Skazany na dożywocie ma zapłacić policji odszkodowanie
20 tys. odszkodowania ma zapłacić Komendzie Wojewódzkiej Policji w Katowicach odsiadujący wyrok dożywocia za zabójstwo 27-letni Radosław P., były żołnierz Legii Cudzoziemskiej, który pięć lat temu zranił w Częstochowie dwóch ścigających go policjantów - uznał Sąd Okręgowy w Poznaniu.
Postrzeleni policjanci otrzymali za utratę zdrowia od śląskiej policji rekompensatę. W okresie leczenia wypłacano im pełne pensje. Komendant śląskiej policji w związku z tym wystąpił o wypłatę odszkodowania na rzecz Skarbu Państwa - poinformował st. asp. Jacek Pytel z biura prasowego śląskiej policji.
W październiku 2001 r. częstochowski sąd okręgowy wymierzył Radosławowi P. wyrok dożywocia za zabójstwo 16-letniego chłopaka, postrzelenie 15-latka i zranienie dwóch ścigających go policjantów. Zgodnie z wyrokiem Radosław P. dopiero po 35 latach więzienia będzie się mógł ubiegać o warunkowe przedterminowe zwolnienie z zakładu karnego. Skazano go także na 10 lat pozbawienia praw publicznych, wypłacenie 30 tys. zł odszkodowania rannemu chłopcu i zapłacenie nawiązek na rzecz instytucji społecznych.
Pozwany podnosił podczas procesu, że ponieważ odsiaduje karę nie będzie w stanie zapłacić odszkodowania. Tę kwestię sąd pozostawia poza dyskusją - uzasadniała wyrok sędzia Zofia Lehmann.
Do zdarzenia doszło 29 czerwca 1999 r. w lesie koło Silpia niedaleko Włoszczowy (woj. świętokrzyskie). Dwaj chłopcy zbierali jagody. Arkadiusz Ż., który przyjechał tu na wakacje z Sosnowca, kończył tego dnia 16 lat i wraz z miejscowym kolegą, 15-letnim Tomaszem C., zbierał owoce na urodzinowy tort. Niespodziewanie pojawił się Radosław P., który zapytał o drogę, a następnie bez powodu oddał do chłopców po kilka strzałów. Arkadiusz Ż. zginął na miejscu, Tomasz C. odniósł ciężkie rany.
Policja zorganizowała obławę, użyto psów tropiących i śmigłowca. Podejrzanemu udało się uciec. Przebrany w cywilne ubranie dotarł do Szczekocin, skąd znajomy wieczorem przywiózł go samochodem do Częstochowy. Około północy Radosław P. zatrzymał w Częstochowie samochód, prosząc o podwiezienie do hotelu. Na głównej ulicy miasta pojazd ten został zatrzymany przez policję po raz pierwszy, ponieważ pasażer nie miał zapiętych pasów bezpieczeństwa. Kilka minut później na ulicy Krakowskiej samochód zatrzymali do kontroli policjanci z nieoznakowanego wozu patrolowego. Kiedy jeden z nich poprosił o otwarcie leżącej na tylnym siedzeniu torby Radosław P. wyjął pistolet maszynowy Scorpion i oddał w kierunku funkcjonariuszy kilka krótkich serii. Wtedy drugi z funkcjonariuszy wypalił do zatrzymanego samochodu. Radosław P. uciekł, zabierając broń pierwszego policjanta. W fiacie został jego automat oraz torba, w której były m.in. pistolet TT, tłumik, paralizator, rękawiczki, kajdanki.
Zdaniem sądu, "tylko cud" uratował życie funkcjonariuszy, bo Radosławowi P. zaciął się automat. Obu rannych policjantów zabrano do szpitala. Za podejrzanym ruszyła następna obława, która po kilkunastu minutach zlokalizowała go na terenie jednej z fabryk.
Wtorkowy wyrok nie jest prawomocny. Nie wiadomo, czy P. będzie się od niego odwoływał, jego obrońcy nie było na sali rozpraw podczas ogłoszenia wyroku.