newsroom (strona 30 z 65)

Czy Polska byłaby gotowa na atak z powietrza? "To wszystko zależy"
WIDEO

Czy Polska byłaby gotowa na atak z powietrza? "To wszystko zależy"

Czołgi Abrams już niedługo w Polsce. Staniemy się "potęgą pancerną"? – Liczy się cały system obronny. Polska jest średnim państwem w Europie i posiada średnie siły zbrojne, ale prawdą jest, że te działania, której w tej chwili trwają, są działaniami przyśpieszonymi, które poprawiają zdolności obronne państwa – mówi w programie "Newsroom" WP generał prof. Bogusław Pacek, dyrektor Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego. Jak dodaje, nie chodzi o same czołgi. - Chodzi o to, żebyśmy mieli odpowiednią liczbę artylerii – dodaje. Jego zdaniem, potęga militarna to jednak zbyt duże słowo. – (…) Patrzymy na szereg innych elementów, szczególnie na system obrony powietrznej. Bo to, czego ja się najbardziej obawiam, to ataku ze strony powietrza i tutaj: Polska powinna robić jak najwięcej w systemie zarówno Wisła, jak i Narew, w tych dwóch programach, żeby zabezpieczyć kraj z góry, jeśli chodzi o parasol powietrzny – mówi gen. prof. Pacek. Zapytany o to, czy gdyby Rosja zaatakowała nas dzisiaj, bylibyśmy w stanie skutecznie się obronić, odpowiada: - Mamy takie środki, jakie mamy. To wszystko zależy, od tego czym byśmy byli zaatakowani, jaką liczbą rakiet, jakimi rakietami. Dopiero wtedy można by było to ocenić. Zależy to też od miejscowości – kontynuuje. Zwraca uwagę, że nasz system obrony przeciwlotniczej posiada baterie Patriot, ale (…) "gotowość całego systemu obrony powietrznej wymaga jeszcze wielu środków, wielu nakładów i czasu, żeby nazwać go skutecznym w pełni". – A jeżeli mówimy o obronie w ogóle państwa, to jest przekonany, że tak – podkreśla. – Dzisiaj gotowość państw NATO jest wyjątkowa, ta solidarność jest wyjątkowa. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości – uspokaja ekspert. – Natomiast jeśli chodzi o obronę powietrzną, to szczera odpowiedź brzmi w taki sposób, że żadne państwo tu położone w tej części Europy nie ma takiego skutecznego systemu, który chroniłby państwa flanki wschodniej przed atakami z powietrza, przed atakami rakietowymi – gdyby takie ataki rzeczywiście były zmasowane, gdyby było ich dużo. W związku z powyższym przyjście z pomocą, jeżeli chodzi o ochronę przed rakietami (…) nie jest takie proste, bo trudno działać ze Stanów Zjednoczonych czy z jakiś odległych miejsc europejskich, broniąc nieba nad Litwą, Łotwą, Estonią czy Polską. W związku z powyższym wszyscy, którzy interesują się tą tematyką, zdają sobie sprawę z tego, że to są potrzeby, które wciąż muszą być uzupełniane – stwierdza gość WP.
Stopiony pas na lotnisku w Anglii, pociągi stoją. "To absolutny rekord"
WIDEO

Stopiony pas na lotnisku w Anglii, pociągi stoją. "To absolutny rekord"

Ekstremalne upały w Wielkiej Brytanii. – Ten kraj nigdy takich temperatur nie przeżywał, przynajmniej tych, jakie są prognozowane. Dziś w Londynie i w południowej części Anglii może być ok. 41, a nawet 42 st. i to będzie rzeczywiście absolutny rekord – mówi w programie "Newsroom" WP mieszkający w Wielkiej Brytanii dziennikarz Artur Kieruzal. Do godziny 12 w Charlwood w hrabstwie Surrey odnotowano na termometrach 39,1 st., co stanowi rekord w historii pomiarów w kraju. – Ta fala gigantycznych upałów bardzo utrudnia życie. Domy są absolutnie nieprzygotowane do takich temperatur, łagodna zima i łagodne lato sprawiły, że budynki mają bardzo słabą izolację, co oznacza, że w bardzo wielu domach jest po prostu jak w piekarniku – dodaje. – Transport publiczny kuleje. Szyny kolejowe nie wytrzymują takich temperatur, nagrzewają się, rozprężają i wyginają. Wiele pociągów na terenie całej Anglii zostało już - do niedzieli - odwołanych albo zostały spowolnione, co oznacza, że miliony Brytyjczyków nie mogły dotrzeć na miejsce na czas – relacjonuje. – Władze apelowały, aby w ciągu najbliższych dni unikać transportu publicznego, bo w pociągach po prostu może być bardzo gorąco i mogą nie dojechać ze względu na uszkodzenia – dodaje. Przypomniał, że na lotnisku w Luton roztopił się pas startowy. – Co sprawiło, że lotnisko zostało wyłączone na czas nieokreślony, nie wiadomo, kiedy ruch lotniczy wróci w tamto miejsce. To pokazuje, jak bardzo ten kraj jest nieprzygotowany do zmian klimatu, które rozpędzają się w ciągu ostatnich lat – wskazuje reporter. Upał obniżył także poziom wód w rzekach i jeziorach, nienotowany w Wielkiej Brytanii od dekad. – W sobotę rząd zdecydował się wprowadzić gradację alertów - czerwonych na terenie całej Anglii i częściowo w Walii, a bursztynowych - w całej Wielkiej Brytanii. Służby ratunkowe musiały przygotować się do tej fali upałów – mówi. Szpitale zwolniły pacjentów, którzy nie wymagali natychmiastowej interwencji lekarskich, aby zwiększyć liczbę dostępnych łóżek.
"Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyli". Rekordowe upały
WIDEO

"Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyli". Rekordowe upały

Skąd fala upałów w Europie? – Trzeba pamiętać, że robi się cieplej na całej Ziemi. To pompowanie gazów szklarniowych do atmosfery, najczęściej się mówi o dwutlenku węgla, to coraz wyższa temperatura atmosfery i po prostu masa gorącego powietrza afrykańskiego coraz głębiej będzie się wbijać nam w północne regiony – mówi w programie "Newsroom" WP prof. Bogdan Chojnicki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. Ekspert podaje przykłady upałów w Wielkiej Brytanii, Indiach i Rosji. – Warto pamiętać, że jest to część globalnego ocieplenia, o którym mówimy od wielu lat, a które się realizuje na naszych oczach poprzez różnego rodzaju rekordy ciepła – wyjaśnia. Przyczynia się do tego też stapianie mas lodowych na północy globu.– Jeżeli ktoś jeszcze ma wątpliwości, że zmiana klimatu występuje, to proszę przyjrzeć się Brytyjczykom: jak są nieprzygotowani na fale upałów. To oznacza, że nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczali – uważa specjalista. – To jest taki powiew upału, którego tam nie spotykano. I to jest dowód, że naprawdę zmienia się klimat – wskazuje. – Ta masa powietrza afrykańskiego to olbrzymia, rozgrzana masa ciepłego powietrza, ona już powolutku do nas dopływa, ale nie będzie w tak spektakularny sposób na nas oddziaływać – dodaje. Jakiej temperatury zaś możemy spodziewać się w Polsce? – Wygląda na to, że nie będzie aż tak gorąco – mówi profesor, ale podkreśla, że to, jak Polacy odczuwają gorąco, też się diametralnie zmieniło. – Gdyby 35 stopni zdarzyło się w 80. roku, to byśmy byli ciężko zszokowani. A dzisiaj rozmawiamy o 35 stopniach i mówimy: nie będzie tak gorąco. Proszę zauważyć, jak zmienia się percepcja wysokich temperatur. To wyraźny sygnał, że klimat się zmienia – zaznacza. Dni z temperaturą ponad 30 stopni zdarzały się w latach 80. kilka razy w roku. A już przewidywania sprzed 15 lat wskazywały, że "liczba tych ciepłych dni po prostu będzie nam rosła" - ostrzega ekspert.
Pierwszy przypadek małpiej ospy we Wrocławiu. "To jest źródło krajowe"
WIDEO

Pierwszy przypadek małpiej ospy we Wrocławiu. "To jest źródło krajowe"

Mamy pierwszy przypadek małpiej ospy we Wrocławiu. Zakażony pacjent przebywa na oddziale prof. Krzysztofa Simona, który był gościem programu "Newsroom" WP. – Został przyjęty do mojej klinki (…). Czuje się dobrze. To już jest zakażenie krajowe, ponieważ ten pacjent nie wyjeżdżał za granicę – zaznaczył prof. Simon. – Czuje się dobrze, ma typowe zmiany dla ospy, to znaczy niezupełnie typowe – na części skóry ma typowe zmiany dla małpiej ospy, pozostałe są zupełnie odbiegające, stąd były takie wątpliwości diagnostyczne (…). Leczymy go z objawów, nie wymaga agresywnej terapii – mówił. Jak dodał specjalista, do zakażenia "doszło na terenie kraju". Wiemy, jak doszło, ale jest to przedmiot dochodzeń sanepidu – wyjaśnił. Dopytywany o objawy, jakie zaobserwowano u pacjenta, wymieniał: - Poczuł się źle, pojawiła się gorączka, powiększenie węzłów chłonnych, pojawiła się wysypka, zupełnie niespecyficzna. Przysłał go czujny lekarz POZ – mówił. – Ponieważ zmiany były tak charakterystyczne, uznałem, że to jest podejrzenie małpiej ospy i się potwierdziło. Pomijając, że jest w tej grupie ryzyka nabycia zakażenia – poinformował prof. Simon. Pytany, ile może potrwać hospitalizacja pacjenta, odparł, że "2-3 tygodnie na pewno". – Najważniejsze jest jednak to, żeby wychwycić źródło tego zakażenia, bo to jest źródło krajowe – dodał. Czy aby to zrobić, należy odizolować osoby zakażone? – Tak, bo jednak jest jakieś źródło, gdzie się pacjent zakaził i to jest przedmiot dochodzenia sanepidu. Wiemy, że na pewno nie wyjeżdżał z kraju, więc to jest tutejsze źródło, polskie – powtarzał gość WP. Jak natomiast leczony jest pacjent z małpią ospą? Jak mówił prof. Simon, głównie za pomocą środków przeciwgorączkowych, środków przeciwbólowych i środków zewnętrznych na zmiany skórne. – Czuje się dobrze i coraz lepiej. Przestał od wczoraj gorączkować – powiedział. Zapytany z kolei o to, czy możemy spodziewać się kolejnej epidemii – tym razem małpiej ospy – stanowczo zaprzeczył. – Nie. Nie wpadajmy w szaleństwa. Są przypadki ospy, ale ta choroba nie jest tak zakaźna jak COVID czy grypa jako taka – odpowiedział.
Afera wokół podręcznika do HiT. "Blamaż i skandal"
WIDEO

Afera wokół podręcznika do HiT. "Blamaż i skandal"

Opiniowany przez Ministerstwo Edukacji podręcznik do Historii I Teraźniejszości zawiera szczegółowy opis kontaktów pedofilskich jednego z niemieckich polityków. Eksperci mówią o "werbalnej pornografii" i mocno krytykują fragment książki. Sprawę komentował w programie "Newsroom" WP Marcin Konrad Jaroszewski, dyrektor XXX LO im J. Śniadeckiego w Warszawie. - Trudno tę książkę nazwać podręcznikiem. To jest jakiś zbiór opowieści prof. Roszkowskiego, kiedyś cenionego historyka, dziś - mam wrażenie - sfrustrowanego konserwatysty, któremu świat mocno uciekł. To opinie zawierające mnóstwo manipulacji i przekłamań - stwierdził. Co powinien zrobić minister edukacji i nauki? W ocenie dyrektora Przemysław Czarnek ma w tej sytuacji ma do podjęcia "dwie ważne decyzje". - Pierwsza to wywalenie w trybie natychmiastowym osób, które wrzuciły go na tę minę, druga - podanie się do dymisji - wyjaśnił. - Problemem nie jest to, że jakieś wydawnictwo wydaje jakąś książkę. Problemem jest to, że urzędujący minister edukacji promuje książkę, w której są zawarte takie treści - podkreślił. - To powinna być ostatnia decyzja ministra Czarnka, bo inaczej musi się przyzwyczaić, że przy wymienianiu jego funkcji pojawi się określenie "PTP" - promujący treści pedofilskie - kontynuował Jaroszewski. Co jeśli, mimo wszystko, podręcznik trafi do nauczycieli? - To będzie blamaż ministerstwa i absolutny skandal - oznajmił gość WP.
Natalia Durman Natalia Durman