Burza po wydarzeniach w Piasecznie. Policja reaguje na fake newsy
Stołeczna policja zapowiedziała identyfikację autorów treści z nieprawdziwymi informacjami o oddziale prewencji policji w Piasecznie. Komenda poinformowała, że w internecie wykorzystywany jest wizerunek policjantów, niebędących ani podejrzanym, ani pokrzywdzoną w śledztwie.
Najważniejsze informacje:
- Policja zapowiada ustalenie danych osób rozpowszechniających nieprawdziwe treści i wykorzystujących wizerunki funkcjonariuszy.
- KSP podkreśla, że to narusza dobra osobiste i wprowadza opinię publiczną w błąd.
- Sprawa dotyczy śledztwa ws. gwałtu w jednostce OPP w Piasecznie.
Stołeczna policja poinformowała, że w internecie krążą nieprawdziwe treści o wydarzeniu w oddziale prewencji, a wraz z nimi bezprawnie wykorzystywany jest wizerunek policjantów, którzy nie są stronami postępowania. Policja zapowiada działania wobec autorów i zapowiada kroki prawne.
Według komunikatu, w sieci pojawiły się treści naruszające dobra osobiste funkcjonariuszy i wprowadzające w błąd opinię publiczną. Zaangażowano policjantów zwalczających cyberprzestępczość i śledczych, którzy mają ustalić dane publikujących oraz dążyć do pociągnięcia ich do odpowiedzialności.
"W sieci pojawiły się nieprawdziwe informacje dotyczące wydarzenia w OPP w Warszawie, w których bezprawnie wykorzystywany jest wizerunek policjantów niebędących ani podejrzanym, ani pokrzywdzoną w śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę. To działanie naruszające dobra osobiste funkcjonariuszy oraz wprowadzające opinię publiczną w błąd" - czytamy w komunikacie stołecznej policji.
"Nie ma zgody na dezinformację, manipulację oraz bezprawne wykorzystywanie wizerunku policjantów" - podkreśliła policja.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Gwałt na policjantce. Komenda w Piasecznie wydaje oświadczenie
Sprawa gwałtu na policjantce
Sprawa komunikatu wiąże się z prowadzonym śledztwem dotyczącym zdarzenia w jednostce w Piasecznie.
Do gwałtu miało dojść w miniony weekend na terenie największego w kraju oddziału prewencji w Piasecznie pod Warszawą. Dowódca jednej z kompanii pił alkohol po służbie na terenie jednostki. W pewnym momencie miał zamknąć się w pokoju z młodą policjantką, a jej krzyk usłyszeli inni funkcjonariusze, którzy sforsowali drzwi.
Niedługo potem policjantka zgłosiła napaść na tle seksualnym. Zatrzymanemu dowódcy prokurator przedstawił zarzut z art. 197 par. 1 Kodeksu karnego, dotyczący zgwałcenia oraz wymuszenia czynności seksualnej. Jeszcze w weekend komendant stołeczny mł. insp. Krzysztof Ogroński zawiesił podejrzanego i uruchomił procedurę zwolnienia go ze służby.
Poszkodowana funkcjonariuszka pozostaje pod opieką psychologa.
Podejrzanemu grozi od 2 do 15 lat więzienia.
PRZECZYTAJ TAKŻE: Gwałt na policjantce. Jest dymisja
"Nie ma zamiatania sprawy pod dywan"
Kontrolę w jednostce zarządzili komendanci główny i stołeczny. Postępowanie sprawdzające prowadzi też inspektor nadzoru wewnętrznego w MSWiA.
Do śledztwa odniósł się minister sprawiedliwości Waldemar Żurek w Polsat News. - Nie ma zamiatania sprawy pod dywan i to jest bardzo dobra informacja przede wszystkim dla obywateli. Bez względu na to, kto jakie stanowisko zajmuje – wszyscy jesteśmy równi wobec prawa – powiedział
Zdaniem Waldemara Żurka "system zadziałał". – Oczywiście dramatem jest to, że w takim miejscu, wśród ludzi, którzy powinni przestrzegać prawa, dzieją się takie rzeczy, ale ja, jako były sędzia, zawsze mówię: "czekajmy na wyrok" – powiedział.