Rolnicy biją na alarm. Wojna z Iranem uderzy nas po kieszeni podczas zakupów
Rosnące ceny gazu i paliw mogą w najbliższych miesiącach przełożyć się na wyższe koszty produkcji żywności. Rolnicy ostrzegają, że jeżeli sytuacja na rynku nawozów i paliw nie ustabilizuje się na początku sezonu, skutki odczują nie tylko gospodarstwa, ale ostatecznie także konsumenci przy sklepowych półkach.
- Jak to możliwe, że ceny paliw rosną z dnia na dzień? W niedzielę wybucha wojna, a w poniedziałek cyk - złotówka więcej na litrze - mówi Wirtualnej Polsce Stanisław Barna, rolnik z woj. zachodniopomorskiego.
- Podobnie z nawozami. Grupa Azoty wstrzymuje zamówienia, mówi się o problemach z produkcją, a tymczasem w portach, choćby w Szczecinie, leżą całe stosy worków z nawozem. To nie jest towar wyprodukowany wczoraj czy dziś. Rolnicy mają więc wrażenie, że ktoś po prostu próbuje na nas zarobić i zdzierać z nas pieniądze - uważa.
Rozmówca WP uważa, że przy obecnych kosztach produkcji żywności wiele gospodarstw już dziś pracuje poniżej progu opłacalności. - Te koszty od dawna przekraczają to, co jesteśmy w stanie odzyskać z jednego hektara.
Nawet jeśli rolnicy nie będą w stanie podnieść cen swoich produktów, to pośrednicy na pewno wykorzystają sytuację. W efekcie dla konsumentów bułka z masłem i tak zdrożeje. Dlatego apelujemy do rządu o reakcję i rozważenie rekompensat lub dopłat do kosztów, które ponosimy w związku z sytuacją wywołaną wojną - podkreśla rolnik.
Burza wokół Grupy Azoty. Tu zaczyna się kryzys
Dodatkowe emocje wywołała sytuacja wokół jednego z największych producentów nawozów w Polsce. W poniedziałkowy wieczór w mediach społecznościowych zaczęły krążyć informacje o nagłym wstrzymaniu sprzedaży nawozów azotowych przez Grupę Azoty. I rzeczywiście potwierdzono, że spółka wstrzymała zamówienia ze względu na duży wzrost cen gazu. Po apelach rolników firma przekazała jednak, że sprzedaż zostanie wznowiona. Prezes Azotów Marcin Celejewski zapewnił w komunikacie, iż Grupa powróci do przyjmowania zamówień na nawozy azotowe w ciągu kilkudziesięciu godzin.
Rzecznik prasowy Grupy Azoty, Grzegorz Kulik, poinformował Wirtualną Polskę, że zamówienia są ponownie przyjmowane. - Nowe cenniki są już u naszych dystrybutorów i częściowo uwzględniają bieżące warunki rynkowe, co może oznaczać zmianę cen. Ta decyzja też ukróci spekulacje pojawiające się na rynku. To właśnie dynamika i zmienność cen gazu spowodowała, że chcieliśmy wrócić ze sprzedażą po uspokojeniu się sytuacji - wyjaśnia. Rzecznik nie ujawnił jednak, jakie dokładnie są nowe ceny.
Odpryski wojny w Iranie. Rolnicy widzą puste pola i drożyznę
- Nawóz, szczególnie azotowy, to największy i najbardziej znaczący koszt w produkcji roślinnej, np. zbóż czy rzepaku. Jeśli na starcie sezonu ceny nawozów tak "wystrzelą", rolnicy staną przed wyborem: albo zredukować nawożenie, co oznacza mniejszą podaż ziarna na rynku, albo utrzymać je, co drastycznie podniesie koszty produkcji - komentuje w rozmowie z Wirtualną Polską Damian Murawiec, rolnik z Żuław. Jak dodaje, już w ubiegłym roku opłacalność produkcji była bardzo niska, a obecny sezon zapowiada się jeszcze trudniej.
Murawiec zwraca uwagę na paradoks widoczny na rynku żywności. Choć ceny skupu zbóż są dziś znacznie niższe niż w poprzednich latach, konsumenci nie widzą tego w sklepach. - Bochenek chleba czy inne produkty rolno-spożywcze praktycznie nie staniały, mimo że cena ziarna pszenicy jest obecnie na poziomie sprzed kilkunastu, a nawet dwudziestu lat - wskazuje rolnik.
Problem pogłębia sytuacja na rynku paliw, które są niezbędne w trakcie prac polowych. Cena oleju napędowego w hurcie wzrosła w ciągu kilku dni z około 5,60 zł do 7,40 zł za litr. - Przy składaniu zamówień nie mamy nawet pewności, kiedy paliwo dojedzie i ile ostatecznie zapłacimy, dlatego wielu z nich tankowało na zwykłych stacjach detalicznych, bo tam było po prostu taniej - opisuje Murawiec.
Rolnicy przypominają też doświadczenia z początku wojny w Ukrainie, kiedy rynek nawozów i paliw został gwałtownie zdestabilizowany. W wielu gospodarstwach problemem pozostaje również zadłużenie po rekordowo drogich nawozach sprzed kilku lat.
- Moje kalkulacje z ostatniej jesieni pokazują, że na uprawie hektara kukurydzy na ziarno byłem od tysiąca do nawet dwóch tysięcy złotych na minusie. Wielu rolników od lata 2022 roku, kiedy tona nawozu kosztowała nawet 6 tys. zł, nie może wyjść z poniesionych kosztów. Gdy już wydawało się, że zaczynamy wychodzić z długów, mamy powtórkę – podkreśla rozmówca WP.
Skargi do ministra rolnictwa
Na problem gwałtownych podwyżek nawozów zwracają uwagę także organizacje rolnicze, m.in. regionalne izby rolnicze oraz ruch Oddolny Ogólnopolski Protest Rolników. Do ministra rolnictwa trafiły pisma z apelem o pilną interwencję i sprawdzenie rynku. "Zwracamy się do Pana Ministra z prośbą o pilną interwencję w sprawie nieuzasadnionych, posiadających znamiona spekulacyjnych podwyżek cen nawozów" – napisała w stanowisku Kujawsko-Pomorska Izba Rolnicza. Organizacja podkreśla, że już pierwszego dnia po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie ceny nawozów wzrosły o około 30 proc.
W czwartek minister rolnictwa Stefan Krajewski zwrócił się do ministra aktywów państwowych Wojciecha Balczuna o pilne wyjaśnienia w sprawie decyzji Grupy Azoty o czasowym wstrzymaniu przyjmowania nowych zamówień na nawozy azotowe. Szef resortu rolnictwa zaapelował jednocześnie o podjęcie działań, które pozwolą szybko przywrócić normalne zaopatrzenie rynku w nawozy, bez podnoszenia ich cen.
W komunikacie resort podkreślił, że decyzja spółki budzi poważne obawy wśród rolników. "Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi wyraża nadzieję, że zaistniała sytuacja zostanie przez Grupę Azoty S.A. bardzo pilnie i korzystnie dla rolników rozwiązana" – przekazano. Według MRiRW ograniczenie dostępności nawozów w kluczowym momencie sezonu może zagrozić terminowej realizacji prac polowych, a w konsekwencji negatywnie odbić się na całym rynku rolno-spożywczym.
Tomasz Molga, dziennikarz Wirtualnej Polski