Do Melsztyna przyjechał przed dziesięcioma laty. Pierwszą zimę spędził w namiocie. Potem wybudował swoją pustelnię. Domek jest maleńki: niewiele ponad dwa na dwa metry, razem niecałe pięć metrów kwadratowych - dodaje gazeta.
"A cóż mi więcej do życia potrzeba? Na początku miałem trochę kłopotów. Pustelnię postawiłem na terenie Lasów Państwowych. Z lasu wziąłem drzewo. Wybierałem jednak tylko wiatrołomy. Wstawił się za mną sołtys Melsztyna i Nadleśnictwo w Brzesku wycofało sprawę z sądu" - mówi dziennikowi.
"Przeżyłem tutaj już dziesięć lat, ale człowiek się starzeje... Czasem musi iść do lekarza, a do tego potrzebny jest meldunek. Poszedłem więc do gminy, by się zameldować. Urzędniczka, bardzo miła pani, odmówiła mi. Miałem iść do wójta, ale zrezygnowałem. Nie chcę się nikomu narzucać. W okolicy wszyscy mnie znają, do pustelni dochodzą listy od mojej mamy. Mam nadzieję, że jak będę chory, to lekarze biednemu pustelnikowi pomocy nie odmówią. A jak odmówią, to swoje cierpienie i upokorzenie Bogu ofiaruję" - mówi eremita z Melsztyna.
Brat Grzegorz pochodzi z Chełmna koło Oświęcima. Był zakonnikiem u franciszkanów. Po siedmiu latach został jednak z zakonu usunięty za nieposłuszeństwo wobec przełożonych - pisze "Gazeta Krakowska".(PAP)