Skandal w Piasecznie. Nowe fakty ws. wykorzystania policjantki
Do gwałtu na policjantce miało dojść w gabinecie dowódcy kompanii - wynika z nieoficjalnych ustaleń Onetu. Według ich informacji, podejrzewany nie został zatrzymany bezpośrednio po zdarzeniu, ponieważ pokrzywdzona nie zgłosiła sprawy od razu.
Onet opisuje nowe okoliczności zdarzenia w ośrodku Oddziału Prewencji w Piasecznie z nocy 3 stycznia. Ich informatorzy twierdzą, że nie było krzyków, ani "walenia w drzwi". W pewnym momencie kobieta opuściła gabinet dowódcy, nie zgłaszając od razu, co się wydarzyło. W związku z tym nikt nie zatrzymał Marcina J., gdy chwilę później opuszczał jednostkę.
Nowe fakty ws. zdarzenia w Piasecznie
- Tylko że w tym momencie nikt jeszcze, oprócz sprawcy i pokrzywdzonej, nie wiedział, co właściwie zaszło. Taką informację dyżurny OPP otrzymał o godz. 5.30, mniej więcej dwie godziny od zdarzenia - powiedziała Onetowi Katarzyna Nowak, rzeczniczka Komendy Głównej Policji.
Według nieoficjalnych informacji portalu, podejrzany został odwieziony do domu prywatnym samochodem, którym jednak nie kierował sam.
Jak już też informowaliśmy, rano (4 stycznia), na polecenie przełożonego, pojawił się ponownie na komendzie. O godz. 8.15 wykonano trzykrotne badanie alkomatem. Wynik: 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu, pięć godzin po imprezie.
Po złożeniu zeznań przez pokrzywdzoną, mężczyzna nie opuścił już budynku komendy. O godz. 14 funkcjonariusze zatrzymali go i przesłuchali. Prokurator przedstawił zarzut z art. 197 kodeksu karnego, który dotyczy gwałtu oraz wymuszenia czynności seksualnej. Za ten czyn grozi od 2 do 15 lat więzienia.
Źródła: Onet, Radio Zet, WP