Rzucał się na policjantów, postawiono mu zarzuty. Teraz przerywa milczenie

"Sytuacja polityczna, zachowanie policji, "wypier...j" wykrzyczane przez policjanta, bezprawne użycie gazu... To wszystko się nałożyło" - tłumaczy w pierwszym wywiadzie dla OKO.press po postawieniu zarzutów Michał Modlinger. Mężczyzna został oskarżony o użycie przemocy wobec policji na proteście pod Pałacem Prezydenckim 26 lipca.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Michał M. na proteście
Michał M. na proteście (TVP Info, Fot: TVP)
WP

Prokuratura kilka dni temu przedstawiła zarzuty agresywnemu mężczyźnie, który brał udział w proteście przed Pałacem Prezydenckim i rzucał się na policjantów. 28-latek nie przyznał się do winy i odmówił składania zeznań. Zniknął na kilka tygodni, nie ujawniał swojej tożsamości. Teraz postanowił przerwać milczenie.

Modlinger postanowił porozmawiać z portalem OKO.press.

WP

- Wolałem pozostać anonimowy, bo pracuję w branży filmowej. Jestem na piątym roku na wydziale operatorskim w szkole filmowej w Łodzi. Zależy mi, żeby kojarzono mnie jako operatora filmowego, a nie jako awanturnika. Oczywiście nie chodzi o to, żeby odcinać się od tego, że nie popieram obecnego rządu - tłumaczy Modlinger.

28-latek żali się, że spotkał go "niewyobrażalny hejt". - Czytałem komentarze, że dla takich, jak ten skaczący osobnik, może komory gazowe powinny dalej obowiązywać. Wiadomo, to internet, ale czytanie tego rodzaju komentarzy jest przykre. Wyroków śmierci mam już kilka, obietnic pobić i wyzwisk od ubeków kilkadziesiąt. To zabawne, bo mój ojciec był działaczem Solidarności. W jego teczce jest informacja, że odmówił współpracy. Współtworzył redakcję Wiadomości TVP w latach 90., pracował w „Wyborczej” - mówi OKO.press Modlinger.

WP

Jego obrońcą - jak pisała niedawno Wirtualna Polska - zdecydował się zostać współpracujący z opozycją mecenas Jarosław Kaczyński. W jego przekonaniu Modlinger jest niewinny. - Dla mnie to oczywiste - mówił Wirtualnej Polsce adwokat. - Byliśmy na przesłuchaniu, postawiono mu zarzuty: przeszkadzanie policjantowi w zabezpieczeniu manifestacji i naruszenie nietykalności. Pan Michał nie przyznał się do winy - informował Kaczyński.

"Moje działanie było emocjonalne"

Co o zarzutach prokuratury mówi sam Modlinger? - Wbrew pozorom głównym zarzutem nie jest naruszenie nietykalności policjanta, tylko “używanie przemocy lub groźby bezprawnej w celu zaniechania prawnej czynności służbowej”, czyli art. 224 par. 2 kodeksu karnego oraz używanie słów uważanych powszechnie za obraźliwe [art. 141 kodeksu wykroczeń – red.]. Może chodzi o “ZOMO”? Zresztą, tak naprawdę wszystkie te słowa były skandowane wspólnie z tłumem. Zarzuty odnoszą się do dwojga policjantów, w tym do policjantki, która nie została jeszcze zidentyfikowana - wyjaśnia w wywiadzie dla OKO.press.

WP

Jak dodaje: - Policja nie wystawiła za mną listu gończego. Ale w praktyce byłem poszukiwany. Choć zgłosiłem się na policję i umówiliśmy się na przesłuchanie, nie wiedzieć czemu oni nadal mnie szukali.

Modlinger w rozmowie opowiada, jak - w jego ocenie - zachowywała się policja podczas demonstracji 26 lipca. 28-latek twierdzi, że osoby demonstrujące "były przyciskane do ściany, ich ruchy były krępowane". - Wołali do ludzi o interwencję. Zorientowałem się, że jedną z tych osób jest nauczyciel z mojego liceum przy ul. Bednarskiej. Nigdy mnie nie uczył, ale zawsze był aktywną postacią i zawsze darzyłem go sympatią, jak chyba wszyscy. To sprawiło, że byłem bardziej emocjonalnie poruszony tą sytuacją. Starałem się jakoś do nich dotrzeć - tłumaczy.

Modlinger przyznaje, że chciał "przedrzeć się przez kordon", a jego "działanie było emocjonalne". - Może nie miało większego sensu, ale ponieważ widziałem, że są osaczeni i szukają pomocy, uznałem, że to najlepszy pomysł. Ale nie udało mi się to. Wtedy jeden z policjantów powiedział do mnie: “wypier...j”. Co mnie dodatkowo zdenerwowało - wyjaśnia mężczyzna.

Jak twierdzi, policjanci używali gazu. - Nie zauważyłem, żeby ktoś z demonstrantów użył gazu wcześniej, widziałem za to policjanta bez czapki, półtora metra ode mnie, który zza pleców kolegów wyciągnął coś, co przypominało sprej i psiknął - mówi Modlinger.

WP

"Boję się o swoją przyszłość"

Czy żałuje swojego zachowania? - Ja jestem po prostu osobą dość ekspresyjną. Jeżeli coś mnie rozemocjonuje i na czymś mi zależy, to reaguję w sposób niestonowany. Absolutnie nie miałem na celu zrobić krzywdy ani naruszyć jakichś dóbr policjantów (...) Żałuję tego, że kierowałem swoje żale w kierunku policjantów stojących w pierwszym rzędzie, chociaż oni sami mogli nie mieć nic wspólnego z zatrzymaniem. Tego, że skierowałem je personalnie do nich. To było nieodpowiednie - przyznaje.

Mówi też, że "boi się o swoją przyszłość zawodową". - Można sobie wyobrazić, że mogę mieć w przyszłości problem z zatrudnieniem w pewnych instytucjach. Ufam jednak w niezależność Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i innych organizacji finansowanych ze środków publicznych. Prócz tego nie wierzę, że to będzie się za mną ciągnęło przez całe życie - konkluduje 28-latek.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

WP
WP
WP