Sondażowe światy równoległe
Wybory na Węgrzech to jedne z najbardziej wyczekiwanych politycznych wydarzeń roku w Europie, bo mogą doprowadzić do końca hegemonii Viktora Orbána. Trwa ona nieprzerwanie od 2010 r. Czy tak będzie? Poza bieżącą analizą polityczną punktem odniesienia dla wszystkich obserwatorów są sondaże. Magia liczb pozwala szybko i wygodnie wizualizować rzeczywistość - pisze dla Wirtualnej Polski Dominik Héjj.
Na Węgrzech mamy jednak do czynienia z dość nietypową sytuacją – sondażowych światów równoległych. Jeszcze nigdy w historii pomiarów wyborczych dysproporcje między dwoma grupami instytucji badań opinii publicznej nie były tak ogromne. Termin "grupy" jest tu bardzo umowny. Mamy bowiem pracownie sympatyzujące z rządzącymi, przede wszystkim Nézőpont Intézet, Századvég, Centrum na rzecz Praw Podstawowych czy Instytut 21 wieku. Z drugiej zaś strony mamy ośrodki, które z władzą nie sympatyzują: Medián, Republikon, Publicus, Závecz, Centrum Badawcze 21.
Przyjrzenie się temu, do którego worka wrzucilibyśmy daną pracownię, jest ważne z perspektywy późniejszej analizy danych. Dotychczas to właśnie ośrodki niezwiązane z rządzącymi lepiej przewidywały rzeczywistość polityczną. Te prorządowe upewniają koalicję, że wszystko jest pod kontrolą, a rezultat wyborczy będzie dla nich korzystny. Ta przewaga wynosi od kilku do kilkunastu punktów procentowych. Co ciekawe, trend ten nie ulega zmianie pomimo ujawnienia, że wewnętrzne badania Fideszu potwierdzają, że TISZA prowadzi co najmniej dziesięcioma punktami.
Od zawsze pozostaję zwolennikiem i zachęcam Państwa, by szukać badań, które uwzględniają wyborców niezdecydowanych, to jest takich, którzy nie wiedzą, czy pójdą głosować bądź na kogo zagłosują. To są badania, które w węgierskiej rzeczywistości sprawdzają się najlepiej. Dlaczego? Bowiem w zależności od sondażowni mniej więcej od 20 do 30 proc. wyborców jeszcze nie wie, na kogo zagłosuje. To jest ta grupa, do której swój przekaz formułuje zarówno TISZA, jak i Fidesz. To ci wyborcy zdecydują, kto będzie rządził. Dane, które uwzględniają tę grupę, są zazwyczaj mniej spektakularne. Przewaga nie wynosi wówczas nawet dwudziestu punktów procentowych, a jedenaście.
Pracownie niesprzyjające Fideszowi podają dane właśnie w takich kategoriach. Inaczej jest natomiast wśród pracowni z rządzącymi sympatyzującymi. Te albo w ogóle nie podają takich danych, albo w ich badaniach odsetek wyborców niezdecydowanych wynosi zaledwie 12-15 proc., to jest nawet dwukrotnie mniej niż w przypadku badań konkurencji.
Zagadnienie skali rozbieżności między sondażami ośrodków prorządowych i z rządem niewspółpracujących zostało podjęte przez dziennikarzy śledczych portalu Átlátszó. Rzecz w tym, że jeszcze nigdy dysproporcje nie były tak zauważalne. Dziennikarze uważają, że dane ośrodków prorządowych mają dwa zasadnicze cele. Po pierwsze, mają wpisywać się w "propagandę sukcesu" rządzących, a tym samym uspokoić elektorat Fidesz-KDNP. Zdaniem dziennikarzy prorządowe sondaże mają wpływać na nastroje społeczne. Fidesz umacnia się w tych sondażach w czasie, w którym opozycja organizuje wydarzenia mobilizujące, np. konwencje. Chodzi o wywołanie efektu, że rządzących i tak nie da się pokonać.
Fidesz traci jednak w kolejnym badaniu tuż po tym wydarzeniu, po to, by z kolei zwolennicy Fideszu nie uznali, że mogą się już tak bardzo nie angażować. Zwrócono również uwagę, że sztuczne "pompowanie" sondaży obozu rządzącego na kilka tygodni przed wyborami może być przygotowaniem pod narrację, która zostanie uruchomiona w sytuacji, w której Fidesz wybory przegra, a więc kwestionowanie wyniku.
Strony wzajemnie zarzucają sobie stronniczość i nierzetelność. Wyniki pochodzące spoza własnej bańki są wyśmiewane i dyskredytowane. To z kolei potwierdza przekonanie o chęci manipulowania opinią publiczną oraz wpływania na wynik wyborów.
Péter Magyar premierem
Ten tekst byłby niepełny bez przytoczenia aktualnego badania sondażowego. Pracownia Republikon opublikowała 26 lutego wyniki badania, które skupia się nie tyle na bieżących preferencjach partyjnych, ile na wierze wyborców w zmianę władzy. Na pytanie, kto powinien zostać premierem (gdyby respondenci mogli o tym zdecydować samodzielnie), 45 proc. ankietowanych wskazało Pétera Magyara, a 37 proc. Viktora Orbána. Odsetek osób niezdolnych (lub niechcących) odpowiedzieć na to pytanie wyniósł 18 proc.
Różnice w odpowiedziach stają się szczególnie wymowne przy ich analizie przez pryzmat preferencji partyjnych. Nie zaskakuje niemal 100-procentowe poparcie dla swoich liderów w twardych elektoratach obu obozów. Dwie trzecie zwolenników skrajnie prawicowego Mi Hazánk – jedynej takiej partii z realnymi szansami na wejście do parlamentu poza głównymi dwoma ugrupowaniami – wskazuje Orbána jako premiera (co jest zrozumiałe). Lider opozycji może liczyć na poparcie zaledwie 7 proc. wyborców. Jednakże aż jedna trzecia odmówiła odpowiedzi. Z kolei wśród niezdecydowanych – więc, jak wskazano wcześniej, kluczowej grupy z perspektywy Fideszu i Mi Hazánk – Pétera Magyara preferuje 35 proc., a Viktora Orbána 20 proc. W tej grupie 45 proc. ankietowanych nie udzieliło odpowiedzi. Żartując – niezdecydowani jeszcze bardziej niezdecydowani.
Będzie zmiana władzy
Respondenci, odpowiadając na pytanie, czy po kwietniowych wyborach nastąpi zmiana władzy, częściej wskazują odpowiedź twierdzącą (46 proc. wobec 40 proc.). 14 proc. ankietowanych nie udzieliło odpowiedzi na to pytanie.
Spójrzmy ponownie na grupę wyborców niezdecydowanych. W niej nieco częściej respondenci wyrażają przekonanie, że zmiana rządu jednak nie nastąpi (32 proc. wobec 28 proc.). Jednakże aż 40 proc. badanych z tej grupy nie wie, czy dojdzie do zmiany władzy. W efekcie lekko przeważają tu ci, którzy spodziewają się zwycięstwa Fideszu – mimo że ich osobiste sympatie skłaniają się raczej ku Magyarowi.
To, co odróżnia sytuację obecnej opozycji przed wyborami od stanu, z którym mieliśmy do czynienia przed wyborami w 2014, 2018 i 2022 r., to głęboka wiara w szansę na sukces. 90 proc. zwolenników TISZA jest pewnych, że do zmiany dojdzie. W grupie tej 39 proc. wyraża przekonanie, że "zdecydowanie" dojdzie do zmiany premiera. W obozie Fideszu suma twierdzących, że nie dojdzie do ustąpienia szefa rządu, wynosi 87 proc., w tym aż 68 proc. jest absolutnie pewnych takiego rozstrzygnięcia.
Dla Wirtualnej Polski Dominik Héjj
Dr Dominik Héjj - politolog specjalizujący się w polityce węgierskiej i autor książki "Węgry na nowo".