Trwa ładowanie...
db89qqz

"Święty" gangster z Meksyku. Wrócił zza grobu, ludzie stawiali mu kapliczki i modlili się o jego stawiennictwo

• Nazario Moreno Gonzalez był potężnym meksykańskim gangsterem
• Dowodził kartelem Rycerzy Templariuszy
• W charakterystyczny sposób łączył religię chrześcijańską i brutalną działalność
• Jego osoba była obiektem kultu, stawiano mu kapliczki
• W 2010 r. policja ogłosiła jego śmierć
• Gonzalez przeżył i wykorzystał to do budowy swojej legendy
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Patrol wojskowy
Patrol wojskowy (AFP, Fot: Yuri Cortez)
db89qqz

Nazario Moreno Gonzalez najpierw zginął w 2010 roku. A po raz drugi w 2014 roku. W czasie swoich żywotów znany był jako El Mas Loco (Największy Szaleniec - hiszp.). Ten meksykański gangster stworzył kartel narkotykowy Rycerzy Templariuszy, który w przedziwny sposób łączył przestępczość zorganizowaną z boskim posłannictwem.

Pierwsza śmierć, drugie życie, druga śmierć

Po raz pierwszy został uśmiercony przez meksykańską policję w zaciętej i krwawej obławie, w której uczestniczyło 2 tys. policjantów i 500 gangsterów. Przynajmniej taką oficjalną wersję przedstawiali funkcjonariusze. Po tej akcji Gonzalez miał swój grób, choć nikt nie pofatygował się, by sprawdzić, kto faktycznie w nim spoczywa, choć prezydent Felipe Calderon publicznie mówił o wielkim zwycięstwie nad kartelem Templariuszy.

db89qqz

Po pierwszej śmierci lidera, kartel, który za życia El Mas Loco i tak miał w sobie aż nadto symboliki zaczerpniętej z chrześcijańskich wierzeń, nabrał jeszcze bardziej "boskiego" charakteru. Zwolennicy gangstera, związanego z południowo-zachodnim stanem Michoacán, zaczęli stawiać mu kapliczki i pomniki. Niektórzy modlili się o wstawiennictwo Gonzaleza.

Kult narastał, szczególnie, że zaczęły pojawiać się plotki o cudownych widzeniach El Mas Loco. Mieszkańcy Michoacán opowiadali, że czasami przechadza się po ulicach, ubrany na biało, jak przystało na templariusza. Z czasem widzenia stały się powszechne. Jak donosi reporter serwisu The Daily Beast, tylko jednego dnia w 2014 roku rozmawiał z trzema osobami, które mówiły, że faktycznie widziały Gonzaleza.

Dziennikarz początkowo nie chciał dać wiary sensacjom o duchu, ale szybko znalazły swoje potwierdzenie, choć nie miało ono nic wspólnego ze zjawiskami nadprzyrodzonymi. W marcu 2014 meksykańskie wojsko ogłosiło, że El Mas Loco nie zginął w 2010 roku. Armia podała też, że tym razem sprawa jest zamknięta raz na zawsze i Gonzalez faktycznie został zabity w operacji meksykańskich marines.

Drobny diler

Gonzalez wywodził się ze stanu Michoacán, jednego z najbardziej religijnych regionów i tak religijnego Meksyku. Rodzice ochrzcili go, nadając mu imię Nazario, które samo w sobie jest odwołaniem do Jezusa z Nazaretu.

db89qqz

Nie tylko religijność Michoacán odcisnęła piętno na El Mas Loco. Także geografia stanu pomogła mu robić karierę w narkobiznesie. Region, położony na zachodnim wybrzeżu Meksyku, u stóp gór Sierra Madre, jest strategicznie ważnym punktem w przerzucie narkotyków w górę linii wybrzeża Pacyfiku.

Narkotykowe know-how młody Nazario poznał w amerykańskiej Kalifornii, w której mieszkał jako nastolatek. Tam zobaczył kwitnący uliczny handel i szybko zainteresował się tematem. Zaczął od niewielkiej dystrybucji marihuany, którą hodował w rodzinnym Michoacán, a dzięki legalnemu pobytowi mógł bez problemu kursować między Meksykiem a USA.

Duchowa przemiana

Początkowo Nazario był stereotypowym kryminalistą. Lubił się zabawić, przyciągać uwagę kobiet, wzbudzać strach. Nie unikał bójek, nawet takich, w którym musiał dźgać przeciwników i to nożami, które należały do nich. Szybko zapracował więc na opinię loco. Na ścieżkę "świętości" wkroczył po tym, jak zostali zamordowani jego czterej bracia, a on sam został niemal śmiertelnie pobity i skończył z metalową płytką w czaszce.

db89qqz

Po tych epizodach przeprowadził się do Teksasu, a ze sobą zabrał swoje "przedsiębiorstwo". Przy okazji zaczął uczęszczać na spotkania AA, a z nich trafił do jednego z kościołów ewangelickich.

Koniec Kolumbii, początek Meksyku

Minęły 90. lata, w których Gonzalez był jedynie płotką w narkotykowym handlu, choć trzeba przyznać, że płotką o bardzo drapieżnym usposobieniu. Wraz z końcem dekady dawny szlak karaibski, na którym kolumbijscy gangsterzy dorobili się fortun, był już tylko wspomnieniem. Już w pierwszej połowie Kolumbijczycy zainteresowali się nowymi drogami zbytu.

Od Stanów Zjednoczonych oddzielał ich szereg państewek i wielki Meksyk. Na początku wieku Amerykanie szacowali, że to właśnie z Meksyku trafia do nich około 90 proc. kokainy. Ale nie kończyło się tylko na pośredniczeniu w przerzucie, bo gangsterzy zza miedzy wycinali coraz większe kawałki narkotykowego ciasta. W sukurs szli im zarówno lokalni, jak i centrali politycy oraz skorumpowana policja.

db89qqz

Macki gangsterów się rozrastały. Z dopływem pieniędzy wzmacniały się lokalne wpływy, rósł strach, ale i podziw mieszkańców, pęczniały szeregi skorumpowanych policjantów. W Michoacán silną pozycję miał Carlos Rosales, powiązany Kartelem Zatoki. El Mas Loco był człowiekiem Rosalesa w Stanach Zjednoczonych. Gdy boss wpadł w wojskowej obławie w 2004 roku, wraz szeregiem innych wysoko postawionych lokalnych gangsterów, Gonzalez wiedział, że nadszedł jego moment. Wrócił do domu.

Rządy w Ziemi Świętej

Najpierw Gonzalez, dzięki przychylności kartelu Los Zetas, pozbył się lokalnych wrogów i założył gang La Familia (Rodzina - hiszp.). Później sam przegonił Zetas, mobilizując Rodzinę pod hasłem odparcia inwazji (Zetas pochodzą ze wschodniego wybrzeża Meksyku). Od tej chwili w Michoacán rządził El Mas Loco, a swoje rządu znaczył zdekapitowanymi ciałami. We wszystko mieszał Boga - przy pięciu uciętych głowach znajdywano informacje o treści: "Niech ludzie się dowiedzą, oto jest boska sprawiedliwość". Dochodziło też do biczowań, a nawet ukrzyżowań.

Po starciu z Zetas rozpoczął działalność "ewangelizacyjną". Spisał swoje "Myśli", które rozdał poplecznikom. Nie brakowało w nich biblijnych motywów. Co więcej, ludzie, którzy poznali Nazario, twierdzą, że faktycznie było on głęboko wierzącym człowiekiem, kierującym się religijnymi wizjami.

db89qqz

Zarabiane pieniądze Goznalez inwestował także w swoje bezpieczeństwo, wkrótce utrzymywał armię kilku tysięcy ludzi, a władze w Meksyku właśnie jego organizację wytypowały do zniszczenia w pierwszej kolejności.

W skali Meksyku, efektem rządów podobnych "liderów", choć nie tak "religijnych", było 17 tys. ofiar śmiertelnych w 2011 roku w walkach pomiędzy kartelami a służbami bezpieczeństwa. To wtedy zaczęto otwarcie mówić o wojnie narkotykowej.

Templariusze zgubieni przez chciwość

El Mas Loco wykorzystał nieudolną akcję z 2010 roku w specyficzny dla siebie sposób - został "świętym". "Duch" Gonzaleza przemianował La Familię na Los Caballeros Templarios (Rycerze Templariusze - hiszp.). Symbolem gangsterów stał się czerwony krzyż, a szef "zakonu" ustalił 53 reguł, których mieli przestrzegać jego "rycerze".

db89qqz

Reporter The Daily Beast zwraca jednak uwagę, że to wszystko było tylko dziwaczną otoczka, bo w rzeczywistości chodziło tylko o pieniądze. Gang przejmował nie tylko handel narkotykami, ale także nielegalne kopalnie żelaza, ściągał haracze na masową skalę, a nawet spenetrował rolnictwo i czerpał zyski ze zbiorów awokado, limonek oraz hodowli bydła.

To właśnie chciwość zgubiła "świętego". Lokalna społeczność, która przez lata bała się gangstera, ale jednocześnie go szanowała, od 2013 roku zaczęła się organizować w samozwańcze straże obywatelskie. Zaczęto niszczyć kapliczki, poświęcone Gonzalezowi, a w niewydolnym Meksyku, gdzie nie można liczyć na służby państwowe, zorganizowane grupki rozpoczęły polowania na Rycerzy Templariuszy.

Co ciekawe, do dziś nie wiadomo, jak faktycznie zginął Nazario. Oficjalna wersja mówi, że żołnierze zabili go w kryjówce, inna, że zdradzili go jego ludzie, którzy mieli go wydać samozwańczym strażnikom. Pewne jest jedynie, że tym razem to był koniec. Świadkowie jego pogrzebu nie mają wątpliwości, że w trumnie spoczywał właśnie El Mas Loco.

db89qqz

Podziel się opinią

Share

db89qqz

db89qqz
Więcej tematów