Rosyjskie obozy koncentracyjne. Putin ma za nic prawo międzynarodowe
Skrajnie wychudzeni, z widocznym zanikiem mięśni, z połamanymi kośćmi, nieleczonymi ranami oraz śladami tortur - w takim stanie Ukraińcy wracają z rosyjskiej niewoli. Mimo licznych dowodów na bestialstwo Rosjan społeczność międzynarodowa jedynie raportuje i ubolewa.
Rosyjska niewola od początku pełnoskalowej wojny w wielu przypadkach jawi się jako gorsza niż śmierć. Mówią o tym Ukraińcy, którzy jej doświadczyli. Jeńcy są bici podczas przesłuchań, przetrzymywani w przepełnionych celach, pozbawiani snu i dostępu do podstawowej higieny.
Wielu z nich wspomina o regularnych "procedurach wychowawczych", które polegały na zbiorowych pobiciach, rażeniu prądem lub długotrwałym staniu w wymuszonych pozycjach. Charakterystyczne jest to, że tortury z reguły nie miały żadnego związku z uzyskiwaniem informacji. Były karą samą w sobie. Zupełnie jak w sowieckich łagrach.
- Cholernie boli, kiedy masz złamane żebra, porażone prądem genitalia albo zerwane paznokcie. Ale ból w końcu mija, rany się goją, a głód nie opuszcza cię ani na sekundę. Zabija powoli, każdego dnia - mówił Wład, jeden z bohaterów reportażu Wirtualnej Polski: "Pamiętaj: robaków rozgryzać nie wolno". Głód w rosyjskiej niewoli zabija powoli.
Jeńcy wojenni w Rosji. Wzięli go za "brytyjskiego szpiega". Słuch po nim zaginął
Wirtualne prawo
Rosja nie może zasłaniać się niewiedzą ani brakiem zobowiązań. Federacja jest sygnatariuszem czterech Konwencji Genewskich z 1949 r. oraz ich dodatkowych protokołów, które regulują sposób traktowania jeńców wojennych. Dokumenty te zakazują tortur, nieludzkiego traktowania, kar zbiorowych oraz upokarzania.
Równocześnie nakładają obowiązek zapewnienia opieki medycznej, odpowiedniego wyżywienia i warunków bytowych. Z prawnego punktu widzenia rosyjskie władze nie mają żadnej furtki interpretacyjnej, która pozwalałaby na usprawiedliwienie obserwowanych praktyk.
Mimo tych zobowiązań Rosja od początku wojny zachowuje się tak, jakby międzynarodowe prawo humanitarne jej nie dotyczyło. Skargi kierowane do Organizacji Narodów Zjednoczonych, raporty misji monitorujących i dokumentacja zbierana przez organizacje praw człowieka zawsze spotykają się z taką samą reakcją. Kreml zaprzecza jakiemukolwiek łamaniu prawa lub oskarża autorów o manipulacje, rusofobię albo zachodnią propagandę.
Obozy koncentracyjne
Rosyjskim obozom jenieckim bliżej do obozów koncentracyjnych. Wzięci do niewoli Ukraińcy trafiają bowiem zarówno do oficjalnych kolonii karnych, jak i do improwizowanych ośrodków przetrzymywania, zlokalizowanych na okupowanych terytoriach Ukrainy lub w głębi Rosji. W wielu przypadkach są to dawne więzienia, hale przemysłowe albo baraki wojskowe, przystosowane naprędce do masowego przetrzymywania ludzi.
Warunki bytowe są celowo utrzymywane na poziomie granicznym. Przeludnione cele, brak wentylacji, minimalne racje żywnościowe i permanentny chłód lub upał mają osłabiać fizycznie i psychicznie więźniów. Opieka medyczna w praktyce nie istnieje. Nawet poważne rany są ignorowane, a leki – jeśli w ogóle się pojawiają – stają się narzędziem nagradzania posłuszeństwa. Zupełnie jak na terenach okupowanych, gdzie dostęp do leczenia Rosjanie uzależnili od przyjęcia rosyjskiego obywatelstwa.
Wielu uwolnionych żołnierzy wspomina, że najbardziej bali się nie bicia, lecz infekcji, która w normalnych warunkach byłaby błaha, ale w niewoli mogła oznaczać śmierć. Jest to w wielu przypadkach bardzo widoczne na ciałach żołnierzy, którzy wrócili na Ukrainę w ramach wymiany jeńców.
Torturowani, głodzeni i zniszczeni
Symbolem rosyjskich tortur stał się Andrij Perewerziew, na którego ciele rosyjscy oprawcy wycięli napis "Sława Rosji". Perewerziew trafił do niewoli pierwszego dnia wojny i spędził w niej niemal półtora roku. Rosjanie pojmali go, kiedy został ranny. Nie trafił do szpitala, ale jeszcze na froncie został pobity, "żeby nie zapomniał, gdzie jest". Został wywieziony na tyły, gdzie nim go opatrzono, torturowano go podczas przesłuchań. Wrócił do domu w maju 2025 r. podczas wymiany jeńców wynegocjowanej w Stambule.
Innym udokumentowanym przypadkiem jest Władysław Drozdow, obrońca Mariupola z 36. Samodzielnej Brygady Piechoty Morskiej, który wrócił na Ukrainę w czerwcu 2025 r. Po trzech latach niewoli był lżejszy o blisko czterdzieści kilogramów. Drozdow relacjonował, że przez wiele miesięcy nie widział lekarza, mimo poważnych urazów kręgosłupa i miednicy, a pobicia były jedyną reakcją strażników na prośby o pomoc. Wspominał także, że oprawcy zmuszali więźniów do klęczenia w rzędach, przyciskając głowy do pleców więźniów z przodu, podczas gdy strażnicy przechodzili po ich plecach.
Znany jest również przypadek Maksyma Butkewycza, byłego dziennikarza i obrońcy praw człowieka, który po dostaniu się do niewoli został poddany izolacji, gdzie był torturowany fizycznie i psychicznie, a na koniec - po sfingowanym procesie - trafił do kolonii karnej skazany za działalność wywrotową. W niewoli spędził prawie dwa lata.
Bezradność ONZ
Mimo licznych dowodów, które zostały opisane w raportach ONZ, organizacja nie ma możliwości, aby zdyscyplinować Rosję. Federacja jest stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa z prawem weta i skutecznie paraliżuje wszelkie próby wyciągnięcia zbrodni na światło dzienne.
Rosja, będąc formalnie związana międzynarodowymi umowami, w praktyce demonstruje, że prawo wojny obowiązuje tylko wtedy, gdy jest dla niej wygodne. Dopóki łamanie Konwencji Genewskiej będzie kończyło się jedynie kolejnym raportem i dyplomatyczną formułą, dopóty rosyjskie obozy jenieckie pozostaną miejscem, w którym prawo międzynarodowe istnieje wyłącznie na papierze.
To kolejny dowód na to, że ONZ jest w zasadzie instytucją fasadową, która realnie niewiele może. Niestety, każda próba reformowania jest torpedowana przez kraje, którym nie zależy na prawach człowieka.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski