego można porównać do budowy promu kosmicznego, a jego wyposażenie objęte jest najwyższą tajemnicą. Nowe silniki są w obudowach. Rzędy miejsc na wszelkiego typu detektory odpowiednio osłonięte. Śruba napędowa, choć już gotowa jest głęboko ukryta. To jeden z najbardziej tajnych elementów okrętu podwodnego. Od niej bowiem w dużej mierze zależy, jak duży ślad akustyczny zostawi okręt. A cisza na okręcie podwodnym jest najważniejsza.
Dlatego właśnie każda rura przechodząca przez grodzie jest osadzona w amortyzującej obejmie, która ma tłumić potencjalne zgrzytnięcia. Każdy silnik czy element wyposażenia ma gumowe amortyzatory. Kadłub od wewnątrz jest wyłożony dźwiękochłonnymi matami, niczym w studiu nagraniowym, aby na zewnątrz nie wydobył się najmniejszy hałas.
Z tego powodu również tak ważny jest odpowiedni napęd. Nowoczesne małe okręty podwodne są wyposażone w taki, który niezależny jest od powietrza, czyli AIP. Systemy takie jak napęd przy wykorzystaniu ogniw wodorowo-tlenowy, czy silnik Stirlinga, pozwalają na długotrwałe przebywanie pod wodą bez konieczności wysuwania chrap. Dzięki temu okręt może przebywać w ukryciu znacznie dłużej, niż okręty z klasycznym napędem diesel-elektrycznym, wyposażone w chrapy.
Budowa modułowa
Od czasów drugiej wojny światowej popularna stała się modułowa budowa jednostek pływających. Znana jest głównie z budowy jednostek nawodnych, ale i podwodne również można tak budować. Takie podejście umożliwia elastyczność w produkcji, naprawach i modernizacji okrętów podwodnych. Poszczególne segmenty jednostki są budowane jako oddzielne, niezależne moduły, które następnie są montowane w jednym miejscu, tworząc kompletną, wyposażoną jednostkę, gotową do wyjścia w morze.
- Dzięki modularnej budowie, proces produkcji staje się bardziej elastyczny i mniej czasochłonny - wyjaśnia Brännström. Poszczególne sekcje okrętu podwodnego mogą być produkowane równocześnie w różnych halach, co skraca czas realizacji projektu. Dodatkowo, każda z części może być testowana i modyfikowana niezależnie.
- W całym cyklu życia jednostki modułowa konstrukcja sprawia, że okręt podwodny jest łatwiejszy do modyfikacji i naprawy. Jeśli jakieś elementy systemu ulegną uszkodzeniu lub wymagać będą aktualizacji, np. można wymienić elementy napędu poprzez wymianę całego modułu, co zmniejsza czas przestoju okrętu - dodaje.
Szwedzi i Niemcy tak właśnie czynią w przypadku tzw. MLU, czyli modernizacji w połowie cyklu życia. Na starszych jednostkach wymieniają elementy na te, które mają być zamontowane na najnowszych okrętach. Tak obecnie dzieje się z okrętami typu Gotland, które modernizowano z wykorzystaniem systemów, które trafią na budowane okręty projektu A26. W ten sposób załogi obejmujące najnowsze jednostki są już obeznane z wyposażeniem i zapewniona jest płynność w szkoleniu i obsłudze.
Okręty podwodne dla Polski
Aktualnie budowane w Stoczni Saab Kockums w Karlskronie okręty projektu A26 są oferowane w postępowaniu dla Marynarki Wojennej RP. Jest to jedna z trzech najpoważniejszych ofert, którą polscy decydenci powinni brać pod uwagę.
Dość istotną kwestią jest to, że Szwedzi mają jeszcze w zanadrzu okręty typu A-17 "Södermanland" i "Östergötland", które można by było wydzierżawić. W Polsce nawet takie plany były, jednak negocjacje prowadzone przez ekipę Mariusza Błaszczaka dość szybko wyhamowały. Stwierdzono, że oferta jest zbyt droga.
Niestety nie wiadomo, czy obecnie rząd równolegle z kontraktem na budowę nowych jednostek, prowadzi rozmowy w sprawie rozwiązania pomostowego. Dla marynarzy ostatni dzwonek wybił już lata temu, kiedy opuszczono bandery na okrętach typu Kobben, a ORP "Orzeł" więcej czasu spędza na stoczni niż w morzu.
Aktualnie trwające postępowanie jest już ratowaniem w praktycznie beznadziejnej sytuacji. Sytuacja na Bałtyku jest coraz bardziej napięta.
Sławek Zagórski, dziennikarz Wirtualnej Polski