Rosjanie nie kryją radości. Na taką kłótnię w NATO czekali latami
Kreml z satysfakcją obserwuje wewnętrzne spory Zachodu, uznając je za szansę na realizację swojego nadrzędnego celu, czyli rozbicie jedności między Europą a USA – uważa Marek Menkiszak, ekspert ds. Rosji w Ośrodku Studiów Wschodnich. Ostatnio współpracownik Putina Kiryłł Dmitrijew w serii wpisów przekonywał, że spór USA z Europą o Grenlandię oznacza faktyczny rozpad NATO.
Kiryłł Dmitrijew, jeden z kluczowych ludzi na Kremlu, w serii wpisów na platformie X twierdzi, że spór między USA a Europą o Grenlandię to zapowiedź rozpadu NATO. W swoich komentarzach przekonuje również, że niemrawa reakcja państw Unii Europejskiej na żądania Donalda Trumpa oznacza – jego zdaniem – "szybką kapitulację". Rosjanin odnosił się m.in. do efektów spotkania ambasadorów państw UE, którzy uzgodnili plan zintensyfikowania działań mających odwieść Donalda Trumpa od nałożenia ceł na europejskich sojuszników.
Sprawa ma być omawiana na nadzwyczajnym szczycie UE w Brukseli, gdzie jednym z rozważanych wariantów jest pakiet ceł na import z USA o wartości 93 mld euro, który mógłby wejść w życie 6 lutego po sześciomiesięcznym zawieszeniu. "Wszystkie opcje leżą na stole, potem odbędą się rozmowy z USA w Davos, a następnie spotkają się przywódcy" – powiedział agencji Reuters jeden z dyplomatów UE, podsumowując plan Brukseli.
Spór o Grenlandię. Rosja nie kryje radości
– To, co dziś obserwujemy, jest dla Rosji wyjątkowo korzystne – komentuje w rozmowie z WP Marek Menkiszak, kierownik Zespołu Rosyjskiego w Ośrodku Studiów Wschodnich. – Od dekad jednym z nadrzędnych celów strategicznych Kremla jest wbijanie klina między Stany Zjednoczone a Europę oraz stopniowa erozja NATO. Kryzys w Sojuszu to scenariusz, o którym Moskwa marzy i w żaden sposób tego nie ukrywa – tłumaczy ekspert.
Jak dodaje, Rosjanie nie podejmą w tej sytuacji radykalnych działań. – Rosja kieruje się zasadą, że jeśli przeciwnik sam sobie szkodzi, nie należy mu w tym przeszkadzać. Dlatego Kreml będzie raczej cierpliwie czekał na dalszą eskalację sporów po stronie Zachodu – podsumowuje.
– Rosja wykorzystuje spór wokół Grenlandii przede wszystkim propagandowo – podkreśla Menkiszak. – Kreml wysyła do Europejczyków sygnał słabości, sugerując, że nie mają oni realnych narzędzi nacisku i muszą porozumiewać się zarówno z Waszyngtonem, jak i z Moskwą. Jednocześnie do Stanów Zjednoczonych kierowany jest przekaz, że Rosja "rozumie" politykę stref wpływów i użycia siły w obronie interesów bezpieczeństwa.
W tym kontekście – jeśli Grenlandia mogłaby trafić pod kontrolę USA – Ukraina jest przez Kreml traktowana wprost jako element rosyjskiej strefy wpływów. Zdaniem eksperta OSW dotyczy to również szerszych żądań wobec Europy Środkowo-Wschodniej, w tym postulatów stopniowej demilitaryzacji regionu, które Rosja od lat podnosi na arenie międzynarodowej.
Jaki jest cel takiej gry Rosji?
Kiryłł Dmitrijew, który jest także specjalnym przedstawicielem Kremla i jednym z uczestników rozmów pokojowych z Amerykanami – przywołuje przy tym wypowiedzi samego Władimira Putina, który z demonstracyjną wyrozumiałością odniósł się do amerykańskich roszczeń wobec Grenlandii. W styczniu rosyjski prezydent podkreślał, że działania USA nie są niczym nadzwyczajnym, ponieważ Stany Zjednoczone od lat formułowały podobne ambicje. Dmitrijew, niejako dopowiadając tę narrację, uznał amerykańskie dążenia do przejęcia Grenlandii za "zrozumiałe".
Jak wyjaśnia ekspert OSW, Rosja nie dysponuje realnymi narzędziami, by wymusić na Stanach Zjednoczonych konkretne decyzje. Zamiast tego Moskwa wysyła do Waszyngtonu "pozytywne sygnały", licząc na pogłębianie się kryzysu transatlantyckiego i na to, że Europa stanie się głównym przeciwnikiem politycznym i gospodarczym USA. Rosja spróbuje wówczas występować jako partner gotowy do współpracy na czysto biznesowych zasadach.
Zdaniem rozmówcy WP, Kreml liczy na to, że poprzez składane obietnice współpracy gospodarczej – m.in. w Arktyce, sektorze energetycznym czy przy eksploatacji metali rzadkich – uda się doprowadzić do erozji zachodniego systemu sankcji i wstrzymania wsparcia militarnego dla Ukrainy. Ostatecznym celem tych działań nie jest realne partnerstwo z USA, lecz technologiczna i finansowa rekonstrukcja Rosji kosztem rozpadu solidarności transatlantyckiej.
– Chodzi o wciągnięcie Amerykanów w proces, który doprowadziłby nie tylko do zaniechania nowych sankcji, ale do stopniowego znoszenia już obowiązujących restrykcji – mówi WP Marek Menkiszak.
– Celem nie jest poważna współpraca gospodarcza, lecz skłonienie Stanów Zjednoczonych do zniesienia sankcji oraz uruchomienie transferu pieniędzy i technologii do Rosji. To doprowadziłoby do rozpadu całej zachodniej polityki sankcyjnej, ponieważ bez Amerykanów Europejczykom byłoby niezwykle trudno utrzymać jedność – ocenia Menkiszak.
W logice Kremla Ukraina, pozbawiona zdecydowanego wsparcia USA, miałaby zostać pozostawiona sama sobie, co – jak zakłada Moskwa – oznaczałoby jej szybkie osłabienie. Bez poważnego wsparcia Zachodu, w tym przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, Ukraina nie byłaby w stanie długo utrzymać zdolności obronnych. I właśnie na taki scenariusz liczy Rosja.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski