Rosja szykuje uderzenie na pas twierdz. "Może ruszyć szybciej, niż zakładamy"
Rosja szykuje wiosenną ofensywę na Kramatorsk i Słowiańsk - ostatnie duże miasta pod kontrolą Ukrainy w Donbasie. Ale Ukraińcy nie czekają biernie. Po raz pierwszy w tej wojnie wysłali na Rosję więcej dronów dalekiego zasięgu niż Rosjanie na Ukrainę. Jednocześnie prewencyjnie niszczą rosyjskie wyrzutnie i systemy obrony powietrznej na kierunkach spodziewanego uderzenia. Zdaniem analityków, z którymi rozmawiała Wirtualna Polska, ofensywa może ruszyć najpóźniej w połowie maja.
- Rosja przygotowuje wiosenno-letnią ofensywę w Donbasie. Wizyty gen. Gierasimowa na froncie to sygnał znany z poprzednich kampanii - uderzenie może ruszyć najpóźniej w połowie maja.
- Głównym celem ma być Kramatorsk i Słowiańsk - tzw. pas twierdz, ostatnia główna linia ukraińskiej obrony w regionie.
- Zmienia się sposób walki. Rosja odchodzi od dużych kolumn pancernych na rzecz rozproszonych ataków piechoty wspieranych dronami, artylerią i bombami szybującymi. Ukraina odpowiada rekordowymi atakami w głąb Rosji. W marcu po raz pierwszy liczba ukraińskich dronów dalekiego zasięgu zrównała się z rosyjskimi. W jedną noc Ukraińcy wysłali niemal 500 bezzałogowców.
- Generał Gierasimow wizytuje kolejne odcinki frontu, prowadzi odprawy, które są nagłaśniane propagandowo. Przy okazji przekazywane są informacje o rzekomych sukcesach, często niezgodne z rzeczywistością. To typowy dla rosyjskiej armii sygnał, który poprzedza wznowienie działań na większą skalę - mówi WP płk Piotr Lewandowski, weteran i wykładowca wojskowy.
Zdaniem rozmówcy WP ofensywa może rozpocząć się szybciej, niż się powszechnie zakłada. Najpóźniej w połowie maja, ale wiele wskazuje, że wcześniej ruszy kolejny etap rosyjskich działań zaczepnych. Płk Piotr Lewandowski zwraca uwagę, że mimo dużych strat Rosja nadal jest w stanie prowadzić działania ofensywne.
- Rosjanie mają problem z uzupełnianiem strat. Widać to choćby po systemie wynagrodzeń dla żołnierzy kontraktowych, gdzie najpierw stawki obniżono, a teraz znów są podnoszone, co można odczytać jako niedobór chętnych - tłumaczy. - Nie oznacza to jednak paraliżu rosyjskiej armii. Zdolność do działań zaczepnych zostanie utrzymana, choć zapewne przy mniejszym udziale siły żywej - zaznacza.
Pierwsze sygnały zbliżającej się ofensywy już widać. 19 marca sztab Sił Zbrojnych Ukrainy poinformował, że siły rosyjskie rozpoczęły atak na trzech kierunkach jednocześnie, angażując piechotę, dziesiątki pojazdów opancerzonych oraz ponad 100 motocykli, buggy i pojazdów terenowych. Skala akcji wyraźnie przekraczała to, co obserwowano na froncie w ostatnich miesiącach.
Rosja zbiera siły przed zadaniem ciosu
Kluczowe pozostaje pytanie o kierunek uderzenia. W poprzedniej fazie walk Rosjanie zaskoczyli Ukraińców, koncentrując siły na odcinku na zachód od Pokrowska, co doprowadziło do przełamania frontu i utraty tej miejscowości oraz Myrnohradu.
Tym razem, według płk. Piotra Lewandowskiego, scenariusz może być inny. - Sądzę, że głównym kierunkiem będzie uderzenie na Kramatorsk i Słowiańsk - mówi. Chodzi o tzw. pas twierdz w Donbasie - system silnie ufortyfikowanych pozycji obronnych, rozciągających się od Siewierska właśnie przez Słowiańsk po Kramatorsk. To ostatnia główna linia ukraińskiej obrony w regionie. Jej przełamanie otworzyłoby Rosji drogę w głąb obwodu donieckiego. Rosjanie mogą próbować ataku z kilku kierunków jednocześnie, m.in. od strony Siewierska i Łymanu, aby przełamać obronę i otworzyć sobie drogę dalej na zachód.
Jak dodaje, o wyniku starć coraz częściej decyduje technologia. – Kluczową rolę odgrywa dziś system rozpoznania i rażenia oparty na dronach, artylerii, a w przypadku Rosji także na bombach szybujących i lotnictwie. Te elementy w połączeniu mają stopniowo miażdżyć ukraińską obronę - podsumowuje płk Lewandowski.
Wojna trwa. W tle toczą się negocjacje pokojowe
Podobne wnioski płyną także z analiz ukraińskich ekspertów. W ich ocenie sytuacja na froncie nie jest "zamrożona", a działania Rosji mają charakter ciągły - niezależnie od toczących się rozmów politycznych.
Jak podkreśla Pawło Łakijczuk, ekspert wojskowy z Centrum Studiów Globalnych "Strategia 21", walki trwają bez przerwy, choć z różnym natężeniem. W jego ocenie mówienie o nagłej eskalacji bywa mylące, bo działania zbrojne nie ustały ani na moment. - Zmienia się jedynie ich intensywność w poszczególnych rejonach. Negocjacje nie mają przy tym realnego wpływu na sytuację na froncie - powiedział Łakijczuk, cytowany przez Ukraińską agencję Unian.
Zdaniem ukraińskiego analityka obecne starcia to w istocie kontynuacja kampanii rozpoczętej jesienią ubiegłego roku. Rosji nie udało się osiągnąć wszystkich zakładanych celów operacyjnych – mimo zdobycia części miejscowości brakuje jej zasobów, by prowadzić głęboką ofensywę na tyłach ukraińskich sił.
Analitycy Instytutu Badań nad Wojną (ISW) wskazują, że nadchodząca bitwa o rejon Kramatorska może być jednym z kluczowych etapów wojny w Donbasie. W ocenie ekspertów rosyjska armia modyfikuje sposób prowadzenia operacji. Odchodzi od klasycznych, dużych uderzeń zmechanizowanych kolumn na rzecz bardziej rozproszonego użycia sił – równoległych ataków piechoty, wsparcia artylerii, dronów oraz lotnictwa na różnych osiach natarcia. Celem ma być stopniowe "ściskanie" ukraińskiego systemu obrony i tworzenie warunków do okrążania kluczowych punktów oporu.
Kramatorsk i Słowiańsk to niejedyny kierunek. Rosyjskie plany na 2026 rok obejmują również odcinek zaporoski, gdzie Rosja mogłaby próbować operacji manewrowej na bardziej otwartym terenie - w przeciwieństwie do gęstej zabudowy miejskiej w Donbasie. Ukraiński analityk wojskowy Konstantin Maszowec ocenia, że ofensywa może ruszyć pod koniec kwietnia na obu kierunkach jednocześnie.
Stawka nadchodzącej bitwy jest ogromna. Gdyby rosyjskim wojskom udało się zmusić Ukrainę do wycofania się z rejonu Kramatorska i Słowiańska, oznaczałoby to konieczność budowy nowych linii obronnych dalej na zachód i pozwoliłoby Kremlowi ogłosić opanowanie całego obwodu donieckiego, co jest jednym z głównych deklarowanych celów wojny. Analitycy ukraińskiego projektu DeepState szacują jednak, że zdobycie ostatnich fragmentów obwodu może Rosji zająć co najmniej dwa lata i kosztować kolosalne straty.
Równolegle do walk na linii frontu trwa inny, coraz bardziej intensywny wymiar wojny - wzajemne uderzenia dronowe w głąb terytoriów obu państw. Skala rośnie z miesiąca na miesiąc. W pierwszych miesiącach 2026 roku Ukraina podwoiła tempo ataków dalekiego zasięgu na Rosję - z dwóch uderzeń na noc pod koniec ubiegłego roku do średnio czterech, a liczba dronów przenikających w rosyjską przestrzeń powietrzną wzrosła ze średnio 50-70 do 100-200 na noc. W marcu po raz pierwszy w tej wojnie liczba ukraińskich dronów dalekiego zasięgu wysyłanych na Rosję zrównała się - a w niektóre noce nawet przekroczyła liczbę rosyjskich dronów atakujących Ukrainę.
W poniedziałek rano opisaliśmy pożar w terminalu naftowym w rosyjskim porcie Primorsk nad Bałtykiem. Władze obwodu leningradzkiego informowały o uszkodzeniu jednego ze zbiorników w wyniku ataku bezzałogowców. Strona rosyjska przekazała natomiast, że w nocy miało zostać zniszczonych 249 dronów wystrzelonych przez Ukrainę, ale kilka dni wcześniej Ukraina przeprowadziła jeden z największych nalotów dronowych w historii wojny, wysyłając według rosyjskich źródeł co najmniej 494 bezzałogowce w jedną noc.
Jak podkreśla płk Piotr Lewandowski, zdolności Ukrainy do rażenia celów na dalekim zapleczu Rosji wzrosły pięciokrotnie. - Ukraińcy uderzają zarówno w systemy przeciwlotnicze, w radary i wyrzutnie, jak i w infrastrukturę krytyczną. Szczególnie intensywnie atakowany jest Krym - wskazuje analityk.
Ekspert zwraca uwagę na rozwój ukraińskich systemów bezzałogowych. - Obserwujemy seryjną produkcję dronów dalekiego zasięgu. Co roku pojawia się nowa generacja tych systemów. To zjawisko nie dotyczy wyłącznie Ukrainy, podobne tendencje widać w Rosji czy Iranie, a także w Stanach Zjednoczonych, które testują połączenia dronów i amunicji krążącej - dodaje.
Jak zaznacza Lewandowski, mamy do czynienia z jedną z kluczowych rewolucji współczesnego pola walki. - To jest zmiana, która nie ma wyłącznie wymiaru technologicznego, ale przede wszystkim intelektualnego. Stanowi ogromne wyzwanie dla wszystkich armii, w tym także dla naszych sił zbrojnych - podsumowuje.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski